Month: Luty 2016

Sanktuarium w Tawern

DSCI3291

Klasyk zwykł mawiać, że w wyścigu szczurów nie ma mety, w związku z tym nie ma też i wygranych. A skoro tak, to nie warto w takowym brać udziału.

Mając na uwadze powyższe, wytoczyłem wczesnym rankiem swój rydwan z garażu, odpaliłem, po czym niespiesznie oddaliłem się w kierunku +/- zachodnim, zostawiając za sobą chmurę niebieskich spalin.

Prędkość podróżna tego zaprzęgu, oscylująca w normalnych warunkach w granicach 70-80 km/h odstaje bardzo mocno od dzisiejszych standardów, ale takie niespieszne toczenie się również ma swoje uroki. W terenie górzystym, czyli takim jak ten, tempo drastycznie spada – momentami nawet do 20 km/h, ku wielkiej rozpaczy kierowców jadących za mną. Kiedyś w takich momentach bałem się przegrzania silnika, dziś wiem, że prawidłowo wyregulowany i dotarty czeski twin nie ma prawa przegrzać się nawet w największe upały.

DSCI3291

Po pewnym czasie problemy z tamowaniem ruchu na podjazdach odchodzą w przeszłość. Nie oznacza to w żadnym razie, że droga zaczęła teraz dla odmiany biec z górki lub też silnik jakimś cudem odnalazł najwyraźniej pogubione kiedyś konie mechaniczne. Nic z tych rzeczy. Droga nadal pnie się w górę, jednak główne szlaki komunikacyjne zostały za nami. Zaprzęg przetacza się teraz przez maleńkie wioski, zagubione gdzieś wśród pól i łąk, wywołując swoim widokiem i generowanym hałasem małą lokalną sensację.

DSCI3288

W pewnym momencie, niemal niezauważalnie, wjeżdżam na starożytny, rzymski szlak „winny”, o czym informują stosowne tablice przy szosie oraz artefakty na przydrożnych parkingach, takich jak ten:

DSCI3290

Dwa tysiące lat temu poruszały się tym szlakiem rzymskie legiony, wozy kupieckie oraz zwykli wędrowcy, przemierzając długie drogi Imperium, z których każda jak wiemy, prowadziła do Rzymu.

Z drogą związana była oczywiście stosowna infrastruktura: karczmy, gospody oraz świątynie, takie jak ta, znajdująca się nieopodal małej wioski o tajemniczo brzmiącej nazwie „Tawern”. Zdradza ona pradawny rodowód tej miejscowości. Łacińskie słowo „Tabernae”, od którego pochodzi nazwa wsi oznacza bowiem „sklepy”. Znajdowały się tu „vicus tabernae”, wiejskie sklepy na pierwszym przystanku przy drodze prowadzącej z Contionacum (dziś Konz), gdzie mieściła się willa cesarza do cesarskiego miasta Augusta Treverorum, czyli dzisiejszego Trewiru. Przy czym określenie „wiejskie sklepy” należy umieścić w dużym cudzysłowu, bowiem odbywała się tu również dość zaawansowana jak na ówczesne warunki wiejskie produkcja żelaza i szkła. Naliczono tu w sumie 9 budynków sprzedawców i rzemieślników, które umieszczone były po obu stronach drogi.

Obok wioski, na szczycie wzgórza Metzenberg, znajduje się zespół rzymskich świątyń. Tu strudzeni wędrowcy prosili bogów o przychylność oraz opiekę podczas podróży.

Sama wioska rozrosła się dość mocno od czasów rzymskich, jednak trafić do zespołu świątyń jest łatwo – oznakowanie jest jasne i czytelne, chociaż nieco wyblakłe.

DSCI3286

Drogowskaz prowadzi do niewielkiego „leśnego parkingu”, gdzie znajduję dla zaprzęgu odrobinę cienia. Za czasów rzymskich oczywiście żadnego lasu tu nie było a kompleks świątynny był widoczny już z daleka dla wszystkich podróżnych.

DSCI3281

Z parkingu leśna droga wiedzie pod górę i po kilku minutach marszu jesteśmy na miejscu.

DSC_9423

Na dużym, ogrodzonym murem placu na planie nieregularnego czworoboku o wymiarach 46x36m, zbudowano w sumie siedem świątyń. Poświęcone zostały one: Merkuremu, patronowi podróżnych i kupców, bogini Eponie, bardzo popularnej wówczas na tych terenach patronce koni, Apollinowi a także dość egzotycznym, jak na rzymską prowincję, Izydzie i Serapisowi.

