Uncategorized

Autorefleksja

img20200425_20103483

Podobno człowiek zaczyna być naprawdę stary w momencie, w którym z rozrzewnieniem zaczyna wspominać „dawne, dobre czasy”.* Może nie powinienem pisać już nic więcej na ten temat, skoro cała ta strona ma w dużym stopniu charakter wspomnieniowo – nostalgiczny…

Nie chodzi mi o gloryfikację dawnych czasów, bo w sumie nie ma czego gloryfikować. Nie były one wcale dobre. Tym niemniej jedną rzecz wspominam z rozrzewnieniem – niemal puste drogi w weekendy, gdy można było podróżować godzinami, nie spotykając zbyt wielu pojazdów. A napotkać motocyklistę to już było wyjątkowe święto, które zresztą zwykle celebrowało się poprzez wspólny postój i rozmowę, trwającą nawet i przeszło pół godziny. Rozmawiało się o wielu rzeczach. O motocyklach, podróżach, ludziach. Czasem okazywało się, że gdzieś tam mamy jakichś wspólnych znajomych. Albo prawie znajomych. Wszystko jedno, świat był mały.

To już było i wątpliwa sprawa, żeby jeszcze kiedyś wróciło. Natomiast receptą na puste drogi jest wyjazd tak wcześnie rano, jak to tylko możliwe. Skoro ludzie w weekend chcą pospać, więc należy to wykorzystać. Takie postępowanie ma jeszcze ten plus, że wschód Słońca można podziwiać w tak pięknych okolicznościach przyrody.

DSC07817

*Tak naprawdę to ludzie z rozrzewnieniem wspominają swoją młodość a nie czasy, jednak nie wiedzieć czemu myli im się jedno z drugim.

Odwieczny problem klasyczności

img20200727_17174050

Czas płynie nieubłaganie. Wszystko się zmienia. Z jednym wszakże wyjątkiem. Ludzkiej mentalności. Ostatnio byłem świadkiem pewnej zaciętej dyskusji internetowej. Te konwersacje są nieprzebranym źródłem natchnienia. Nie żeby rozmowa ta była jakoś specjalnie ciekawa. Była ona stara jak motoryzacja. Słyszałem ją już setki razy i w różnych epokach. I zawsze konkluzja jest jedna i ta sama: „kiedyś to kurła było:…

Jeden z rozmówców zamieścił zdjęcie całkiem współczesnego motocykla z pytaniem, czy ta maszyna ma szansę stać się klasykiem, czy też należy ją zużyć i wyrzucić?

Prowokacyjne pytanie odniosło skutek. Posypała się lawina komentarzy o tym, jak to na motobajzlach  będzie się poszukiwać starych wtrysków czy wyświetlaczy i że lepiej tego nie dożyć…

Gdy widzę takie marudzenie to przypomina mi się pewien obraz z późnych lat siedemdziesiątych. Jest to zarazem jedno z moich najwcześniejszych wspomnień. Przed oczyma staje mi mój dawny sąsiad szpachlujący co niedzielę swoją starą Pobiedę i opowiadający wszystkim wokoło (tym którzy nie zdążyli w porę uciec), jakie ma wspaniałe auto. „Nie to, Panie, co teraz, jednorazowe.” Zapewne wcale nie zastanawiał się nad tym, że jego ojciec mówił pewnie to samo, picując kilkadziesiąt lat wcześniej swojego Russo – Bałta. Jego syn później będzie tak gadał o swoim polonezie a wnuk o Passacie. Sztafeta jęczących pokoleń.

Wracając do motocykli: wiecie, plastiki to plastiki a motocykle zabytkowe to…

Czasem mam takie dziwne przeczucie, że aby motocykl mógł być „zabytkiem” czy tam „klasykiem” to koniecznie musi być to taki pojazd, który można „naprawić” za pomocą drutu, sznurka czy drewnianego kołka. Najlepiej zaś, jeśli do tego byłby gratem. Jeśli jakoś wygląda i jeździ, to już na miano „klasyka” nie zasługuje. Mentalnie tkwimy chyba jeszcze ciągle w latach sześćdziesiątych.

img001

A w rzeczywistości sprawa jest bardzo prosta. Każdy pojazd bowiem był kiedyś nowy i jako taki był często szczytowym osiągnięciem swoich czasów. Na przestrzeni lat i dekad zmieniała  się technika, producenci. Niezmienne było zaś jedno: o każdym z nich było takie samo gadanie. Że to nowe to: „Panie, to już nie to co kiedyś”, „to nic nie warte”, „kto to Panu naprawi”, „gdzie Pan do tego części dostaniesz” itd.

