Month: Luty 2019

Pod niebem Lotaryngii

DSC_6532

W wojsku ponoć mawiają, że największym zagrożeniem na polu walki jest własny oficer z mapą. Coś w tym powiedzeniu chyba jednak jest na rzeczy, bowiem dzisiejsza fotorelacja jest efektem kompletnego pomylenia dróg.

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Przypadkowo bowiem trafiłem w niesamowicie klimatyczne miejsce, gdzie wśród lasów, pól i łąk stała sobie kapliczka „Zapomnianego Świętego”.

DSC_6527

Zapomnianego, bowiem budowla jest pusta w środku. Być może kiedyś, gdy często podróżowano na piechotę miała ona duże znaczenie, oddalona bowiem od najbliższych miejscowości była zapewne drogowskazem, miejscem kultu oraz schronieniem w jednym.

DSC_6526

Dziś jej znaczenie jest zerowe i nieremontowany budyneczek powoli poddaje się upływowi czasu.

DSC_6530

Gwoli ścisłości należałoby wyjaśnić, że owe pomylenie dróg miało miejsce kilkanaście lat temu, gdy zacząłem coraz śmielej zapuszczać się nieco dalej od komina.

DSC_6532

Co najśmieszniejsze, mimo podjęcia kilku prób, nie udało mi się więcej trafić w to miejsce. Nie potrafię zatem powiedzieć czy kapliczka wciąż jeszcze stoi ani w jakim jest stanie.

Dillingen 2018

DSC_2193

A więc po kolei. Najpierw wcale nie chciałem tam jechać, mając głowę pełną innych zmartwień. Ale znajomi zadzwonili że są już w drodze i ze zajmą nam jakąś dobrą miejscówkę, więc mamy się nie wygłupiać tylko pakować kanapki. Tak też zrobiliśmy. Ale ponieważ nie planowaliśmy wyjazdu w ogóle, nie sprawdziłem też baterii w aparatach. W efekcie oba „padły na posterunku”, jednak zanim poległy co nieco jeszcze uwieczniły. Motocykli było ogólnie mało, więc fociliśmy wszystko co wyglądało ciekawie. A oto ów dorobek:

Tatra czy inny folkswagen, Coca Cola Edyszyn:

DSC_2192

„Pędzącaaa kaczka”:

DSC_2193

Ta precyzja robi wrażenie: „od 0 do 100 w 59,4 sekundy”:

DSC_2195

Dylemat „kto kogo uczył jeść widelcem” wygląda na rozstrzygnięty. Zestaw widelców i dwa Citroeny 2CV, zresztą też w zestawie:

DSC_2194

Wtem Jeep:

DSC_2199

Dzień jak co dzień. Normalna koegzystencja z gratem. On się psuje, Ty naprawiasz a potem od nowa. Tak to w skrócie wygląda.

DSC01469

Tu akurat poluzował się tylko tłumik. Zresztą na dodatek tylko jeden z dwóch , więc to w sumie tylko pół awarii. Obyło się jednak bez użycia sznurówek. Wiele lat temu, podczas ponad dłuższej podróży tak zwaną „Legendą Polskiej Motoryzacji” znanej szerzej jako Duży Fiat, zużyłem swoje własne sznurówki do podwiązania tłumika, który ewidentnie chciał uciec na wolność. Ale to było w czasach, gdy stary gruz był starym gruzem i o klasykach PeeReLu nikt nie słyszał. Do dziś zresztą nie potrafię pojąć, czemu włoski Fiat to „polska motoryzacja”. Niby dlatego, że produkowane w Polsce? Podobnie jak dziś Fiat 500, VW Crafter, Opel Astra, o częściach i podzespołach do większości aut produkowanych w UE nie wspominając. Że kupiliśmy licencję? No i co z tego, co to zmienia? To że mamy licencję na przykład na wydanie dzieł Tolkiena jeszcze nie oznacza, że jest on pisarzem polskim a jego działa zaliczamy do kanonu literatury polskiej. Chociaż nawet zabawne byłoby, gdyby to działało w ten sposób jak z Polskimi Fiatami. Wyobraźcie sobie na półkach takie książki jak: „Polski Hobbit”, „Polski Władca Pierścieni”, „Polskie Dzieci Húrina”, „Polski Mordor”… Albo lepiej nie…

A tymczasem kolejny francuski multikultikampingwagen z jedyną słuszną zastawą stołową. Tak trzeba żyć 🙂

DSC01471

Pierwszy motocykl na zlocie:

DSC01474

Dawno nie było tu już samochodu francuskiego, więc nadrabiamy:

DSC01475

Milion punktów smarowania. Miałem jeszcze nawet na początku XXI wieku samochód, który miał tych punktów 14. Jeszcze. I naprawdę lepiej było o tym nie zapomnieć…

DSC01476

Drugi motocykl. Nawet z kartką:

„Sprzedam. Nie będę robił.”

