Month: Styczeń 2016

Grobowiec rzymski w Bech-Kleinmacher

DSCI3310

Podczas podróży należy zawsze mieć oczy szeroko otwarte. Niby o tym wiem, jednak ciągle daję się życiu zaskakiwać. Wędrując latem po dolinie Mozeli (jak to miło w środku zimy powspominać słoneczny czas) najpierw niespodziewanie udało mi się odkryć… drugi Toruń.

DSCI3294

Ten co prawda składał się głównie z małego zameczku w którym ulokowany był hotel; ale co Toruń to Toruń 😉

DSCI3297

A gdy już myślałem, że nic więcej tego dnia mnie nie zaskoczy, zupełnie niespodziewanie, tak zwanym „kątem oka” udało mi się dostrzec przy szosie jakiś dziwny pomnik, ukryty w cieniu niewielkiego zagajnika. A może to obelisk? Czy ja go już kiedyś nie widziałem? Musiałem koło niego przejeżdżać kilka lat temu wracając z Trewiru, tylko wówczas nie zwróciłem na niego uwagi. Bardzo łatwo jest go bowiem przeoczyć kiedy jedzie się szosą i podziwia widoki.

Takie natrętne myśli towarzyszyły mi przez kolejne kilkaset metrów, nie dając spokoju do tego stopnia, że postanowiłem zawrócić i sprawdzić, co to takiego. Zapewne nic ciekawego ale dla spokoju sumienia, skoro już tu jestem…

DSCI3310

Zaparkowałem zaprzęg na skraju szosy, jako że parkingu tu nie przewidziano. Po bliższych oględzinach okazało się niespodziewanie, że w betonowy monument wmurowane zostały fragmenty antycznych rzeźb, wyglądające na bardzo stare. Nie trzeba być specjalnym ekspertem by zidentyfikować fragmenty płaskorzeźb przedstawiające tańczące dziewczęta, kobietę i mężczyznę jadących razem powozem, głowę konia, psa…  Okazało się, że monument stoi w miejscu dawnego grobowca gallo-rzymskiego z II wieku. Do dziś zostały z niego tylko prostokątne fundamenty o wymiarach 8,62 x 5,35 metrów, ukryte przed wzrokiem pod niema półtorametrowej grubości warstwą ziemi. Oraz kilka rzeźb i napisów z imionami zmarłych mieszkańców dawnego, rzymskiego osiedla.

Z tego grobowca nie zostało zbyt wiele, jednak opodal znajduje się kolejny, tym razem doskonale zachowany. Mimo iż teoretycznie wiedziałem że należy go szukać w miejscowości Bech-Kleinmacher, to jednak za pierwszym razem nie udało mi się do niego trafić i musiałem znów zawracać. Za drugim razem trafiłem bez pudła. Moja rada – najpierw trzeba kierować się w kierunku kościoła (to łatwe, bowiem w wiosce jest tylko jeden) a następnie skręcić w lewo i jechać prosto dokąd się da. A gdy się już nie da, bo znaki będą nakazywały skręcić, to jesteśmy niemal na miejscu; w prawo, stromo pod górę piąć się będzie wąska dróżka przy której dostrzec będzie można to:

DSCI2431

Wśród winnic, niezmiennie od wieków, stoi niewielka świątynia-grobowiec zamożnego właściciela tych ziem. Zbudowana została w pierwszej połowie IV wieku, o czym świadczą stemple produkcyjne z napisem „IOVANI” na cegłach użytych do budowy. Obiekt posiada dwie kondygnacje. Górna to świątynia z tarasem, z którego roztacza się piękny widok na dolinę Mozeli.

DCIM101GOPRO

Dolna kondygnacja, wyposażona w sklepienie kolebkowe, pełni funkcję komory grobowej.

DSCI3909

To pomieszczenie w czasach swojej świetności pokryte było kolorowymi freskami – według panującej wówczas rzymskiej mody.

Czy grobowiec ma coś wspólnego z Willą Nenning znajdującą się zaledwie kilka kilometrów dalej, po drugiej stronie rzeki?  Nie wiadomo, chociaż nie jest to wykluczone.

Świątynia nie przetrwała długo. Około V wieku została poważnie zniszczona w wyniku najazdu barbarzyńców. Utraciła wówczas dużo ze swojego pierwotnego wyposażenia. Na przełomie VII i VIII wieku zrujnowaną budowlą zainteresowali się Frankowie, którzy odbudowali świątynię i używali jej w bliżej nieznany sposób.