Tak samo było 80, 60, 40 i 20 lat temu i nie zmieniło się to do dziś. Nic z tego pitolenia oczywiście się nie sprawdziło. Nic nie zapowiada też, że miałoby się to jakoś zmienić drastycznie w przyszłości.

Komputery pokładowe, wyświetlacze czy wtrysk paliwa zagościły na poważnie w motocyklach już w początkach lat 80-tych XX wieku. I jak najbardziej można je kupić na motobajzlach, przynajmniej tych zachodnich. Przez czterdzieści lat raczej był czas aby się z nimi oswoić, jednak wygląda na to, że dla wielu ciągle są wielkim zaskoczeniem.

Czas płynie nieubłaganie i na dodatek coraz szybciej. Współczesne pojazdy staną się klasykami prędzej niż nam się to wydaje.

Problem może być jedynie z naszą świadomością „boomera”, który nie może przyjąć do wiadomości, że dziś Ziemia zrobi znowu kolejny obrót.

Krokodyle łzy

img20200202_07043643es

Marian otworzył browara i włączył komputer. Przeglądał bezwiednie portal społecznościowy aż wzrok jego przykuł chwytliwy tytuł artykułu „Unijna norma Euro 5 zabija motocykle”. Wymieniono w nim modele maszyn, które nie będą już dostępne w sprzedaży po wprowadzeniu nowej normy. Marianowi natychmiast podniosło się ciśnienie. Z wrażenia omal nie oblał się piwem. Jak to!? Jakim prawem ktoś „z zagranicy” będzie mu zabraniał kupowania tego, na co ma ochotę? No jakim!? Przecież on jest klientem i wymaga! No dobrze, nie jest. Nigdy nie był. Ale mógłby przecież być! Czy to nie wystarczy?

Marian chłonął łapczywie tekst artykułu, pomijając całe akapity. Czuł narastającą w nim wściekłość. Tak naprawdę to nigdy nie kupił nowego pojazdu. Rower otrzymany jako prezent komunijny się nie liczy. Bo przecież nie będzie nabijał kabzy cwaniakom, co to będą chcieli zmusić go do płacenia za przeglądy gwarancyjne. Bo nowy traci na wartości, bo niesprawdzony, bo kiedyś to były motocykle, nie to co dzisiaj, bo nie z Marianem takie numery. Marian jest na to za sprytny.

Na logikę więc powinno mu to być obojętne skoro jeździł używanymi, ale Marian czuł się tak, jakby unijny urzędnik wyciągał mu właśnie motocykl spod tyłka. Koniecznie musiał coś z tym zrobić.

„Komuniści, złodzieje, eurokołchoz, cholerni postępowcy” – ryczał Marian w komentarzach pod artykułem z włączonym Caps Lokiem, aż z przerażenia zaczął mu się zacinać klawisz z literką „O”. Przyjrzał się uważnie swemu dziełu, po czym dopisał jeszcze „faszyści” i uśmiechnął się, uznając że jest wystarczająco obelżywie. Nie wiedział co prawda, czy słowo „komuniści” pasuje do określenia „faszyści” ale nie chciało mu się sprawdzać w Wikipedii ich znaczenia. Wiadomo przecież o co chodzi. Otarł pot z czoła i wziął głęboki wdech. Czuł że spełnił swój obowiązek.

Marian zerknął na artykuł i uronił łzę. Jedną za FJR, motocykl który swoje dobre dni miał dwie dekady temu. Drugą za XV i SCR; nie bardzo był w stanie sobie przypomnieć, czy je w ogóle kiedykolwiek widział na drodze. Zapłakał rzewnie za VFR, H2, Super Tenere i Tigerem Sportem oraz wieloma innymi, które nie spełniły nadziei pokładanych w nich przez producentów a ich sprzedaż nie osiągnęła założonego poziomu. Ale wiadomo – Unia. Ktoś musi być tym „złym”. Marian od razu poczuł się lepiej. Czarno – biały świat jest jakiś taki bardziej swojski.

Bo świat w którym żył Marian był prosty. Chodził do pracy aby zarabiać pieniądze. Za tą harówkę należało mu się. To oczywiste. Jednak dziwiło go niezmiernie, że inni ludzie też chcieliby otrzymywać za swoją pracę wynagrodzenie. Marian tego nie mógł pojąć. Mało jeszcze mieli? Złodzieje!