DSC01484

Fiat 1500 Cabriolet z lat 60-tych:

DSC01488

Konkurs mody kempingowej:

DSC01493

Fiat Cabriolet w środku. A ja się zastanawiałem, skąd wzięły się takie ładne zegary w Punto Evo a tu najwyraźniej znaleźli je gdzieś w Turynie na strychu:

DSC01486

Samochodzik uratowany ze starego autodromu. Żeby było zabawniej, ta zabawka naprawdę działa a napędzana jest małym dwusuwem. Jeździ, skręca, trąbi a nawet hamuje. Jak normalne auto.

DSC01492

Mam takie dziwne wrażenie, że dziś było wyjątkowo dużo aut z Francji:

DSC01501

Wrażenie powoli przechodzi w pewność:

DSC01496

A na zakończenie pozdrowienia…

DSC01508

… z Kalifornii:

DSC01507

Biodiversum

DSC01693

Nie wszystko jest takie, jakie zwykłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Oto jedna z bocznych dróg w Luksemburgu prowadzi do bardzo ciekawego miejsca. Zwie się ono „Biodiversum”. Nazwa ma oczywiście związek z biodiversity, czyli bioróżnorodnością, mówiąc po naszemu. Całe to przedsięwzięcie składa się z dużego rezerwatu przyrody z wytyczoną oraz dokładnie opisaną ścieżką, wyposażoną we wszystko, co tylko turysta – miłośnik natury może potrzebować, od miejsc wypoczynku po wieże obserwacyjne i profesjonalne czatownie z których można fotografować dzikie zwierzęta w ich naturalnym środowisku, nie przeszkadzając im przy tym.

DSC01695

Jakby tego było mało, kompleks ten uzupełniony jest dużym i nowoczesnym ośrodkiem naukowo – dydaktycznym z literaturą, muzeum i wystawami.

DSC_8846

DSC_8847

DSC_8856

DSC_8865

DSC_8903

Ścieżka ta przypomina mi czasy słusznie minione. Dawno, dawno temu, w latach studenckich, czyli gdzieś w połowie lat 90-tych XX wieku, brałem udział w organizacji podobnego przedsięwzięcia w Polsce. Ktoś „ważny” wówczas usłyszał, że skoro na Zachodzie są takie rzeczy jak ścieżki przyrodnicze, to czemu miałoby nie być ich także i u nas. Założenie w sumie słuszne a my wówczas byliśmy tego Zachodu po prostu głodni. Czemu trudno się dziwić po kilkudziesięciu latach kołchozowania.

Na początku szło wszystko świetnie. Do pracy zaangażowano najtańszą siłę roboczą, studentów. Czyli nas. Płacić im nie trzeba, bo zrobią wszystko w „ramach praktyk”, spać mogą byle gdzie, jeść też byle co… Wówczas traktowaliśmy to właśnie jako wakacyjne praktyki, bowiem tak właśnie było, że studenci nauk przyrodniczych wakacji jako takich nie mieli.

Tamta ścieżka oczywiście nie powstała, mimo iż studenci swoją pracę wykonali, pomierzyli i opisali co trzeba. Jednak ktoś „ważny” zapomniał najwyraźniej, że oprócz szczerych chęci do sfinalizowania tegoż dzieła potrzeba trzech rzeczy:

1). Pieniędzy.

2). Pieniędzy.

3). Pieniędzy.

A z tymi, wbrew temu co dziś głoszą niektórzy populiści, w latach 90-tych nie było najlepiej. Nierozliczone wyjazdy służbowe, niezapłacone kilometrówki, niewypłacane stypendia, zamykanie placówek terenowych – taka była wówczas codzienność.

Ale zostawmy te wspomnienia. Ile pracy i pieniędzy trzeba wyłożyć aby zbudować naprawdę ciekawą ścieżkę przyrodniczą można zobaczyć dopiero tutaj.

Trudno oczywiście nie być po wrażeniem, szczególnie gdy człowiek sobie uświadomi, że ten przyrodniczy raj jest w gruncie rzeczy terenem zdegradowanym przez ludzką gospodarkę, wielkim wysiłkiem oddanym znów we władanie natury, która rządzi się tu swoimi prawami.

DSCI9457

DSCI9459

DSCI9474

DSCI9476

DSCI9490

DSCI9529

DSCI9547

DSCI9549

A my możemy jej rządom się przyglądać i być może sami czegoś się jeszcze nauczyć.

DSC01693