Month: Listopad 2018

Wheels&Stones 2018 – dzień trzeci

DSC_2054

Tak, wiem że umknął gdzieś najciekawszy drugi dzień imprezy. Niestety, w tym roku wydarzyło się tyle nieplanowanych spraw, że należy się cieszyć że coś w ogóle wypaliło. Pocieszające jest tylko to, że tym razem udało się być aż na dwóch dniach a nie na jednym, jak rok temu. Czyli proges jakiś jednak jest. Z tego można wysnuć prosty wniosek, że za rok… Dobra, na wszelki wypadek niczego już nie planujmy 😉

Nie przedłużając, zapraszam do galerii. A w niej takie cuda jak na przykład motocykl wykonany ze sztućców i innej zastawy stołowej, być może zawierający odpowiedź na nurtujące ludzkość pytanie: „kto i kogo uczył jeść widelcem”. Miłego ogladania.

DSC_2004

DSC_2006

DSC_2009

DSC_2010

DSC_2012

DSC_2014

DSC_2016

DSC_2019

DSC_2020

DSC_2022

DSC_2025

DSC_2026

DSC_2028

DSC_2029

DSC_2038

DSC_2041

DSC_2042

DSC_2049

DSC_2050

DSC_2058

DSC_2060

DSC_2062

DSC_2063

DSC_2065

DSC_2069

DSC_2072

DSC_2074

DSC_2077

DSC_2080

DSC_2089

DSC_2090

DSC_2094

DSC_2102

DSC_2103

DSC_2110

DSC_2111

DSC_2113

DSC_2116

DSC_2118

DSC_2123

DSC_2130

DSC_2133

DSC_2184

DSC_2191

Zabawy nie zepsuł nawet padający dość intensywnie deszcz – pierwszy raz od ponad miesiąca 🙂

 

Wheels&Stones 2018 – dzień pierwszy

DSC_1917

Wszystko niby było zaplanowane, urlop zaklepany ale i tak, o mały włos, wyjazd nie doszedłby do skutku. Wszystko bowiem w tym roku sprzysięgło się przeciwko mnie. Jednak nie ma co narzekać. Udało się w końcu dojechać na trzecią już z kolei edycję Wheels & Stones. Spotkało się tych i owych. Rezultaty wizyty na pierwszym dniu zlotu zamieszczam poniżej.

DSC_1893

DSC_1894

DSC_1895

DSC_1896

DSC_1897

DSC_1899

DSC_1900

DSC_1902

DSC_1905

DSC_1907

DSC_1910

DSC_1911

DSC_1912

DSC_1923

DSC_1938

DSC_1940

DSC_1943

DSC_1947

DSC_1948

DSC_1958

DSC_1959

DSC_1961

DSC_1993

DSC_1995

DSC_1998

DSC_2002

Impreza jak zawsze inspirująca.

Być jak Maverick

DSC02096

Końcówka lat 80-tych to między innymi czasy kaset VHS a na nich, przegrywane z siódmej kopii siódmej kopii amerykańskie filmy akcji. Wśród nich także „Top – Gun”a w nim samoloty F – 14A Tomcat oraz motocykl. Przede wszystkim motocykl. Kawasaki GPz 900R. Ikona tamtych czasów. Kultowy rzekłbym nawet, chociaż bardzo nie lubię tego określenia. Ale taka jest prawda. Wspaniały i niedostępny. Poza zasięgiem marzeń.

Minęły trzy dekady a dawne marzenie okazało się być już nie tak odległe. A nawet całkiem dostępne.  „Swojego” egzemplarza szukałem jednak kilka lat. Z jednej strony fakt, że dość mało aktywnie. Ot, raz na jakiś czas przejrzałem ogłoszenia. Ale postawiłem sobie też dość wysokie wymagania. Motocykl miał być kompletny i w dobrym stanie, w oryginalnym malowaniu, z możliwie pełnym wyposażeniem oraz z jak najwcześniejszego okresu produkcji. Jak najbardziej oryginalny i jak najstarszy – to rzadko idzie razem w parze. Oczywiście miło byłoby, gdyby nie trzeba było jeszcze specjalnie daleko jechać go oglądać. Cena nie grała przy tym specjalnej roli. Za dobrze utrzymany egzemplarz lepiej jest dopłacić niż potem sztukować grata samemu. Wiem bo sprawdziłem.

