zloty i imprezy

Klasyka w Zieleni 2022#1

img20200425_20103483b 1b

Jest taki mem, w którym facet zamyka oczy w 2019 roku, a gdy je z powrotem otwiera, mamy już 2022. Śmiech śmiechem, ale coś w tym jest. Chciałoby się powiedzieć, że jest to pierwszy rok „normalności”. Chociaż nie do końca, ale zostawmy politykę na boku.

Pierwszy raz od kilku lat odbył się normalnie cykliczny zlot „Klasyka w Zieleni”, z bardzo dobrą frekwencją i wieloma niespodziankami.

Graty tradycyjnie dopisały, klimat jak zwykle wspaniały, z piękną panoramą Kraju Saary w tle…

Czego chcieć więcej.

DSC_9394

DSC_9397

DSC_9383

DSC_9384

DSC_9387

DSC_9389

DSC_9390

DSC_9392

DSC_9393

DSC_9405

DSC_9411

DSC_9412

DSC_9414

DSC_9415

DSC_9419

DSC_9421

DSC_9422

DSC_9431

DSC_9424

DSC_9433

DSC_9436

DSC_9444

DSC_9448

DSC_9449

DSC_9451

IMG_3513

Koniec części pierwszej.

Oldtimertreffen Kupferbergwerk, czyli graciarze pomagają Ukrainie

img20200425_20103483b

Określenie „obyś żył w ciekawych czasach” zaczyna nam coraz bardziej ciążyć. Z jednej strony ograniczenia związane z epidemią zostały w końcu poluzowane, z czego wypadałoby się tylko cieszyć. Z drugiej zaś trudno o radość, gdy kilkaset kilometrów stąd rozgrywa się dramat. Zwyczajnie, po ludzku, tak po prostu nie wypada.

Ale za to można pomóc. Taka właśnie idea przyświecała pierwszemu pocovidowemu zlotowi old- i yountimerów w Düppenweiler, zorganizowanemu nietypowo, bo na terenie dawnej kopalni miedzi. Samo miejsce było już kiedyś opisywane, więc nie ma sensu się powtarzać.

Co warte podkreślenia, cały dochód z imprezy przeznaczony został na wsparcie ofiar rosyjskiej agresji na Ukrainie. Każdy z uczestników, posiadacz zabytkowego pojazdu, wpłacał ustalony wcześniej datek dla ofiar wojny. Otrzymywał za to pamiątkowy „dyplom uznania” z datą, miejscem spotkania i danymi pojazdu którym na zlot przyjechał. Taka garażowa pamiątka, do powieszenia na ścianie i powspominania w długie, zimowe wieczory.

DSC_2177

Pozostali mogli się dorzucić kwotą, jaką uznali za stosowne i wspomóc którąś z kilkunastu organizacji pomocowych, które pojawiły się tu licznie. Pomysł prosty i godny naśladowania.

DSC_2150

Co szczególnie cieszy, odzew w środowisku „graciarzy” był większy, niż ktokolwiek mógł się spodziewać, szczególnie że pogoda wcale nie była najlepsza. Jeszcze dwa dni wcześniej na drogach leżała gruba warstwa śniegu. Mimo to, uczestników było tylu, że po godzinie od rozpoczęcia imprezy samochody przestały się mieścić na przeznaczonym dla nich placu i trzeba było parkować na ulicy dojazdowej. Po kolejnej godzinie trzeba było zacząć zostawiać auta także w lesie. Co tylko dodawało malowniczości całej imprezie.

DSC_2014

Nikt jednak nie marudził, bo liczył się cel. A ponieważ było na co popatrzeć, więc nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zaprosić do galerii.

Na początek samochód, którego sława zaczęła się po występie w filmie „Powrót do przyszłości”. Szkoda że to tylko filmowa fikcja. Gdyby tak można było na serio podróżować w czasie… Byłaby okazja naprawić parę rzeczy. Może nie koniecznie radykalnymi metodami. Ot, na przykład kilku parom sprezentować po paczce prezerwatyw. Na przykład rodzicom pewnego Wołodii, zanim stali się jeszcze rodzicami…

DSC_2017

O ile świat byłby prostszy.