W latach 1986 – 89 budynek przebadali archeolodzy. Oprócz zabytków z czasów rzymskich znaleziono również wiele interesujących artefaktów z okresu panowania Franków – między innymi dwie rzadkie monety z lat 680 i 720 oraz mały, brązowy krzyżyk – naukowy dowód na wczesną chrystianizację tych ziem.

Winnice:

DSCI3932

Na koniec jeszcze jedna niespodzianka. Jest nią niewielki, drewniany bujaczek ogrodowy na którym można spędzić romantyczny wieczór we dwoje z pięknym widokiem na dolinę rzeki Mozeli. Randkę z małym dreszczykiem, jako że pod podłogą świątyni znajduje się komora grobowa. A w niej sarkofag. Z wkładem.

DSCI3930

Dobranoc 😉

Być „dumnym motocyklistą”

DSC_5697

Człowiek co dzień uczy się czegoś nowego. Z artykułu (dość starego w sumie, ale świeżo odkopanego przez redakcję) dowiedziałem się, że jestem leniem, z brakiem kultury oraz że moje miejsce znajduje się u specjalisty z kozetką w gabinecie.

O co chodzi? O tankowanie motocykla. Wydawałoby się, że tak prosta czynność nie wymaga opisywania jej w specjalnym artykule a już tym bardziej rzucania ciężkimi słowami. A jednak byłem w błędzie.

tank

Do tej pory żyłem również w przeświadczeniu, że wymyślanie problemów aby później wykazać się możliwością szukania dla nich rozwiązań jest domeną polityków, ewentualnie urzędników. Dzięki temu mogą oni pokazać społeczeństwu, jak bardzo są potrzebni i użyteczni. Kilka dni temu ze zdumieniem stwierdziłem, że dotyczy to niestety także „dziennikarzy motoryzacyjnych”.

Dotychczas uważałem też, że to czy tankuję motocykle w kasku czy też bez niego jest moją prywatną sprawą. Niestety, wyszło na to że tankując w kasku na głowie szkodzę społeczeństwu a przede wszystkim sobie, wychodząc na chama i prostaka.

Artykuł jest słaby. Sam tytuł zawiera już „diagnozę”. Następnie Autor rzuca kilka tez, których później nawet nie próbuje jakoś specjalnie bronić a na koniec sugeruje rozwiązanie „dla opornych”, czyli wizytę u specjalisty z kozetką w gabinecie.

Ponieważ artykuł napisany został od d*** strony, zacznę go komentować… od końca.

1). „Urażona duma” oraz „korona z głowy mi nie spada”.

Dawno, dawno temu, gdy byłem jeszcze „piękny i młody” przez pewien czas dosiadałem MZ ETZ 251. Na głowie kask marki „Bella”, na plecach skóra, na tyłku dżinsy a na nogach glany. Byłem wówczas „królem świata”, jak mawiał klasyk. W tamtych czasach można to stwierdzenie potraktować dosłownie. Ostrzyżony byłem „po wojskowemu” a moje oczy nie wymagały jeszcze okularów korekcyjnych. Ściągnięcie kasku na ówczesnych CePeeNach nie było problemem, wymagało potem co najwyżej poprawienia chusty. Zresztą, całe tankowanie trwało wówczas dłużej, trzeba było jeszcze odmierzyć odpowiednią dawkę Mixolu a w sytuacji krytycznej Luxa, który często trzeba było najpierw na rzeczonej stacji zakupić.

Dziś podjeżdżam na stację paliw „Japonią”. Tankowanie, łącznie z wizytą przy kasie zajmuje mi może 3 minuty. Jednak oczy zmęczyły się już życiem, więc wymagają okularów korekcyjnych. Aby ściągnąć kask muszę najpierw zdjąć okulary. Trzeba je potem odłożyć w bezpieczne miejsce, tak  żeby ich nie uszkodzić. Gdzie? To nie wszystko. Fryzurę też mam dziś inną. Przy ściąganiu kasku naturalnie wyciągnę sobie włosy spod kominiarki i później do ponownego opaździerzenia się konieczne okaże się ściągnięcie również kominiarki, chusty oraz kurtki.

Morał jest prosty. To, co dla jednego jest łatwe i nie sprawia żadnych trudności, dla kogoś innego może być niesamowicie uciążliwe. To, że coś jest wygodne dla Pana Konrada nie oznacza, że automatycznie jest wygodne dla mnie. I vice versa. „Duma” nie ma tu nic do tego.