Zapłakał nawet nad Sportsterem, którego unijni urzędnicy „zabili” także w Stanach, czyli tam gdzie ich władza nie sięga. Tyle że ta łza była jeszcze mniej szczera. Bo to przecież „przereklamowany” Harley – Davidson. Chociaż Sportster to ponoć jednak nie Harley… Sami wiecie, rozumiecie…

img20210215_18245943

Marian został oczywiście wymyślony. Artykuł zaś oraz komentarze już niestety nie :/

Czeska legenda

img20200727_17174050

Wiele lat temu, gdy zaczynałem pisać zalążek artykułu o czeskich twinach, nie miałem zbyt wielkiego dostępu do literatury przedmiotu. Trochę różnych stron internetowych, z których część powielała tylko informacje zaczerpnięte z innych witryn. Informacji drukowanych w zasadzie nie było. Stąd liczyłem się z możliwymi błędami i nieścisłościami, gdy z wielu różnych wersji historii trzeba było wybrać jedną.

Artykuł nie został zresztą nigdy dokończony, bowiem, co ciekawe, nie było zainteresowania tematem. Szkic, który powstał, zamieściłem na wcześniejszej wersji tej strony. I się zaczęło. Bo wiecie, w Polsce jest zwykle właśnie tak, że bezinteresownych krytyków znajdziesz zawsze, tylko pomocników niekoniecznie. W efekcie straciłem zapał i nie zdecydowałem się na jego dokończenie.

Tymczasem, jakiś czas temu wpadł mi w ręce egzemplarz czeskiego czasopisma motocyklowego, gdzie na jedenastu stronach opisana jest „od a do z” (a w zasadzie to nawet do „ż”) historia Jawy 634, pod nieco pretensjonalnym tytułem „Czeska legenda”. W tym miejscu należy się małe wyjaśnienie. Określenie „czeska legenda” w Czechach odnosi się zwykle do postaci świętego Nepomucena. Czy model 634 był taki święty oraz czy zasłużył sobie na miano „męczennika”, to już inna sprawa.

IMG_8427

Natomiast faktem jest, że był to motocykl przełomowy w historii firmy, z którym wiązano wiele nadziei. Wiedzieliście, że niektóre zastosowane w nim rozwiązania chronione były patentami? Jawa 634 od początku projektowana była jako motocykl eksportowy na wiele różnych rynków o diametralnie odmiennych wymaganiach i z tego też powodu w jej konstrukcji nie ma przypadków. Oczywiście, jak to w „miłującym pokój socjalizmie” było w zwyczaju, istniała odmiana wojskowa „żeliwniaka”.

IMG_8430

Artykuł opisuje w sposób pełny kulisy powstania oraz historię Jawy 634, krok po kroku dokumentując zmiany dokonywane w modelu na przestrzeni 11 lat produkcji. Nieoceniona pomoc dla osób chcących restaurować wczesne egzemplarze. Nie zapomniano o następcy, Jawy 638, oraz historii dziwnej Jawy 632. Tak jak pisałem w swoim szkicu, artykuł potwierdza że za jej powstaniem stoją kłopoty techniczne związane z pierwszymi 638. Wady tego silnika były tak poważne, że kraje Zachodnie zakazały sprzedaży Jawy 638 na swoich rynkach. A to była prawdziwa katastrofa. Oznaczało to brak dewiz, czyli koniec dopływu prawdziwych pieniędzy. Stąd na szybkości pojawiła się Jawa 632 i dlatego też na niektórych rynkach musiała być oferowana tak długo, razem z 638. Był to swego rodzaju wybieg prawny, który pozwalał na sprzedaż motocykli.

IMG_8431

Za problemy z Jawą 638 odpowiadała nie tyle firma, ile absurdalny system socjalistyczny, w którym musiała ona funkcjonować. A system socjalistyczny opierał się na planowaniu produkcji. W tym konkretnym przypadku plan powstały w 1981 roku zaplanował już produkcję do 1995 roku i zgodnie z harmonogramem Jawa 638 miała pojawić się na rynku w 1983 roku. Ponieważ jednak tak się nie stało, wymuszono przyspieszenie prac i wypuszczenie na rynek silnika de facto w fazie prototypu. Z wiadomym skutkiem. Klient zachodnioeuropejski nie ma zrozumienia dla takich rzeczy.