DSCI2075

Każda ze świątyń zbudowana została na swoim własnym tarasie, który niwelował skutki nachylenia terenu. W efekcie każda z budowli znajdowała się na nieco innej wysokości.

DSC_9430

Zaraz za głównym wejściem pielgrzym napotykał kolumnę Jupitera. Na jej bazie można bez problemu rozpoznać postać Herkulesa.

DSC_9431

Sanktuarium powstałe około 1 wieku naszej ery prawdopodobnie pierwotnie składało się z pięciu świątyń.

DSC_9468

Z czasem dobudowano doń cztery budynki gospodarcze (skarbce) a całość otoczono murem z dwiema bramami.

DSC_9514

Badania archeologiczne pokazały, że nie był to koniec zmian. Jedną ze świątyń zastąpiła inna, potem trzy kolejne ustąpiły miejsca jednej dużej.

DSC_9450

Znajdował się w niej posąg Merkurego (nieco)ponadnaturalnej wielkości, wysoki na 2,08 metra.

DSC_9455

Sama świątynia zbudowana była na planie czworoboku o wymiarach 10,8 x 9,8 m. Jako materiału budowlanego użyto miejscowego czerwonego piaskowca. Dach opierał się na trzynastu kolumnach.

DSC_9471

Do dziś zachowały się oryginalne korytka do odprowadzania wody deszczowej.

DSC_9522

Na terenie kompleksu znajdowała się również studnia otoczona kamienną cembrowiną o wymiarach około 1,1 x 1,1 m. Głęboka na 15 metrów okazała się być nieocenioną skarbnicą dla archeologów. Już w czasach rzymskich istniał bowiem zwyczaj wrzucania do studni drobnych monet „na szczęście”. W studni znaleziono ich ponad 1800. Najstarsze są jeszcze z czasów celtyckich, najmłodsze pochodzą z roku 392 n.e.

DSC_9473

To nie koniec. W studni znaleziono pieniądze z każdego zakątka Imperium Romanum, przy czym najmniej było monet „miejscowych”, co wskazuje że głównymi „klientami” sanktuarium oraz wsi Tabernae byli właśnie podróżni z dalekich stron.

DSC_9484

Poza terenem sanktuarium znajdował się budynek „świecki” o dość niejasnej funkcji. Z jednej strony mógł on być miejscem zakwaterowania jednego bądź dwóch kapłanów, koniecznych do „obsługi” sanktuarium. Przeczą jednak tej tezie rozmiary obiektu, który zwyczajnie jest za duży.

DSC_9490

Wydaje się raczej, że pełnił rolę „kompleksu turystycznego”, gdzie strudzeni pielgrzymi mogli umieścić konie, zjeść a także zakupić pamiątki, wota ofiarne, być może także przenocować.

DSC_9502

Ten dobrze zorganizowany kompleks świątynny funkcjonował do roku 392. W roku 391 cesarz Teodozjusz zakazał sprawowania pogańskich rytuałów i odwiedzania świątyń. Mimo to, jak wynika z zachowanych monet wrzucanych do studni na szczęście oraz „do rozmnożenia” przez Merkurego, pielgrzymi nadal odwiedzali sanktuarium.

DSC_9478

Rok później cesarz posunął się jeszcze dalej, jakkolwiek wydawać by się mogło że to już niemożliwe. W roku 392 zakazano wyznawania jakiejkolwiek innej religii poza chrześcijaństwem.

DSC_9526

Opuszczony kompleks zostaje zniszczony przez triumfujących chrześcijan a posągi bogów i wota strzaskane i wrzucone do studni.

DSC_9457

Był to początek zmierzchu kultury antycznej.

 

Świątynia Mitry

DSCN9115

Nie lubię jeździć motocyklem po mieście i jakoś nie mogę zrozumieć ludzi, którzy mają w tym upodobanie. Wynika to być może w jakiejś części z faktu, że nie dysponuje obecnie motocyklem, który jakoś specjalnie by się do tego nadawał. Jednak nawet gdy takowy posiadałem, nie przepadałem za ściskiem na ulicach. Dziś, niestety, będę musiał udać się do dużego miasta.

Pierwsze problemy zaczęły się już przy garażu. Jak się okazało, firma Tomtom konsekwentnie ignoruje Saarbrücken. Nie ma takiego miasta. Największego w całym landzie! Rozwiązaniem jest szukanie miasta po kodzie pocztowym. Program w końcu jakoś to przełyka. Garmin i Lark nie miały takich problemów, chociaż w zamian serwowały inne.

