Sidecar Van Gogh

DSC_4928

Mała pamiątka z podróży po Francji:

DSC_4929

Słoneczniki:

DSC_4939

I jeszcze więcej słoneczników:

DSC_4945

Ocean słoneczników, wszędzie jak okiem sięgnąć. Aż po sam horyzont.

Reklamy

W poszukiwaniu sposobu na upały

DSC01676

Ten rok zdecydowanie nie jest normalny, jeśli mówimy o pogodzie. Najpierw długa zima, potem deszcze a teraz dwa miesiące upałów non stop. Teraz mamy na przykład godzinę 18:00 i ciągle +35oC w cieniu. Pęd powietrza wcale nie chłodzi, wręcz przeciwnie – otwarcie szybki kasku przypomina uchylenie drzwiczek piekarnika. Także nad rzeką wcale nie jest chłodniej. Niby w taką pogodę nie powinno się jeździć ani w ogóle przebywać na słońcu. Tylko co zrobić w sytuacji, gdy stan taki trwa już niemal dwa miesiące z jednym, jedynym dniem deszczowym? Co ciekawe, maszyny znoszą te upały ze stoickim spokojem, czego o istotach zbudowanych z białka powiedzieć jednak nie można.

DSC01679

Przydrożny parking i odrobina cienia. Nawet nad samym brzegiem rzeki trawa jest spalona a ziemia wysuszona na wiór. Ptaki także są zmęczone pogodą. Zajmują się swoimi sprawami, czyszczą pióra a przede wszystkim wylegują się nad wodą i nie zwracają żadnej uwagi na motocykl i człowieka.

DSC01683

W dniu takim jak ten lenistwo jest całkowicie uzasadnione.

DSC01681

Postanawiam więc dołączyć i dopomóc im w nicnierobieniu. W końcu następne dni mają przynieść jeszcze większe upały aż do +40oC. Nie trzeba będzie jechać do Afryki aby zaznać tropikalnego klimatu.

DSC01676

Trzeba zbierać siły. W końcu to jeszcze nie koniec upałów.

 

Dni Klasyki 2018

DSC_1712

„Co ja robię tu”, chciałoby się w tym miejscu zanucić znany utwór Elektrycznych Gitar. Przez dwa lata impreza posypała się. Dało się odczuć, że wszystko obecnie robione jest „na siłę”. Brak tej radości, lekkości, którą pamiętam jeszcze trzy lata temu. Zlot skostniał. Przyjechali, pojechali, kto miał przemówić ten sobie pogadał do mikrofonu. Odfajkowane. Było. Część zabytków w ogóle nie wjechała na plac. Na przykład jedyne w tym gronie DKW. A skoro tak, to i ja postanowiłem się nie wpychać i zaparkowałem sobie na uboczu, na parkingu ogólnodostępnym.

Nieliczna grupka jednośladów:

DSC_1692

DSC_1698

DSC_1701

Kilka zdjęć samochodów, żeby nie było:

DSC_1694

DSC_1696

DSC_1697

DSC_1708

Jawa pod pomnikiem „myśliciela w pozycji dwuznacznej”:

DSC_1712

Po chwili również i ja uznałem, że moja obecność tutaj nosi znamiona pobytu „na siłę”. A ponieważ starożytni Słowianie mawiali, że „wszędzie dobrze gdzie nas nie ma”, postanowiłem przeto sprawdzić, czy trawa za miastem nie jest aby bardziej zielona.

DSC_1720

Była.

Teoria Wielkiej Ucieczki

DSC_1724

Kluczyki, dokumenty. Co jeszcze? Powycierana skórzana kurtka ramoneska. Co ciekawe, mając w szafie różne gore-texy i inne high-texy używasz starej wyświechtanej skóry. Zresztą, nie tylko od święta. Także na co dzień. Stare glany z czerwonymi sznurówkami, pamiętające na pewno okres studiów.  Czerwone sznurówki oznaczały ponoć anarchię. Dziś już nie bardzo wiesz, co to w twoim przypadku ma znaczyć, ale skoro są to niech zostaną.

DSC_1717

W garażu podchodzisz do najmniejszego motocykla. Lekkie pohuśtanie maszyną aby wymieszać olej z paliwem w zbiorniku. Co prawda od lat nie trzeba już tego robić, bo współczesne oleje mieszają się z benzyną same w wystarczającym stopniu, jednak nawyk pozostał. Przy okazji, po chlupotaniu, jego głośności i odstępach miedzy falami uderzającymi o ścianki można określić, ile cieczy pędnej jest jeszcze w gąsiorze. Na ucho wychodzi że jest jeszcze około pół zbiornika, może trochę mniej. Oznacza to, że przez jakieś 100-120 km nie trzeba się martwić o paliwo.