DSC_2026

Powrót do roku 1988 to w Polsce raczej średni pomysł. Ale w RFN jak najbardziej.

DSC_2273

DSC_2147

Tak mogła wyglądać ulica w RFN na przełomie lat 70-tych i 80-tych.

DSC_2178

Samochód z lat osiemdziesiątych zachowany wraz z obowiązkowymi gadżetami oraz literaturą młodzieżową z tego okresu.

DSC_2110

DSC_2112

Bardzo lubię to zdjęcie. Wygląda jak na sekundę przed startem. Za chwilę spod opon powinny posypać się fontanny żwiru a samochód majestatycznie pojedzie w stronę zachodzącego Słońca… Rozmarzyłem się.

DSC_2227

DSC_2215

Lata dziewięćdziesiąte pełną gębą. Wtedy podśmiewywano się z „tjuningu”. Dziś to już nostalgia.

DSC_2130

Rockersi… A może raczej Modsi… W każdym razie twardzi zawodnicy.

DSC_2165

DSC_2171

„Kurs specjalny”

IMG_7796

IMG_7590

Jak na pikniku w latach siedemdziesiątych. Ford Capri. Ależ bym nim cruisował.

DSC_2056

Oraz jeszcze więcej:

DSC_2012

DSC_2049

DSC_2023

DSC_2027

DSC_2030

DSC_2075

DSC_2086

DSC_2088

DSC_2114

DSC_2116

DSC_2124

DSC_2135

DSC_2137

DSC_2145

DSC_2148

DSC_2156

DSC_2186

DSC_2190

DSC_2194

DSC_2195

DSC_2200

DSC_2202

DSC_2204

DSC_2206

DSC_2208

DSC_2219

DSC_2213

DSC_2236

DSC_2229

DSC_2242

DSC_2239

DSC_2244

DSC_2260

DSC_2263

DSC_2281

IMG_7623

IMG_7730

IMG_7763

IMG_7821

IMG_7844

IMG_7888

IMG_7903

IMG_7918

IMG_7873

Jak mawiał Poeta: „ludzi dobrej woli jest więcej”. I całe szczęście.

Nostalgicznie w St. Wendel

img20200425_20103483

Za sprawą wiadomego a niechcianego importu z Chin pewnego materiału organicznego, żadne imprezy czy zloty niespecjalnie mogą się odbyć. Wcale się też nie zanosi, żeby sytuacja miała się szybko zmienić. Z pewnymi rzeczami trzeba się pogodzić i przyjąć je na klatę takimi, jakie są.

Tymczasem Motorsport Historiker St. Wendel E.V. wpadła na wspaniały pomysł urządzenia nostalgicznej wystawy, przypominającej bogatą historię wyścigów ulicznych w tym mieście. Skoro na razie nie da się inaczej, to warto chociaż powspominać to, co było.

IMG_0890

IMG_0900

IMG_0896

IMG_0894

IMG_0893

IMG_0913

IMG_0902

IMG_0905

IMG_0912

IMG_0918

IMG_0920

IMG_0922

IMG_0923

IMG_0924

IMG_0927

IMG_0928

IMG_0929

IMG_0930

IMG_0931

IMG_0934

IMG_0935

IMG_0941

IMG_0943

IMG_0946

IMG_0951

Mała podróż w czasie nikomu nie zaszkodzi. Mam nadzieję, że pomoże patrzeć z nadzieją w przyszłość i już wkrótce, znowu będziemy mogli uczestniczyć w wyścigach ulicznych w St. Wendel.

Klasyczna Cola w zieleni

img20200816_15532227

Dawno, dawno temu, jeszcze przed epidemią, odbywała się w pewnej restauracji cykliczna impreza. Był nią dwudniowy zlot pojazdów zabytkowych pod wszystko mówiącą nazwą „Klasyka w zieleni”.