Podróż przebiega bez większych sensacji. Wesoło zaczyna robić się dopiero u celu. Przewodnik turystyczny twierdzi, że należy zaparkować na rondzie. Brzmi to trochę dziwnie. Może byłoby mi łatwiej, gdybym miał przewodnik w jakimś bardziej zrozumiałym dla mnie języku niż flamandzki, z którego rozumiem piąte przez dziesiąte. Niestety, jakimś dziwnym trafem tylko taki udało mi się dostać w Willi Borg podczas wiosennej wizyty. Ale darowanemu przewodnikowi… i tak dalej.

Ronda są dwa, jak się okazuje, co powoduje u mnie lekkie zakłopotanie. Na chybił trafił wjeżdżam na to po lewej stronie. I to by było na tyle w temacie podejmowania właściwych decyzji w tym dniu. Ronda zbudowano tu chyba tylko po to żeby się wygodniej zawracało, bo jest to koniec ulicy. Dalej znajduje się tylko siedziba telewizji z bramą pilnowaną przez starszego portiera. Przy rondach przewidziano kilkanaście miejsc parkingowych – czyli jednak przewodnik turystyczny aż tak mocno nie kłamał.

Z zaparkowaniem motocykla nie ma problemu. Jednak w tym momencie kończy się moja koncepcja i nie mam pojęcia, gdzie teraz powinienem się udać. Obchodzę powoli jedno rondo, potem drugie, szukając jakichś drogowskazów. Nie ma śladu. Albo ja oślepłem. Czy ja jestem aby w dobrym miejscu? Adres niby się zgadza.

Na chybił trafił atakuję ścieżkę po lewej stronie. Wygląda na uczęszczaną. Po kilkunastu minutach docieram do… małego warsztatu z dużym śmietnikiem. Moją złość potęguje jeszcze deszcz, który właśnie zaczyna padać. Wracam do ronda. Najchętniej już bym stąd odjechał, przeraża mnie tylko świadomość ile to kilometrów trzeba będzie znów spędzić na autostradzie.

Najprościej byłoby kogoś zapytać o drogę, tylko nie bardzo jest kogo. Na parkingu żywej duszy, tylko kilka samochodów należących zapewne do pracowników telewizji… Zaraz, zaraz! Przecież bramy pilnuje cieć! Jest ktoś, kogo można zapytać. Jeśli tu pracuje to musi wiedzieć gdzie jest grota!

Niestety, stary portier mnie załamuje. Owszem, pracuje tu ale nie ma zielonego pojęcia, gdzie znajduje się świątynia. W ostatniej chwili przypomina sobie jednak, że ma przecież na taką okoliczność skserowaną mapkę okolicy. Uratowani!

Trochę ciężko idzie mi orientacja w terenie według tego planu. Po chwili odkrywam, że jest on narysowany dość dziwnie; nie uwzględniono na nim skali oraz części dróg – i to wcale nie tych najmniejszych. W końcu jednak odnajduję tę właściwą, a wiedząc gdzie szukać – także i tabliczkę.

DSCI2560

I Ty możesz zostać Indianą Jonesem.

Zarośnięcie i zdziczenie to nie jedyne rzeczy upodabniające to miejsce do scenerii rodem filmów z Harrisonem Fordem.

DSCI2557

Z mapki wynika, że ścieżka w pewnym momencie musi skręcić ostro w lewo. Skręcam wobec tego według planu i zamiast świątyni odnajduję…

DSCI2499

DSCI2506

DSCI2509

Bunkry!

Wracam na górę. Wychodzi na to, że pierwszy zakręt należy zignorować i skręcić dopiero na drugim, mimo iż z mapki wynika coś zupełnie innego. Czy wspominałem już, że nie zaznaczono na niej wielu dróg?

Ale jest przecież drogowskaz…

DSCI2510

W końcu odnajduję rzeczoną świątynię boga Mitry. To wynagradza wszelkie trudy i niedogodności. Świątynia ta jest jedną z najpiękniejszych i najlepiej zachowanych ze wszystkich, które zostały mu poświęcone.

DSCI2514

Wykuto ją w skale, jak wszystkie świątynie poświęcone bogu Mitrze. Przeznaczona była najprawdopodobniej dla legionistów stacjonujących nieopodal oraz/lub zwykłych „cywili” zamieszkujących okolice.