Piszę zaś o tym dlatego, że po pewnych przemyśleniach zacząłem prace nad przetłumaczeniem tego artykułu, uznając że może jednak kogoś to zainteresuje. Zamierzam publikować go tu w odcinkach w jakiejś nieodległej przyszłości, jak tylko uporam się z innymi sprawami. Prościej byłoby pewnie uzupełnić stary szkic i zrobić z niego jeden artykuł, jednak poprzestanę na pozostawieniu go tak jak jest, uzupełniając go ewentualnie o pewne fakty i daty.

 

Ze spraw bardziej ogólnych, zamierzam wprowadzić pewną regularność w terminach publikacji na tej stronie oraz jej tematyce. Czy i na ile to się uda to już wyjdzie w trakcie.

Swoimi Drogami

img20210121_10040541

Bez wątpienia najważniejszym wydarzeniem przełomu roku jest reaktywacja kwartalnika „Swoimi Drogami”. Rzecz wydawałoby się nie do pomyślenia – a jednak. Powrót magazynu stał się faktem.

Oczywiście dwa razy wejść do tej samej rzeki nie sposób. Zmieniły się czasy, my się nieco postarzeliśmy…

W związku z tym i Czasopismo zmieniło się nieco. Nie jest już kwartalnikiem tylko miesięcznikiem a w tytule pojawił się dopisek „i Motocykl”. Zmianie uległ też skład redakcji; nie całkiem ale jednak. Rzecz nieunikniona po latach. Za całość projektu odpowiada obecnie Tomasz Szczerbicki, którego Czytelnikom chyba przedstawiać nie muszę. Gwarantuje to najwyższą jakość zamieszczonych materiałów.

Nie uległa zaś zmianie idea która przyświecała powstaniu tego Czasopisma. Pozostało nadal takie, jakie było. Niebanalne, z własnym punktem widzenia. Stroniące od sztucznej sensacji. Biorące życie takim, jakie jest.

Do tej pory ukazały się już trzy kolejne numery ( Numer 10 , Numer 11oraz Numer 12), które oczywiście nadal, tak jak dawniej, można pobierać za darmo.

DSC_3729

Oprócz tego mamy także Archiwum, skąd można ściągnąć stare numery z lat 2012-2014.

Nowemu – staremu projektowi mocno kibicuję i zapraszam do lektury!

Powrót do korzeni

img20200427_19454237

Bezkresne łąki i pola. Dopiero dziesiąta godzina a już żar leje się z nieba. Tym razem jednak nie jestem turystą. Przybyłem tu bowiem służbowo.

DSC_2244

Życie potrafi zaskakiwać w nieoczekiwany sposób. Dwadzieścia lat po ukończeniu studiów, gdy już byłem pewien że ten rozdział życia jest zamknięty na zawsze, dostałem nieoczekiwaną propozycję – a w zasadzie prośbę, aby przyłączyć się do corocznego liczenia zwierząt. Niestety, jestem osobą o niskim poziomie asertywności i jakoś niespecjalnie umiem odmówić.

IMG_6368

Powstaje pytanie, czy ja się aby na tym jeszcze znam? Czy po dwudziestu latach jeszcze coś pamiętam? Wszystko się przez ten czas zmieniło.

IMG_6386

Notatki zapisuje się dziś w specjalnej aplikacji w smartfonie, zdjęć można robić ile dusza zapragnie. Czasem żałuję, że dwadzieścia lat temu nie mieliśmy dostępu do takiej techniki. W temacie smartfona to do dziś mam mieszane uczucia. Ale fotografii cyfrowej jestem fanem, chociaż przez wiele lat jakoś nie mogłem się do niej przekonać. Może miałem złe podejście. Możliwość zdjęć seryjnych, praktycznie nieograniczona przestrzeń na karcie pamięci, dzisiejsze lekkie zoomy… Pamiętam, jak kiedyś, dawno temu, podczas zajęć terenowych miałem do dyspozycji jedną rolkę filmu na cały tydzień. Klisza była ręcznie przycinana z taśmy filmowej do specjalnych, wielorazowych kaset. Umiejętnie dobrany wymiar i odpowiednia technika zakładania błony do aparatu pozwalała, przy odrobinie szczęścia, wykonać na niej Zenitem bądź Prakticą od 42 do 44 zdjęć. Czad. Oczywiście, tak długi film stawiał duży opór przy przewijaniu i wcale nierzadkim zjawiskiem było zrywanie perforacji. Wówczas, zamiast większej ilości zdjęć miało się… Właśnie. Później taki film należało wywołać, zrobić odbitki i zeskanować. Skaner na porcie LPT, czyli podczas skanowania można było spokojnie zaparzyć sobie kawę… Ale mnie wzięło na wspomnienia. Mam dużo czasu na myślenie i wspominanie.

