w obiektywie

The Rocker

img20200425_20191896

Do stylu CR zawsze już będę miał sentyment. Pamiętam bowiem jeszcze czasy, w których się to wszystko zaczynało. Wszystko było świeże, nowe. A może tylko na nowo odkrywane…

IMG_0956

IMG_0957

IMG_0958

IMG_0959

IMG_0960

IMG_0963

IMG_0962

Właśnie takie wspomnienia miałem podczas fotografowania tej Hondy. Inne czasy, inne miejsce. Na szczęście. Tamten świat zresztą już nie istnieje.

Zachód Słońca

img20200425_20103483

Szczęściem jest znaleźć się w odpowiednim miejscu we właściwym czasie. A fotograficy zaraz dodają, że pełnią szczęścia jest mieć jeszcze przy sobie aparat. Właśnie udało mi się trafić w taki moment i miejsce a efekty tegoż można zobaczyć na zdjęciu.

DSC_2935

Wydaje mi się, że udało mi się zatrzymać magiczną chwilę. Z jednej strony ostatnie ciepłe promienie Słońca, z drugiej – ciągnące od pól chłodne powietrze…

Jak zwykle, problemem było wybranie jednego zdjęcia z całej serii. Współczesna technika daje nam bowiem możliwości, które dawniej zarezerwowane były tylko dla zawodowców. Czyli robienia zdjęć seriami. Kiedyś, w czasach negatywów i lustrzanek mechanicznych, wykonałbym jedno, dwa – maksymalnie trzy ujęcia. Jedno byłoby dobre, drugie poruszone a trzecie źle naświetlone. Więc problemu by nie było 😉

Człowiekowi jednak nigdy nie dogodzisz.

Easy Rider z DDR

img20200425_20103483

Nie da się ukryć, że film Easy Rider swego czasu namieszał ludziom w głowach. W pewnej chwili większość motocyklistów chciała rzucić wszystko, wsiąść na choppera i ruszyć przed siebie. Tylko jeźdźcy i ich maszyny. Oraz bezkresne przestrzenie, najlepiej Stanów Zjednoczonych. Dla części z nich pewnie było to wówczas osiągalne.

Co jednak, gdy los rozdał gorsze karty i przyszło Ci żyć po niewłaściwej stronie „Żelaznej Kurtyny”? W naszej części świata film „Easy Rider” przez długi czas znany był bardziej z opowieści niż z widzenia. Cenzura nie dopuszczała do emisji „szkodliwego moralnie filmu ze zgniłego zachodu”,  co paradoksalnie tylko działało na jego korzyść. Co poniektórzy i tak go oglądali, relacjonując potem w garażach i na zlotach co ciekawsze fragmenty. Pracowała wyobraźnia, upiększając i koloryzując fabułę. Można zadać sobie pytanie, czy ktokolwiek zrozumiał ten film do końca, ewentualnie czy odkrył, że ma on także drugie dno, które zmienia jego wydźwięk… Ale to już inna sprawa.

W każdym razie i na wschodzie nie brakowało kandydatów na „izirajderów”. Tyle tylko, że mieli oni zdecydowanie bardziej pod górkę. Ale radzili sobie, jak mogli.

Efekty zaś tego „radzenia sobie” zostały odkryte kilka lat temu w jednej ze stodół na obszarze byłej Niemieckiej Republiki Demokratycznej.

DSC_5167

DSC_5168

DSC_5170

DSC_5171

Podstawę enerdowskiego czopera stanowiła Jawa „Kývačka” z połowy lat sześćdziesiątych, uzupełniona częściami z późnej Jawy 634, MZ oraz dużą ilością elementów niewiadomego pochodzenia. Prawdopodobnie motocykl został zmodyfikowany także później, już po upadku „Żelaznej Kurtyny”, zgodnie z zasadą mówiącą że:” bikers work ist never done”.

DSC_5172

DSC_5173

DSC_5174

Pojazd w chwili obecnej przechodzi renowację w zaprzyjaźnionym warsztacie, przy czym jego charakter wywodzący się z czasów „gospodarki centralnie planowanych niedoborów” ma zostać zachowany. Bez kolejnej „odbudowy na oryginał”.

Czasem zastanawiam się, co ten motocykl musiał przejść i widzieć. Zapewne utarczki z socjalistycznymi urzędnikami, Volkspolizei, dawne zloty, które pamiętam jak przez mgłę, pełne podobnych wynalazków…

Być może ówczesny jego właściciel pokonywał „granicę przyjaźni” pomiędzy państwami socjalistycznymi. Przyjaźń ową umacniały zasieki oraz armia mundurowych, z których każdy czuł się bogiem… Może nawet próbował wyjechać nią na zachód, przez granicę pełną pól minowych i najeżoną wojskiem, jakby zaraz miała wybuchnąć na niej trzecia wojna światowa…

Zapewne życiorys tego motocykla mógłby spokojnie posłużyć jako gotowy scenariusz do filmu; kto wie, czy nie ciekawszego niż tytułowy „Easy Rider”?

Wszechświat równoległy

img20200425_20103483

W dobie nierozwiązywalnych problemów pierwszego świata, takich jak na przykład „czy sześćsetką da się pojechać w kilkusetkilometrową trasę” albo „czy pół litra nie będzie za małe na pierwsze moto”, w czasach nieustannej pogoni za „więcej”, „mocniej”, „szybciej”, „dalej”…

DSC_7150

Na szczęście są tacy, którzy mają na to kompletnie wylane.

DSC_7151

Myślę, że ma to wszystko swój głębszy sens. Taki motocyklowy „Włóczykij”, udowadniający że przygodę można przeżyć również bez najmodniejszego w tym sezonie markowego sprzętu. Że do rzeczy nie należy przywiązywać zbyt wielkiej wagi.

img20210215_19375064

W obiektywie

img20200425_20191896

Dział który jest pewnego rodzaju kontynuacją dawnych „Pocztówek od wuja Matta z podróży”. Tamta formuła, wywodząca się jeszcze zresztą z dawnego kwartalnika „Swoimi Drogami” jakoś niespecjalnie sprawdziła się na stronie. W moim odczuciu była zbyt niedookreślona.

Formuła formułą a zdjęć niepasujących do żadnej kategorii przybywało. Postanowiłem w końcu to uporządkować i stworzyć osobną kategorię dla tego typu wpisów.

Wpisy zamieszczane w kategorii „w obiektywie” będzie łączyć jedno – są to fotografie, zwykle jedna a maksymalnie kilka, które uznałem z jakiegoś powodu za interesujące i zasługujące na osobne wyróżnienie. Opatrzone będą przy tym komentarzem skróconym do absolutnego minimum.

Wiadomo, jedno zdjęcie mówi często więcej niż tysiąc słów.

DSC_7733

Dziś – BSA