2). „Regulamin stacji”. Skoro istnieje regulamin stacji, powinniśmy się do niego stosować. Trudno mi zastosować się do „Regulaminu”, który nie jest mi udostępniany przed tankowaniem. Skoro zaś każdy przedsiębiorca może prowadzić biznes po swojemu, oznacza to, że na każdej stacji benzynowej rzeczony „Regulamin” może wyglądać inaczej. Pełna swoboda. Czy Autor prosi obsługę stacji o „Regulamin” przed  tankowaniem? Nie bądźmy śmieszni.

regulamin

Dla jasności – spotkałem się z sytuacją (chociaż dziś już nie pamiętam na jakiej stacji to było) gdzie na dystrybutorze, w formie stosownej tabliczki, wyraźnie dano do zrozumienia, że obsługa życzy sobie aby przed przystąpieniem do tankowania motocykla zdjąć kask. Taka informacja daje mi wybór czy skorzystać z usług tej stacji podporządkowując się zaleceniu, czy też nie mam na to ochoty i muszę poszukać sobie innej. Natomiast brak jakiejkolwiek informacji i wyłączenie dystrybutora podczas tankowania uważam za przejaw chamstwa ze strony obsługi. Stawia mnie to pod ścianą, nie dając żadnego wyboru.

zakaz

Pomijam tu oczywiście sytuację „awaryjną”, gdy motocykl ma np. nieczytelną lub zagiętą tablicę rejestracyjną i w związku z tym kierowca jest całkowicie nieidentyfikowalny, ewentualnie kierujący zachowuje się dziwnie – wtedy pracownik stacji jak najbardziej ma prawo zablokować dystrybutor.

Inna sprawa że pod kaskiem ma się zwykle kominiarkę lub chustę, które również zasłaniają niemal pół twarzy, skutecznie utrudniając identyfikację.

3). Dla pracownika stacji, który widzi jak pod dystrybutor podjeżdża zamaskowany osobnik sytuacja nie jest jednak komfortowa. Chciałbym uprzejmie przypomnieć, że kask ochronny jest obowiązkowy dla każdego motocyklisty i motorowerzysty, więc dla pracownika stacji paliw taki widok jest codziennością a nie wyjątkiem. Że motocyklista może ukraść paliwo? Jasne, potencjalnie może. Jak każdy. Jeśli jest to mężczyzna, najprawdopodobniej teoretycznie może też zgwałcić, bo narzędzie które do tegoż gwałtu mogłoby zostać użyte ma przy sobie. Może być też rasistą, faszystą, terrorystą, (moto)cyklistą… może, może… Czy aby nie popadamy w paranoję? Tak z drugiej strony, wysiadający z samochodu zakapturzony gość w ciemnych okularach również może ukraść paliwo i to w znacznie większej ilości.

Zaś kwestia odpowiedzialności pracownika za kradzieże popełnione przez klientów jest patologiczna i chyba nie wymaga komentarza.

4). Brak kultury. Niby nie jest to wyrażone wprost, ale można dopatrzeć się tego argumentu w przedostatnim akapicie. Słowo kultura ma tyle definicji, że nasuwa się wniosek iż żadna z nich nie oddaje całości zagadnienia. Jednak w tym przypadku chodzi raczej o zachowanie się w stosunku do innych ludzi. A to jest rzeczą którą się posiada albo nie (teoretycznie powinno się to wynieść z rodzinnego domu) i niczego tu nie zmieni ubiór. Cham nawet w garniturze od Armaniego nadal pozostanie chamem, tyle że w garniturze. I odwrotnie, człowiek z ogładą nie zmieni swojego zachowania pod wpływem ubioru. Zapewne też pracownik stacji paliw nie oczekuje po mnie „stosownego ubioru”, bo to nie teatr. Autor raczej też nie chodzi specjalnie pod krawatem do warzywniaka po ziemniaki i cebulę, chociaż pewnie sprzedawczyni byłoby miło. A może się mylę? 😉

krawat

Tyle mojego komentarza.

Panu Konradowi zaś życzę w Nowym Roku nieco więcej dystansu do siebie i życia, nieszukania problemów tam gdzie ich nie ma, nieregulowania rzeczy które regulacji nie wymagają oraz niedecydowania za innych, co jest dla nich wygodne – bo z tego, niezależnie od intencji, rodzą się zawsze złe rzeczy 😉