Month: Lipiec 2017

Wheels&Stones # 1

DSC_9459

Pewien znajomy reklamował niegdyś swoją stronę internetową słowami: „starsza od fejsbuka a mimo to nie wyrządziła tylu szkód”. Nie wiem jak tam jest ze szkodowością portali społecznościowych czy też strony Kolegi, prawda jest jednak taka, że gdyby nie „mordoksiążka” to o tym zlocie zapewne wcale bym się nie dowiedział i nawet nie mógłbym się złościć, że ominęła mnie taka impreza.

Wheels&Stones jest, jak się okazuje, cykliczną imprezą poświęconą ogólnie klimatom Cafe Racer. Tak, teraz mogę sobie pluć w brodę że przegapiłem wcześniejsze jej edycje. A ponieważ jest to niemiecka wersja Ton-up-boys, więc nikogo nie powinno dziwić że bazą do przeróbek są z reguły starsze motocykle BMW, nad którymi na szczęście nikt się nie użala że „takiego klasyka zepsuli” 😉

Zapraszam do galerii:

Koniec części pierwszej. Ciąg dalszy nastąpi.

Strona Organizatora

AD 2063 # 2

windam

Rozdział II

Przez duszny, zakurzony korytarz udał się w kierunku windy, obojętnie mijając po drodze swoich sąsiadów ze szczerą i odwzajemnioną obojętnością. Nie znał ich prawie wcale i zmieniać tego nie chciał, o ile nie byli w stanie mu pomóc albo zaszkodzić w karierze. Sąsiedzi traktowali go zresztą dokładnie tak samo.

Winda oczywiście nie działała. Paweł wiedział o tym doskonale, jednak zawsze sprawdzał w nadziei, że może pozytywnie się zaskoczy. Tym razem jednak zaskoczenia znów nie było – ekran obok automatycznych drzwi szybu wyświetlał tylko informację o wyłączeniu dźwigu z eksploatacji. Piękną, kolorową i do tego jeszcze na dodatek animowaną. Paweł przyglądał się przez chwilę komunikatowi po czym westchnął i podreptał długim, ciemnym i odrapanym korytarzem w kierunku drugiej windy.

Automatyczne drzwi do bloku bezszelestnie otworzyły się przed Pawłem, rejestrując jego wyjście. Chwilę później jego Status uaktualniła także furtka w wysokim murze otaczającym osiedle. Wyszedł na ulicę. Na brudnym, popękanym chodniku walały się śmieci. Wiatr przerzucał je na jezdnię, po której wędrowały z plastikowym szelestem jak żywe by po chwili zastygnąć przy krawężniku. Paweł przyglądał się im przez chwilę. Autonomiczne śmieciarki nie nadążały z utrzymaniem porządku w Mieście, wobec czego był to widok powszechny. W jego dzielnicy, z racji jej dość wysokiego statusu, ze śmieciami i tak nie było jakiegoś wielkiego problemu. Ale w gorszych dzielnicach na ulicach potrafiły zalegać ich całe hałdy. Paweł na szczęście w nich nie bywał i odwiedzać ich nie musiał. Na pieszo nie chodził niemal wcale, do pracy dojeżdżał metrem które nie zatrzymywało się na stacjach w gorszych dzielnicach. Paweł nawet nie był pewien czy stacje te w ogóle są jeszcze czynne, bowiem z okien wagonu widać na nich było tylko brudne, ciemne perony. Autonomiczne taksówki omijały je zaś szerokim łukiem.