Powoli coś zaczyna się dziać. Czapla siwa. Z tego miejsca widzę przez teleobiektyw cztery sztuki.

IMG_6280

Nad polem krąży kania ruda. Na razie jedna. Trzeba zanotować.

IMG_6309

Prace polowe płoszą gryzonie a to ściąga w to miejsce drapieżniki. Mam szczęście.

IMG_6278

Zobaczymy, co z tego wszystkiego wyjdzie.

DSC_2239

Wyprzedaż garażowa

img20200424_20513173

Ja wiem, że mamy lato, jest ciepło i tak dalej.

Rzecz ma się jednak tak. Znajomy rozpoczął jakiś czas temu przygodę z motocyklami. Zaczął z grubej rury, czyli od zakupienia wszystkiego co niezbędne – ale na wszelki wypadek razy trzy. Niestety, jak szybko zaczął, równie szybko skończył. Po tej przygodzie pozostało kilka sztuk odzieży, którą przy pierwszej sposobności załadował do bagażnika mojego samochodu, uszczęśliwiając mnie niewypowiedziane tymi dobrami.

Tak więc, nowego właściciela szukają trzy pary portek motocyklowych. Dwie pary tekstylnych wraz z wypinanymi podpinkami, paskami i szelkami oraz jedne skórzane.

IMG_6146

IMG_6142

IMG_6152

Do tego oczywiście cały worek ochraniaczy. Wszystko niemal jak nowe, używane symbolicznie. Oznak zużycia nie stwierdziłem.

Oczywiście, jak w każdej szanującej się promocji, w tej także są haczyki.

Pierwszy jest taki, że znajomy to kawał chłopa, więc portki są raczej dla „poważnego” bajkera.

IMG_6157

IMG_6159

IMG_6160

Znaczy się dużego. Ewentualnie takiego, który zna dobrą krawcową.

Drugi zaś polega na tym, że oferta z przyczyn transportowo – logistycznych ograniczona jest raczej dla osób, które przebywają/będą przebywać/znają kogoś, kto akurat będzie tędy przejeżdżał/niepotrzebne skreślić*, w regionie Saary – Luksemburga – Lotaryngii. Ewentualnie mogę się pokusić o dostarczenie tekstyliów gdzieś w okolice tego regionu, ale w granicach rozsądku.

Pora na najważniejsze – czyli cenę. No cóż, Januszem biznesu nie jestem i już chyba nie będę. Oddam więc w dobre ręce za tyle, za ile otrzymałem, czyli za „bógzapłać”, „uśmiech bąbelka” czy inną tego typu walutę. Jeśli uznasz, że warte to wszystko wspólnego wypicia browara to też wcale się nie obrażę.

Jakby co, to proszę pisać w komentarzu. Szkoda żeby dobry ciuch miał stać się żarciem dla moli. Siakoś się dogadamy.

img20200424_20515668

Jawa Rally

img20200413_10124124s

Człowieka inteligentnego można ponoć poznać po tym, że nigdy się nie nudzi i w każdej sytuacji potrafi znaleźć sobie jakieś zajęcie.

Co zatem zrobić w sytuacji gdy powinno się siedzieć w domu a bardzo chciałoby się pojeździć motocyklem? Można na przykład pograć jak za starych dobrych czasów w grę planszową. A tym razem będzie to nie byle jaka planszówka, bowiem jest to firmowany logiem firmy JAWA motocyklowy wyścig uliczny, ze wszystkimi jego atrakcjami. Opisy są w języku czeskim ale nie jest to przecież żaden problem. Wręcz przeciwnie, nadaje jeszcze lepszego klimatu całej rozgrywce.

Uwaga! Wciąga.

Gra jest oczywiście darmowa, można ją sobie ściągnąć tutaj

Dziękuję za informację byledoprzodu

IMG_4514

IMG_4505

IMG_4504

IMG_4502

IMG_4497

A więc?

Ladies and gentlemen, start your engines!

img20200413_10124124