W tym roku, rzecz jasna, zlot się nie odbył bo i nie mógł. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie aby „spontanicznie” podjechać i chociaż usiąść w fotelu, wypić coś zimnego…

Jak się okazało, na podobny pomysł wpadło jeszcze kilka osób. Tym sposobem nieformalnie ale jednak zlot się odbył. Jeden motocykl i trzy samochody – to już coś. A był moment, że aut było aż pięć!

Pomyśleć, że rok temu pojazdy nie mogły się tu pomieścić a korek ciągnął się aż do sąsiedniego miasteczka…

Czy i kiedy wrócimy do normalności?

Linslerhof 2019

DSC_9170

Sytuacja na świecie pokomplikowała się na tyle, że odwoływane są nawet wrześniowe imprezy. Ciężko naprawdę stwierdzić, co się jeszcze może wydarzyć.

Tymczasem warto powspominać ostatnią imprezę 2019 roku. Tradycyjnie już, jak co roku, Linslerhof kończy definitywnie sezon.

A mimo deszczowej pogody było na czym oko zawiesić.

Zapraszam zatem na małą próbkę zdjęć.

DSC_9097

DSC_9124

DSC_9125

DSC_9127

DSC_9128

DSC_9129

DSC_9170

DSC_9172

DSC_9188

DSC_9242

DSC_9309

IMG_1000

IMG_0983

IMG_1010

IMG_1022

Do zobaczenia znów jesienią?

Veterama 2019 #3

IMG_1254

Jako że rok mamy wyjątkowy, więc taki też będzie dzisiejszy wpis. Trochę nieplanowany, bowiem liczyłem na świeże zdjęcia z wiosennej edycji tej imprezy. I się przeliczyłem. Nie ma jednak tego złego. Na ostatniej odsłonie bowiem udało mi się zrobić wyjątkowo dużo zdjęć, więc po kolejnej reselekcji zostało mi sporo całkiem sensownego materiału.  Tak więc dziś, wyjątkowo,  trzecia część zdjęć z jesiennej Veteramy w Mannheim. Miłego oglądania.

IMG_1505

IMG_1465

IMG_1474

IMG_1482

IMG_1486

IMG_1487

IMG_1489

IMG_1495

IMG_1499

IMG_1502

IMG_1508

IMG_1513

IMG_1514

IMG_1515

IMG_1516

IMG_1526

IMG_1536

IMG_1546

IMG_1550

IMG_1571

IMG_1584

IMG_1589

IMG_1595

IMG_1596

IMG_1597

IMG_1601

IMG_1605

IMG_1606

IMG_1609

IMG_1611

IMG_1617

IMG_1629

IMG_1642

IMG_1643

IMG_1653

IMG_1655

IMG_1657

IMG_1658

IMG_1659

IMG_1662

IMG_1663

IMG_1664

IMG_1665

IMG_1667

IMG_1810

IMG_1812

Koniec części trzeciej.

Veterama 2019 #2

IMG_1254

Stało się to, co było nieuniknione i wiosenna Veterama musiała zostać odwołana. W obecnej sytuacji decyzja nie mogła być inna. Czy nie odbędzie się ona w ogóle czy tylko zostanie przełożona – nie wiadomo. Na razie nikt nie jest w stanie przewidzieć, co się wydarzy.

Tymczasem, na otarcie łez, kolejna paczka zdjęć i wspomnień ze wspaniałej, jesiennej Veteramy 2019. Miłego oglądania!

IMG_1362

IMG_1365

IMG_1371

IMG_1372

IMG_1374

IMG_1378

IMG_1379

IMG_1380

IMG_1382

IMG_1385

IMG_1389

IMG_1390

IMG_1391

IMG_1392

IMG_1395

IMG_1396

IMG_1397

IMG_1399

IMG_1402

IMG_1406

IMG_1409

IMG_1410

IMG_1413

IMG_1416

IMG_1423

IMG_1424

IMG_1425

IMG_1427

IMG_1428

IMG_1429

IMG_1430

IMG_1432

IMG_1436

IMG_1439

IMG_1442

IMG_1443

IMG_1446

IMG_1448

IMG_1449

IMG_1450

IMG_1451

IMG_1457

IMG_1458

IMG_1459

IMG_1462

IMG_1678

IMG_1683

Koniec części drugiej.