Bo i czasy bezpieczne nie były. „Nieprzystosowanych” przybywało i stanowili oni już niemal połowę mieszkańców Miasta. Rekrutowali się oni z byłych robotników, rolników, rzemieślników, handlowców oraz wszystkich innych zawodów, które padły ofiarą autonomizacji procesów produkcji. Spędzano ich do wyznaczonych dzielnic w miastach, z których oczywiście próbowali się wydostać i wyrazić swoje niezadowolenie, do czego z kolei nie chciały dopuścić siły porządkowe. W związku z tym starcia bezrobotnych ze Strażą Korporacyjną stały się codziennością i nikt nie wiedział jak z tego wybrnąć. Co poniektórzy sugerowali, że być może warto by było rozważyć chociaż częściowy powrót do „starych czasów” i pozwolić tym ludziom, jeśli oczywiście zechcą, osiedlić się poza Miastami i zająć na przykład rolnictwem albo rzemiosłem. Stanowisko Korporacji było jednak inne. Argumentowała, że przecież taki powrót do czasów archaicznych jest ekonomicznie zupełnie nieopłacalny i nie stać społeczeństwa aby finansować „hobby” pewnych grup społecznych. Korporacja naprawdę stara się, żeby wszystkim żyło się dobrze i spokojnie i przecież nikt głodny nie chodzi – a przynajmniej nie aż tak bardzo. Po wtóre zaś – i ważniejsze: Korporacja nie będzie w stanie zapewnić bezpieczeństwa ludziom rozsianym na dużym obszarze a przecież to priorytet! Życie i zdrowie ludzkie to dla Korporacji przecież sprawa nadrzędna. Na potwierdzenie tego Korporacja przedstawiała swoje dane o ilości starć i potyczek Sił Porządkowych z bandami grasującymi w Strefach Zamkniętych oraz kosztach i stratach z tym związanych. Czy ktoś wyobraża sobie wypuszczenie bezbronnych mieszkańców Miasta na żer bandom przestępców? Nikt sobie tego oczywiście nie wyobrażał. Wobec tego Korporacja poszła o krok dalej i w ramach zapewnienia bezpieczeństwa mieszkańcom zaczęła fortyfikować Miasta, otaczając je murami, zasiekami i wszelkimi innymi przeszkodami, patrolowanymi przez Automaty Straży Korporacyjnej dzień i noc. Łączność między Miastami zapewniała tylko kolej i lotnictwo a odprawy przed podróżą były bardzo drobiazgowe. Znów ze względów bezpieczeństwa. Zresztą, aby wybrać się w taką podróż należało wypełnić drobiazgowy formularz i czekać na odpowiedź Zarządu Straży Korporacji, która mogła być odmowna. I taka zwykle była, jeśli podróż niezwiązana była ze sprawami zawodowymi, czyli służbie Korporacji. A takie Korporacja zlecała rzadko. Paweł odwiedził inne Miasto tylko trzy razy w życiu.

Takie właśnie myśli zaprzątały umysł Pawła w czasie oczekiwania na autonomiczną taksówkę. W pewnej chwili ulicą przejechały dwa automaty Straży Korporacji, uważnie lustrujące okolicę i nasz bohater od razu poczuł się bezpieczniej. Patrzył z dumą na białe kadłuby robotów, z głowami wyposażonymi w pięć obiektywów, przed wzrokiem których nie ukryje się nic. Dwa z nich patrzyły do przodu, kolejne dwa pozwalały widzieć na boki bez potrzeby odwracania głowy. Piąty, znajdujący się z przodu na „czole” automatu, sprzężony z laserem, był w zasadzie celownikiem działającym na podczerwień. W tej chwili był on jednak zasłonięty metalową klapką. Automaty były bowiem uzbrojone w paralizatory i pneumatyczne karabinki a zbiorniki sprężonego gazu znajdowały się w płaskich butlach na plecach automatu. Korporacja ogłaszała bowiem, że życie ludzkie jest dla niej wartością nadrzędną i wobec tego nawet wobec przestępców nie będzie używać broni palnej. Automaty wyposażone były oczywiście w jedną parę rąk, bardzo podobnych do ludzkich oraz nogi, które jednak konstrukcyjnie bardziej zbliżone były do ptasich, z wydłużoną częścią skokową. Paweł wiedział, że umożliwiało to robotom niesamowicie szybki bieg. Człowiek w normalnym terenie nie miał najmniejszej szansy na ucieczkę przed takim automatem. Obie maszyny przejechały obok Pawła na swoich trójkołowych, elektrycznych motocyklach, nie zaszczycając go jednak ani przez ułamek sekundy swoim spojrzeniem. Paweł wiedział, że i tak zlustrowały go dokładnie, łącząc się z jego Komunikatorem i sprawdzając w Systemie jego status. Wiedziały już zapewne że czeka na taksówkę, gdzie się wybiera i w jakim celu. Ale niechby zamiast niego stał ktoś bez statusu w Systemie, roboty natychmiast by się zatrzymały. Paweł był szczęśliwy że może mieszkać w tak bezpiecznym miejscu.