DSC_1715

Ustawiasz kranik na „otwarty” a wszelkie inne „wichajstry” na pozycje właściwe, cokolwiek to w przypadku twojego motocykla oznacza. Dla osoby postronnej uruchamianie tego zaprzęgu może przypominać pod względem skomplikowania procedurę startu wahadłowca. Ale to pozory. Tu wszystko jest bardzo proste i logiczne, z tym że:

– instalacja elektryczna uległa daleko idącym modyfikacjom, stąd nic nie jest tu takie jakim być się wydaje;

– gaźnik nie jest tym, jaki przewidział w tym modelu producent;

– układ zapłonowy również;

– również i prądnica uległa wymianie;

– podobnie jak regulator napięcia i część oprzyrządowania…

To jest właśnie to, co fachowo nazywamy „personalizacją systemu”.

DSC_1726

Pamiętasz pewną sytuację z przeszłości, kiedy na zlocie kumple zabrali ci kluczyki od motocykla na wieść o tym, że nudno tu jak nie powiesz gdzie i już masz ochotę wracać. Oraz ich zdumione miny, gdy mimo to odpaliłeś motocykl bez ich użycia, jak gdyby nigdy nic. Niczego przy tym nawet nie musiałeś demontować. Ot, po prostu znasz ten motocykl. Ile to już lat? 12? 15? Czy może 17? W każdym razie kawał czasu razem.

Kask jest nowy. Z interkomem, bluetooth i inne bajery. Dodali w promocji. „Będzie pan zadowolony”, mówili. Jesteś tak zadowolony, że użyłeś tego bodaj raz czy dwa. Bo przecież nie po to wyjeżdżasz motocyklem przewietrzyć umysł po całym dniu pracy, żeby jeszcze w czasie jazdy urządzać sobie w kasku telekonferencje albo sprawdzać aktualny kurs dolara Zimbabwe do rubla czy tam odwrotnie.

Silnik pracuje, wypełniając garaż niebieskim dymem. Jedynka wskakuje z cichym trzaskiem. Kierunek – gdziekolwiek, byle za miasto. Obojętne dokąd. Byle śpiewały ptaki, szumiały łąki i brzęczały owady.

Bo ponoć wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma…DSC_1724

Motobajzel Wadgassen Outlet Center 2018

DSC_1149

Życie graciarza to nie tylko niekończące się pasmo radości związane z obcowaniem na co dzień z rupieciami i przyjemności z tym związane. Choćby takie jak: naprawy, remonty, przywracanie do życia i walka z materią. Od czasu do czasu nawet przejażdżka – taki luksus.

O nie. Tak prosto nie jest. Oprócz wspomnianych wyżej przyjemności są też i obowiązki, takie jak aktywne uczestnictwo na motobazarach i innych motobajzlach w poszukiwaniu części do motocykli, o których producenci zdążyli już dawno zapomnieć że takowe kiedyś wytwarzali. Ba, czasem nawet ludzkość zdążyła zapomnieć o rzeczonych producentach, którzy z kolei, zanim pogrążyli się w mrokach historii motoryzacji, sami wcześniej zdążyli zapomnieć o swoich dawnych wyrobach… Jeśli części nie potrzeba, bo nasze graty akurat chwilowo jeżdżą, możemy przecież zawsze nakupić na zapas. Tak na wszelki wypadek. Oczywiście nigdy nie uda się przewidzieć, co w wysłużonej maszynie akurat zepsuje się w następnej kolejności i w związku z tym każdy taki zakup będzie kompletnie nietrafiony i zagracimy sobie w ten sposób pół garażu… Tym niemniej próbować można i nawet trzeba. Strzeżonego ponoć, tego… A jak tego złomu mamy już rzeczywiście tyle, że spokojnie można sklecić z tego dwa kompletne motocykle i jeszcze pół trzeciego, możemy zawsze nakupować pierdół. Tudzież kolejnego złoma do reanimacji.

I właśnie z myślą o pierołach, ewentualnie o kolejnym rupieciu – bo tego, jak wiadomo, nigdy dość – udałem się wcześnie rano do Wadgassen, na trzeci już z kolei Motobajzel.

Tak było:

Dzień spędzony na grzebaniu w śmieciach uważam za bardzo owocny i udany. Przywiozłem ze sobą między innymi dwie stare peruwiańskie motocyklowe tablice rejestracyjne do kolekcji – powoli zaczyna mi już brakować na nie ścian w garażu, oraz, o mały włos – nie przytargałem ze sobą kolejnego motocykla do reanimacji. Zakupu poniechałem dopiero po stanowczym sprzeciwie Małżonki.

Ale to nic. Odbijemy to sobie jakoś.

Bo jeszcze tu kurde wrócimy!