DSCI2520

Tu warto poświęcić chwilę samemu bogu Mitrze. Pierwotnie kult jego wywodzi się z Persji, gdzie pełnił jakże ważną i odpowiedzialną funkcję boga Słońca. Według swych wyznawców narodził się on 25 grudnia ze skały, lub, według innej wersji – z łona dziewicy (!!!) i początkowo był tylko lokalnym cudotwórcą – i zwykłym pasterzem. Nauczał i uzdrawiał, zaprowadzał pokój wśród ludzi, zwalczając wszelkie zło i niesprawiedliwość. Uleczyć miał też księcia Elamu, który w dowód wdzięczności zaprosił Mitrę na swoje wesele. Pech chciał, że na weselu zabrakło wina – co to znaczy, nie trzeba chyba tłumaczyć nikomu, kto był chociaż raz na jakimkolwiek weselu 😉 . Książę wpadł w panikę. Wówczas Mitra nakazał przynieść beczki z wodą, którą to cudownym sposobem zamienił w wino i słodkie pijaństwo trwało dalej aż do białego rana.

DSCI2521

Oczywiście taka niespodziewana konkurencja ze strony „zwykłego pastucha” nie w smak była innym bogom, a szczególnie tym od ciemnych spraw. Nie mogąc już dłużej ścierpieć jego „wybryków” i coraz większej sławy, jeden z nich postanowił rozprawić się z Mitrą „własnoręcznie”.

DSCI2531

W tym celu miał przyjąć postać byka, który bezpardonowo zaatakował Mitrę. Młody bóg nie był mu w stanie sprostać na otwartej przestrzeni, dlatego też podstępem zaciągnął byka do groty, gdzie wykorzystując ograniczoną przestrzeń skręcił mu kark albo, według innej wersji, przebił mu prawy bok. Inny wariant tej opowieści mówi o tym, ze Mitra pokonał jednak byka na otwartej przestrzeni, skrępował go i na własnych plecach zaniósł do jaskini, gdzie złożył bestię w ofierze. Ta właśnie scena, zwana Taurokontos jest najczęstszym przedstawieniem boga Mitry. W walce tej Mitra odniósł jednak bardzo poważne rany i wkrótce także zmarł.

DSCI2536

Po trzech dniach jednakże powstał z grobu i powędrował na wschód, gdzie z wierzchołka jednej z gór miał zostać wzięty żywcem do nieba. Książę Elamu zaś, gdy mu doniesiono o cudownym zmartwychwstaniu Mitry, trzykrotnie wyparł się znajomości z nim.

DSCI2538

Więcej o Mitrze

Na pamiątkę tej walki świątynie Mitry zakładano w jaskiniach a samemu bogu składano w ofierze zwierzęta, które potem były wspólnie spożywane. Warto w tym miejscu nadmienić, że wszyscy wyznawcy wspólnie kosztowali mięsa i krwi zwierzęcia ofiarnego a zmartwychwstały Mitra miał być zawsze obecny podczas tej ceremonii. Jakby tego było mało, kult Mitry zakładał istnienie siedmiu sakramentów, nieśmiertelność duszy i zaprowadzenie w końcu porządku i ładu na Ziemi.

Czytając mit o Mitrze mam wrażenie, że gdzieś już słyszałem tę opowieść 😉

Ledwo czytelna, współczesna wizja walki Mitry z bykiem:

DSCI2547

Do Rzymu kult Mitry dotarł około 1 wieku, gdzie zwano go Deus Sol Invictus Mithra. W II wieku czczony był już powszechnie na terenie całego cesarstwa. Na przełomie III i IV wieku był już na dobre wpisany do kanonu religijnego Rzymu.

DSCI2539

Kult Mitry został jednak szybko zatrzymany i wyparty przez chrześcijan, którzy szybko zaczęli zdobywać wpływy w cesarstwie. W 391 roku cesarz Teodozjusz I Wielki zakazał sprawowania pogańskich rytuałów i odwiedzania pogańskich świątyń. Rok później posunął się jeszcze dalej i oficjalnie zabronił wyznawania jakiejkolwiek innej religii niż chrześcijaństwo.

Rzymskie święto Sol Invicus, przypadające 25 grudnia a poświęcone Mitrze zostało przemianowane na Boże Narodzenie, a jego święty dzień, niedziela, stał się świętym dniem chrześcijan.

DSCI2551

Nie powinno zatem dziwić, że po zdelegalizowaniu kultu Mitry jego świątynię przejęli chrześcijanie.

DSCI2550

Ledwo czytelny napis głosi, iż w tej starożytnej rzymskiej świątyni biskup Arnoldus głosił ewangelię w roku 598. Tym samym świątynia Mitry byłaby jednym z najstarszych kościołów chrześcijańskich na kontynencie.

Z tego też okresu pochodzą najprawdopodobniej wykute w skale nisze wokół głównej jaskini Mitry.

Ale to już inna opowieść.

DSCN9115