Month: Kwiecień 2017

Anatomia muzyki – KAT

anatomia-muzyki

Kilka dni temu wybrałem się do jednego ze sklepów po odbiór zamówionych książek. Przy okazji, tak od niechcenia, zajrzałem do działu muzycznego, nie spodziewając się znaleźć w nim niczego ciekawego. Ku swojemu zdziwieniu natknąłem się na wznowienia dawnych płyt katowickiego KAT-a. Żeby nie było niedomówień – nigdy nie uważałem się za „wielkiego fana” tego zespołu. Z drugiej zaś strony – nigdy również nie odmawiałem mu jego wielkości i znaczenia na polskiej scenie muzycznej przełomu lat 80-tych i 90-tych XX wieku. Nie można było nie znać osławionego albumu „666”, w wersji angielskiej przechrzczonego zgrabnie na „Metal and Hell”, bardzo udanego „Oddechu wymarłych światów” oraz mojej ulubionej, zróżnicowanej muzycznie płyty „Bastard” z nieśmiertelnym utworem „Łza dla cieniów minionych”. Miałem dawno temu jej pierwsze kasetowe wydanie z ocenzurowaną okładką… Po latach komunistycznej cenzury wydawcy sami kneblowali sobie jeszcze z rozpędu usta. Dziś może to tylko śmieszyć, chociaż w sumie to smutne. Wyjąłem płytę ze stojaka.

Bastard

Wracają wspomnienia z pewnego koncertu.
Jest pierwsza połowa lat dziewięćdziesiątych.
Stoimy z biletami w kolejce przed wejściem do jednego z klubów studenckich na Pomorzu. Już niedługo zagra w nim KAT. Obok nas zebrała się grupa ludzi (z reguły starszych) z transparentami, różańcami, świętymi obrazkami i cholera jeszcze wie z czym protestuje przeciwko „satanistycznemu, obrażającemu boga widowisku” – tak jakby ich ktoś tam na siłę zapraszał. Samozwańczy cenzorzy, którzy czują się w obowiązku decydować, czego można słuchać i co oglądać. W imię „boga”. Oraz oczywiście dla „mojego dobra”, rzecz jasna. Czujący się prześladowani tym, że nie mogą prześladować innych. Marzący otwarcie o paleniu „nieprawomyślnych” książek i płyt, oraz w skrytości ducha także ich twórców…
Minęły lata. Nic się pod tym względem nie zmieniło.
Z jednym wyjątkiem.
Dwadzieścia lat temu nikt tych świrów nie traktował poważnie.