Veterama 2019 #1

IMG_1254

Zawodowi fotograficy dość przewrotnie twierdzą, że coś takiego jak postęp techniczny w fotografii amatorskiej nie istnieje. Wszystko co można było w tej materii wymyśleć to zostało już dawno wymyślone i obecnie mamy constans. Sytuacja według nich wygląda ponoć tak, że dwadzieścia lat temu na jednej błonie fotograficznej można było utrwalić 36 obrazów, z czego jakieś 5 wychodziło dobrze. Dziś natomiast na karcie pamięci możemy zapisać kilka tysięcy zdjęć, z których także jakieś pięć będzie się do czegoś nadawało.

Według mnie sytuacja nie wygląda jednak wcale aż tak źle. Z każdej kolejnej Veteramy przywożę bowiem coraz więcej zdjęć. Może to oznaczać, że albo żaden ze mnie fotograf ewentualnie naumiałem się już w te guziki na tych ustrojstwach i coraz więcej obrazków mi wychodzi.

Jakby nie było, nie o sztukę tu jednak chodzi a o wspaniałe graty, których – jak co roku zresztą – nie zabrakło. Największy motobajzel Europy w tym roku także nie zawiódł. Wpis, jak zwykle w takich przypadkach, został podzielony na części.

Nie przedłużając już, zapraszam do pierwszej części galerii. Będzie się działo.

IMG_1255

IMG_1256

IMG_1258

IMG_1263

IMG_1264

IMG_1268

IMG_1271

IMG_1276

IMG_1278

IMG_1279

IMG_1280

IMG_1281

IMG_1283

IMG_1284

IMG_1285

IMG_1287

IMG_1289

IMG_1291

IMG_1295

IMG_1296

IMG_1300

IMG_1302

IMG_1309

IMG_1312

IMG_1315

IMG_1316

IMG_1319

IMG_1321

IMG_1325

IMG_1330

IMG_1334

IMG_1335

IMG_1336

IMG_1337

IMG_1338

IMG_1347

IMG_1352

IMG_1354

IMG_1355

IMG_1356

IMG_1357

IMG_1360

IMG_1361

IMG_1671

IMG_1673

Koniec części pierwszej.

Triumph Of Steel

DSC_9183

„Triumph fahren heisst Zeit sparen”*

To był jeden z tych zlotów, na których nie dzieje się nic ciekawego. Inna rzecz, że człowiek wcale niczego specjalnego po nim nie oczekiwał. Jaka pogoda, taki zlot.

Życie potrafi jednak zaskakiwać w nieprzewidywalny sposób. Oto niespodziewanie pojawił się, wspaniale spatynowany, w oryginalnym fabrycznym malowaniu, Triumph T II z roku 1926. Sędziwy motocykl dojechał tu o własnych siłach, co już samo w sobie jest niesamowite. Jednak jeszcze bardziej interesująca jest historia którą dziarski staruszek chciałby Wam opowiedzieć.

DSC_9139

Usiądźmy zatem i posłuchajmy, co takiego do powiedzenia może mieć stary motocykl.

Przywykliśmy traktować motocykle Triumph, razem z Nortonem, BSA czy AJS, jako coś najbardziej brytyjskiego z możliwych. Kwintesencja wyspiarskości. Rockersi i te sprawy. W przypadku Triumpha to jednak trochę nie tak.

DSC_9141

Firma Triumph Motorcycles Ltd powstała w 1884 roku, początkowo jako S. Bettmann & Co i pierwotnie była to fabryka rowerów. Założona została przez Siegfrieda Bettmanna który pochodził z Norymbergii. Tak, dobrze widzicie. Siegfred był Niemcem. Dokładniej niemieckim emigrantem który w 1884 roku osiadł w Wielkiej Brytanii.

