Autor: horstsobota2

Breaking news

DSC00941

Oczywiście najważniejsza wiadomość jest taka, że mamy najpiękniejszy okres wiosny.

DSC00937

Grzechem byłoby z tego nie skorzystać.

DSC00940

Gdzieś na Route des vins.

DSC00941

Trzeba będzie się tym regionem zainteresować przy najbliższej okazji 🙂

Reklamy

Przedwiośnie

DSC_0987

Temperatury niby ostatnio nawet mocno dodatnie, jednak ciągły deszcz nie zachęca do jazdy. Ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie trochę podłubać przy motocyklach w garażu. Nie żeby coś wielkiego, ale zawsze:

  • można podładować akumulatory (szczególnie te własne, psychiczne):

DSC_0957

  • sprawdzić ciśnienie powietrza:

DSC_0945

  • uzupełnić płyny:

DSC_0963

  • sprawdzić stan zaopatrzenia w płyny i smary:

DSC_0969

  • czy wreszcie, tak po ludzku, ulżyć sobie:

DSC_0952

  • kulturalnie napić się kawy:

DSC_0954

Pomocnik czuwa nad prawidłowością wykonywanych zadań:

DSC_0966

Jest niedziela wolna od handlu jakby ktoś pytał, a więc:

DSC_0958

W tak zwanym międzyczasie deszcz nieoczekiwanie przestał padać. A skoro tak, to może uda się coś z tej niedzieli uratować.

DSC_0971

GPz zaskakuje od strzału. Skoro sprawa jest tak postawiona, to nie można tego tak zostawić.

Raz górą:

DSC_0976

A innym razem dołem:

DSC_0980

Wypad nie był długi, bo mokro, szarówka i do tego ubranie garażowe nie jest specjalnie ciepłe. Ale mimo wszystko, coś niecoś z tej niedzieli udało się uratować.

DSC_0987

Mała rzecz a cieszy 🙂

Na małym końcu świata

DSC_9297

Duże Końce Świata to niby wiadomo. A małe? To są te miejsca, całkiem niedaleko, które zwykle mijamy w codziennym pośpiechu. Kilkadziesiąt metrów od głównej drogi stoi stary pałacyk obok którego przejeżdżam latami, nie mając pojęcia o jego istnieniu. Innym razem odkryliśmy w podobny sposób malowniczą rzeczkę wśród lasów z niesamowitą plażą, raptem kilkaset metrów od głównej szosy. Jeszcze innym razem, kilka kilometrów za opuszczoną stacją kolejową, odnalazła się zagubiona wśród lasów wioseczka z jeziorkiem i starą szkołą, w której, gdy grzecznie poprosić, można było bez problemów przenocować. Nocleg w środku puszczy w nieogrzewanym budynku – a jeździliśmy tam także zimą w temperaturach mocno ujemnych – tego się na co dzień nie przeżywa…

Ostatnimi czasy zdarzyło mi się „zgubić” drogę wśród gór. Niby region przemysłowy od wieków a jednak znajdują się w nim miejsca, w których czas płynie inaczej. O których cywilizacja jakby zapomniała, przeszła obok wraz ze swoimi zakazami, nakazami i całym pośpiechem…

DSC_9265

Na początek trafiłem do Shire. Kto czytał Hobbita ten od razu będzie miał podobne skojarzenia. Wioska położona jest w dolinie, którą zamykają z każdej strony pionowe ściany skalne. Problem braku miejsca pod zabudowę rozwiązano w sposób prosty i genialny – drążąc w górze jaskinie używane jako różnego rodzaju pomieszczenia. Niesamowity jest widok kilkudziesięciu pieczar wykutych w skale, zamkniętych eleganckimi drzwiczkami.

DSC_9273

Część jest opuszczona, jednak większości używa się do dziś.

DSC_9268

Dalej droga pnie się serpentynami ostro pod górę. Wokół lasy. Jest na tyle stromo, że zaprzęg przeważnie jedzie na dwójce. Przed samym szczytem – połoniny. Jak w Bieszczadach. No może prawie, bowiem te nie są tak rozległe.

DSC_9297

Zjeżdżam z asfaltu w boczną drogę gruntową, która po kilkuset metrach znika. Dosłownie. Roztapia się bez śladu w trawie.

DSC_9293

Jadę po połoninach!

DSC_9303

W Bieszczadach nawet nie ma co o tym marzyć a tutaj wyszło samo, naturalnie.

DSC_9308

Góry i przestrzeń.

DSC_9288

DSC_9280

Kolejny szczyt, tym razem sady i pola uprawne.

DSC_9276

Śpieszmy się odwiedzać takie miejsca, bo niestety szybko znikają. Stary pałacyk oddano dawnym właścicielom i wstęp na jego teren już nie jest możliwy. Niby wszystko jest tak, jak z punktu widzenia prawa być powinno ale pewna epoka się skończyła. Plaża wśród lasów też już nie istnieje. Znajduje się w tym miejscu obecnie zbiornik zaporowy. Starą szkołę przejęli jacyś polityczni cwaniacy i urządzili w niej ośrodek dla partyjnych notabli…

Naprawianie nienaprawialnego

spszedam

Podobno sens istnienia urzędnika państwowego dowolnego szczebla sprowadza się do dwóch zagadnień:

1). Wymyślania problemów

2). Szukana rozwiązań dla tych wymyślonych problemów.