Przez te lata znalazłem kilka nawet ciekawych egzemplarzy. Pierwszy, czerwono – czarny, był od nowości w rękach pierwszego właściciela. W garażu na półkach leżały jeszcze nierozpakowane z fabrycznej folii części owiewki, których sprzedający nie zdecydował się nigdy założyć. Cena była wysoka, jednak uzasadniona. Właściciel jednak w ostatniej chwili rozmyślił się i motocykla w końcu nie sprzedał.

Kolejna maszyna była czarna ze złotymi wstawkami oraz pełnym ekwipunkiem turystycznym. Tu sprzedawca jednak był na tyle zdeterminowany, że motocykl został dosłownie sprzątnięty mi sprzed nosa.

Kolejne ogłoszenie, znalezione zupełnym przypadkiem, szukając na pewnym portalu motocykla dla Kolegi i porównując jego ceny. Tym razem jednak podświadomie czuję że to jest „ten” egzemplarz. Szybki telefon do właściciela. Mówi że ogłoszenie niby jeszcze jest aktualne ale już ma na sobotę umówionego jakiegoś klienta. Rzut oka na kalendarz – kurde, mamy czwartek. W takim razie jest tylko jedno wyjście – przyjadę w piątek. Właściciel się zgadza.

DSC02053

Oględziny były dość krótkie. Stan motocykla zgodny z opisem. Oczywiście, są pewne ślady zużycia, jednak nie na tyle żeby robić z tego jakieś sceny. Opony ok, napęd w środkowej fazie naciągu. Kończą się klocki hamulcowe ale sprzedający dodaje nowe gratis. Motocykl co prawda był przez dłuższy czas nieużywany, więc czeka mnie trochę pracy z pozbyciem się pająków i innych moli, co to zdążyły się w maszynie zalęgnąć, jednak to drobiazgi. Normalne odszczurzanie. Sprzedający dorzuca jeszcze komplet oryginalnych kufrów Kawasaki. Pełnia szczęścia.

DSC02078

Maszyna nie jest wymeldowana, ma ubezpieczenie i przegląd techniczny, więc zasadniczo może wracać na własnych kołach. Tak też robimy. Czeka mnie dość długa podróż „maszyną marzeń”.

DSC02083

Jak wygląda konfrontacja z legendą? Cóż, pierwsze co zaskakuje to niesamowita kultura pracy silnika. Po rozgrzaniu wskazówka obrotomierza stoi na 1000 RPM jak zaczarowana. Żadnych nierówności w pracy, zerowe wibracje. Kolejna niespodzianka to elastyczność motoru. Przyspiesza zawsze i chętnie, mrucząc przy tym przyjemnie.

DSC02086

Zmiana biegów to również sama przyjemność – precyzja i delikatność pracy tego mechanizmu jest niesamowita, nawet w porównaniu do wielu współczesnych konstrukcji. A przecież ta maszyna ma już skończone 33 lata. Zawieszenie, hamulce – wszystko perfekcyjne jak na swój wiek. Motocykl prowadzi się z chirurgiczną wręcz precyzją, robi dokładnie to co chce kierowca.

DSC02093

Pozycja za kierownicą typowo GPz-owata, czyli kierujący jest dość mocno pochylony do przodu i spory ciężar ciała musi spoczywać na rękach. Ale i tak  jest dużo lepiej niż w GPz 750. Porównanie do starszego o kilka lat modelu wydaje się tu naturalne. Niemal wszystko jest tu po prostu lepsze, poprawione i udoskonalone. Wydaje się, że te motocykle technicznie dzielą nie zaledwie dwa lata a co najmniej dekada.

Wracając do domu los spłatał mi jeszcze jednego figla. Otóż droga powrotna wypadła przez Ramstein. Przejazd Kawasaki GPz 900R obok amerykańskiej bazy lotniczej, obok stojących F-16 jest bezcennym przeżyciem. Za wszystko inne zapłacisz kartą.

DSC02096

Breloczek do kluczy. Niby drobiazg a cieszy 🙂