Month: Lipiec 2015

Saarlandzkie dni klasyki 2015

DSC_8462

Zapowiadało się źle, wyszło świetnie – czyli całkiem inaczej niż zwykle.

Ale zacznijmy od początku.

To że się tam wybiorę było pewne już od dawna. Miałem jedynie pewne wątpliwości co do motocykla na którym tam pojadę. Mój borze iglasty, dwa graty sprawne!

Problem rozwiązał się sam. Kawa poinformowała bowiem radośnie, że odnalazła właśnie gwóźdź, którego ktoś najwyraźniej zgubił kiedyś na drodze i w związku z tym faktem na żadne Dni Klasyki się nie wybiera a co najwyżej do wulkanizacji. Ponieważ jednak odnalazła go w sobotę po południu a wyjazd nastąpić miał w niedzielę rano, tak więc wybór niejako dokonał się sam.

Następnego dnia punkt o 9:00 rano melduję się na miejscu. Witają mnie pustki. Stare samochody dopiero się zjeżdżają a mój zaprzęg okazuje się być jedynym motocyklem na tym zlocie. Aut ciągle przybywa a ja stoję sam ze swoim motocyklem. Czuję się trochę dziwnie. Kiedyś napisałbym, że czuję się jak „baba z brodą” – tyle tylko, że dożyliśmy takich czasów, że takie zestawienie nie robi już na nikim specjalnego wrażenia. O tempora, o mores!

W pewnej chwili podchodzi reporter lokalnej gazety. Korzystając z faktu, że o tej porze jest jeszcze stosunkowo niewielki ruch, postanawia zrobić zdjęcia do swojego artykułu. Chwilę rozmawiamy o tym i owym. Przy okazji Jawa dostaje kilka fotek. Może ukażą się nawet w gazecie? 😉

Gdy już zaczynam tracić nadzieję że na tej imprezie wydarzy się coś wartego uwagi, wśród warkotu, bulgotu, warczenia i skrzypienia samochodowych silników słyszę charakterystyczny terkot małych dwusuwów. Chwilę później obok samotnego zaprzęgu parkują dwa motocykle DKW. Ich kierownicy także są zdziwieni, że o tej porze jest tak niska frekwencja braci motocyklowej.

DSC_8434

Jeden z nich mówi, że to wina prasy, która pisze w kółko, że te „Dni Klasyki” to spotkanie właścicieli zabytkowych samochodów, nie wspominając nawet jednym słowem o motocyklach. „Dzięki temu” na spotkanie zajrzą może miejscowi motocykliści. Natomiast ci którzy mają dalej prawdopodobnie odpuszczą sobie tą imprezę, nie wiedząc, czy aby nie jadą nadaremnie.

Drugi natomiast stwierdza, że ma to wszystko w d***e i jedzie na wycieczkę. Zajrzy tu za godzinę, może coś się zmieni.

Po kolejnej półgodzinie, w czasie której samochody zdążyły ustawić się na placu już w trzeci rząd a motocykli nadal było sztuk dwa, uznałem, że także moja cierpliwość się kończy. Opuszczam teren zjazdu boczną uliczką i w drogę. Trochę jestem zły że zmarnowałem sobie tyle niedzieli. Tymczasem, zza zakrętu, wypada nagle zaprzęg BMW i solówka MV Augusta. Kierowca BMW macha mi, abym zawracał i jechał z nimi. No, wreszcie coś się dzieje.

DSC_8448

Tak oto zawracam. Tym razem motocykli zebrało się więcej. Dotarli „modsi” na Vespach i Henklach, czyli jest już nas trochę. W sumie pewnie z tuzin maszyn. Trochę blado w porównaniu z grubo ponad setką samochodów ale zaczyna robić się wesoło. Średnia wieku posiadaczy zabytkowych motocykli to pewnie 60+, przy czym ten „plus” może być dość duży. Wygląda na to, że jestem najmłodszym  uczestnikiem tego spotkania. Jak to ktoś ładnie ujął: „dziś młodzi ludzie nie potrafią rozróżnić marek samochodów i motocykli; za to doskonale odróżniają smartfony”. Coś w tym jest.

W pewnej chwili podchodzi starszy jegomość. Dowiaduję się od niego, że przez pewien czas Jawy były dość popularne w Niemczech Zachodnich a sprzedawało je jedno z dużych niemieckich przedsiębiorstw. Niestety, nie pamięta już jego nazwy. Za to doskonale przypomina sobie kolorowe katalogi z których można było zamawiać sobie motocykle. Pamięta, bo sam zamówił sobie Jawę z takiego katalogu i służyła mu wiernie przez szereg sezonów. W sumie w siodle motocykla spędził niemal pięćdziesiąt lat i „oderwała go” od niego dopiero choroba. Nasza rozmowa trwała ponad godzinę.

DSC_8462

Na koniec zlotu, gdy już miałem odjeżdżać, podszedł do mnie jeszcze raz. Drobny, chudy, przygarbiony stary człowiek. Przytrzymał mnie delikatnie za rękaw.

„- Obiecaj mi coś – powiedział.

– Co takiego?

– Obiecaj mi – pokazał palcem motocykl – obiecaj mi, że jej nie sprzedasz…”