Nie sposób uwolnić się od tego skojarzenia czytając wiadomości o nowych zasadach przeglądów okresowych pojazdów. Na przykład tutaj albo tutaj.

Wypowiada się ekspert, będą nowe narzędzia w postaci opłaty z góry za badanie, systemu informatycznego który zawierać ma również informację o negatywnym wyniku badania technicznego, wydruk listy usterek, skończy się przymykanie oka diagnostów, którzy pieniądze za badanie dostaną „z góry”…

Dlaczego nic to nie da?

Problem polega bowiem na tym, że Stacje Kontroli Pojazdów w Polsce prowadzą prywatni przedsiębiorcy. A robią to nie dlatego że się w domu nudzą i nie mają akurat nic lepszego do roboty albo takie dziwne hobby. Prowadzą te Stacje po to, żeby zarabiać pieniądze. A żeby zarabiać pieniądze trzeba mieć klientów. Nietrudno sobie wyobrazić co się stanie ze Stacją Kontroli Pojazdów, której pracownicy zaczną „uwalać” na przeglądach samochody swoich klientów. Za rok mogą zacząć szukać sobie nowej pracy, bo nikt z tych, których pojazdy nie przeszły przeglądów nie pojawi się tu ponownie. Jest to proste i oczywiste dla każdego, z wyjątkiem naszych posłów, osłów i innych środków od kapusty. Banalnie prosty mechanizm konkurencji – ludzie pojadą tam, gdzie „podbijają”..

Warto zwrócić uwagę na jeden szczegół. Nikt nawet słowem nie zająknął się, z jakim zjawiskiem tak naprawdę chcemy walczyć. A chcemy walczyć z tak zwanymi „lewymi przeglądami”. I nie chodzi nam tu o gościa który na przeglądzie dowiaduje się, że poci mu się amortyzator albo że tylne zawieszenie zaczyna mieć luzy i ze stempla w dowodzie nici. Taki człowiek potencjalnie mógłby próbować zrobić przegląd na innej Stacji Kontroli Pojazdów i zostać tym „turystą przeglądowym”. Jednak w tym przypadku chodzi nam o pojazdy które systemowo, od wielu już lat nie powinny być dopuszczone do ruchu z powodu swojego zatrważającego stanu technicznego, przerdzewiałe na wylot, ponaprawiane w sposób jeżący włosy na głowie i z użyciem przedmiotów zupełnie nie przewidzianych do takich napraw… Właściciele tych wehikułów nie są jednak żadnymi „turystami przeglądowymi”. Oni doskonale wiedzą na którą Stację Kontroli Pojazdów i o której godzinie mają się udać. Ba, często jedzie tam tylko sam dowód rejestracyjny. Czy nasi eksperci wierzą, że w przypadku tych wraków opis usterek będzie wykonany rzetelnie? Chyba śnią.

Co się więc zmieni? Zasadniczo nic. Tyle tylko że kilkudziesięciu osłów i innych środków od kapusty miało okazję się wykazać i udowodnić nam wszystkim, jak bardzo są potrzebni.

 

Rozważania podczas pchania

DSC_0741

Powroty bywają: na tarczy, z tarczą, po tarczę oraz z przemyśleniami.

Wracając ze zlotu postanowiłem zatankować zaprzęgi przy okazji zrobić małe zakupy. Niestety, przy granicy korek jak nigdy. Walczę z korkiem ale zaprzęgiem nie idzie to tak dobrze jak solówką. Dla niewtajemniczonych: zestawem też się da, pod warunkiem że starczy odwagi. Korek zdaje się nie mieć końca, więc dobiwszy do ronda uciekam objazdem. Pełno motocykli, kierownicy pozdrawiają, lewa w górę i te sprawy. Machają wszyscy jak po*****ani. Objazd to kolejne 10 km. Załącza się rezerwa. Spoko. Chwilę później znów korek. Policja kieruje objazdem. Zawrócić się nie da. Z 10km robi się co najmniej kolejne 30. Przestaje być wesoło. Znów korek i znów objazd. Kuchnia jego mamusia. Mogę nie dojechać. Znowu korek. Przeciskam się jakoś. Teraz jadę jak emeryt z urlopu w Ciechocinku. Mimo to silnik wydaje z siebie długie „Uuuuuuuuu…” i gaśnie na amen. Kiepsko, bo do stacji mam na oko jeszcze z dziesięć kilosów. Dwanaście, jak pokazał później licznik. Tak więc pcham sobie radośnie zaprzęg do stacji benzynowej. A tymczasem obok mijają mnie „motocykliści”. Jeden, drugi, dziesiąty. Teraz jednak nie machają, żadnej LWG. Dziwne. Może to dlatego że idę obok motocykla? Tak w ogóle to nawet nie patrzą w moją stronę, z wielkim zainteresowaniem lustrują za to przeciwległe pobocze. Szukają grzybów? Może. Po doliczeniu do sto dwudziestego motocyklisty grzybiarza przestaję liczyć. „Pasja” kurna chata. Tak się zastanawiam, co ja w życiu robię źle? Tylko w tym roku zbierałem już dziewczynę z drzewa – zatrzymałem się jako jedyny. Widać inni uznali że jak już wydupiła to nie ma co drążyć tematu. Oddałem gościowi na Beemce swój bezpiecznik od gniazda zapalniczki, podwiozłem pasażera motocykla do domu… Mi dziś zabrakło pół litra benzyny…

Na poprawę nastroju złota jesień.