DSC_9142

Nie zapomniał jednak o swoich korzeniach. Już w 1896 roku w swojej rodzinnej Norymberdze założył New Triumph Co. Ltd, spółkę zależną od Triumph Motorcycles Ltd z Hinckley. W latach 1903-1907 zakład produkował motocykle, do których silniki dostarczał między innymi Peugeot oraz Minerwa.

DSC_9183

Niemiecki rynek okazał się jednak trudny nawet dla brytyjskiego Niemca i w związku z tym produkcję motocykli na pewien czas przerwano.

DSC_9146

Duże zmiany nastąpiły w roku 1911. Firma zmieniła swoją nazwę na Triumph Werke Nürnberg AG (T.W.N.) a w roku 1913 oddzieliła się od swojej macierzystej spółki w Anglii.

DSC_9148

Do produkcji motocykli niemiecki Triumph powrócił w roku 1919. Początkowo wytwarzano dwutaktowy model Knirps, który technicznie wywodził się z brytyjskiego motocykla Triumph Junior. Aby zwiększyć konkurencyjność produkowano również większe modele, jednak silniki do nich nie powstawały w Niemczech i były importowane z Wielkiej Brytanii.

DSC_9149

W roku 1924 pojawił się bohater naszej opowieści, Triumph T II, który utrzymał się w produkcji do 1927 roku. Kilkaset egzemplarzy zbudowano w Norymberdze i, jak nietrudno zapewne się domyślić, jest to jeden z nich. Świadczy o tym zachowana tabliczka znamionowa Triumph Nürnberg.

DSC_9150

Motocykl wyprodukowano w roku 1927. Wyposażony jest w wyprodukowany w Wielkiej Brytanii silnik Triumph Coventry. Jest to czterosuwowa, jednocylindrowa jednostka napędowa, która z pojemności 550 cm3 osiąga moc 16 KM przy 4000 RPM. Pozwalało to rozpędzić ważący 130 kilogramów motocykl do około 90 km/h.

IMG_0927

Za przenoszenie napędu odpowiada osobna skrzynia biegów o trzech przełożeniach sterowana ręcznie. Przedni widelec posiada amortyzowanie typu „Druid”, tył jest sztywny.

DSC_9153

W wyposażeniu standardowym znajdowały się skórzane torby na narzędzia, które zachowały się do dziś mimo upływu 94 lat.

DSC_9165

Producent oferował szeroką gamę dodatkowych akcesoriów i wyposażenia, z których warto wymienić trąbkę albo sygnał elektryczny, prędkościomierz, dodatkowe siodełko, podnóżki  a także wózek boczny ADKA produkowany przez firmę Karosseriewerks München AG z Monachium.

DSC_9156

W razie potrzeby motocykl można było zakupić w sprzedaży ratalnej. Płatność rozkładano na 6, 9 albo 12 miesięcy. Życie z Triumphem nie było złe 😉

DSC_9158

Najpiękniejsze jest to, że wczesną historię tego pojazdu można bez problemu odtworzyć. Sprzedany został przez dealera Karla Bauera z Weilheim. Na tabliczce na przednim błotniku widnieje nawet numer telefonu do sprzedawcy: 334. „To byli czasy”.

DSC_9162

Nabywcą był zapewne policjant. Świadczy o tym kolejny artefakt. Jest to odznaka z pierwszego rajdu policyjnego motoklubu z Bayern datowana na 1929 rok. Coś niesamowitego że udało mu się przetrwać w tym stanie do dzisiaj.

DSC_9160

Warto dodać, że pradziadek Triumph nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i wcale nie myśli o emeryturze.

DSC_9163

Nadal jest w eksploatacji i przejeżdża corocznie około 1000 km, co jest ogromnym wyczynem, zważywszy na bardzo sędziwy wiek tego pojazdu.

*- „jazda Triumphem oznacza oszczędność czasu” – rymowany slogan reklamowy z lat 20-tych XX wieku.