Wreszcie, spóźniona jak zwykle, nadjechała i taksówka. Wysłużony, poobijany i brudny autonomiczny wehikuł. Drzwi otworzyły się i Paweł zajął miejsce wewnątrz pojazdu, starając się nie ubrudzić spodni i marynarki o wyświechtane siedzenie. Wnętrze pojazdu zaśmiecone było resztkami jedzenia na wynos, puszkami po Syntetyku i innymi odpadkami. Taksówki sprzątano rzadko z bardzo prostego powodu – nie miały żadnej konkurencji. Prywatnych samochodów nie było. Nie wolno ich było posiadać. Zresztą i tak nie było dokąd nimi pojechać, wiec i posiadanie ich pozbawione było także sensu. Od tej reguły były oczywiście wyjątki, takie jak: szef Straży Korporacji, Kierownik Zarządu Okręgu oraz Burmistrz. Im, z racji pełnionych funkcji, należały się pojazdy służbowe. Kiedyś była jeszcze także instytucja Pełnomocnika Do Spraw Ludności. Szefową była młoda dziewczyna. Jej auto służbowe, w przeciwieństwie do wszystkich innych, było czerwone a nie szare. Paweł pamiętał ją, bowiem w jej dziale miał nawet pracować. Była inteligentna, energiczna i pełna zapału. Wróżono jej niesamowitą karierę. Zresztą, w jej wieku nikt nie sprawował tak ważnej funkcji. Była trzecią najważniejszą osobą w Okręgu! I nagle, pewnego dnia – zniknęła bez śladu. Tak po prostu, z dnia na dzień. Było korporacyjne śledztwo, które niczego nie ustaliło a przynajmniej Straż nie wydała żadnego komunikatu. Wszystkie informacje na jej temat zostały usunięte z Systemu. Jedni mówili że została zamordowana, inni że porwana przez bandy spoza Miasta. Jeszcze inni szeptali po cichu, że została nieczysto wyeliminowana przez „grube ryby” Korporacji, obawiające się jej szybkiej i nadzwyczajnej kariery. Jak było naprawdę – Paweł nie wiedział. Jednak intuicja podpowiadała mu, że należy się trzymać od tego z daleka.

Auto samo wybrało cel podróży i ruszyło bezgłośnie. Paweł próbował otrząsnąć się ze wspomnień. Bezskutecznie jednak. Postać młodej Pełnomocnik Do Spraw Ludności, która zaginęła tak tajemniczo nie dawała mu spokoju. Właśnie teraz. Wytężył umysł, próbując sobie przypomnieć jak wyglądała, jednak obraz jej zamazał mu się już w pamięci. Widział ją zresztą raptem kilka razy. Na pewno była drobna. Niewysoka. Włosy miała do ramion. Koloru… blond? Nie, raczej nie. Brunetką też nie była. Szatynką? Może być. Kiedy zniknęła? Będzie już ze dwa lata temu. Albo nawet trzy. Sam zdziwił się, jak w pewnym wieku pamięć zaczyna już człowieka zawodzić. A może to czas biegnie coraz szybciej i tracimy kontrolę nad biegiem wydarzeń?

Taksówka od czasu do czasu zmieniała drogę, jadąc zalecanymi przez Straż Korporacji objazdami. Pawłowi było to i tak obojętne, bo tak naprawdę nie znał Miasta w którym mieszkał od zawsze. Nowe dzielnice były jednakowe, w stare się nie zapuszczał. Pogrążony w swoich myślach patrzył za okno niewidzącym wzrokiem.

Ocknął się dopiero, gdy auto zatrzymało się na pustym placu.

– To na pewno nie tu – oprzytomniał.

Zerknął na pulpit kontrolny samochodu i oniemiał. Sprawdził jeszcze raz na swoim Komunikatorze i zamarł ze zgrozy! Brak łączności z Systemem! Ale to niemożliwe! Winda może nie działać, automat sprzątający może zwariować, ale nie System! System jest przecież wszędzie!

To jednak była prawda. Paweł złapał głęboki oddech po czym otworzył awaryjnie drzwi taksówki.

Plac był duży, otoczony z trzech stron starymi kamienicami. Z czwartej zamykała go duża budowla z wieżami, która kiedyś była kościołem. Wszystkie budynki były w opłakanym stanie, z odłażącymi tynkami i dziurawymi dachami, w których brakujące dachówki uzupełniono foliowymi torbami, deskami czy fragmentami plandek. Plac obiegały cztery ulice,  obsadzone zapewne dawniej drzewami, tworząc w każdym rogu małe skrzyżowania. Jedna z nich, ta od strony dawnego kościoła, biegła jednak bliżej środka placu. To tu właśnie zatrzymała się taksówka. Centralne miejsce zajmowała zrujnowana fontanna, zasypana odpadkami oraz zastawiona przepełnionymi kontenerami na śmieci, których nikt od dawna nie opróżniał.

– Ale tu musiało być kiedyś ładnie – powiedział Paweł sam do siebie.

Jednak coś nie dawało mu spokoju. Wreszcie zrozumiał. Na placu nie było nikogo. Żywej duszy!

Wokół panowała przejmująca cisza.

windad

CDN

 

 

Urlopowo

DSCI9706

W „chAmeryce” mawiali, że „Kansas to jeszcze nie jest koniec świata, ale stamtąd już go widać. Jeśli to prawda to jakieś francuskie Kansas powinno być już całkiem blisko.

Ogólnie to wszystko normalnie, jak to na urlopie. Piękne widoki i postój pośrodku niczego, kończy się paliwo oraz zbiera na burzę.

A tak poza tym to pełen relaks 🙂DSCI9711