zlot motocyklowy

Zapomniany zlot # 2

DSC_0370

Uszkodzona karta pamięci okazała się tak pojemna, że konieczne okazało się rozbicie wpisu na dwie części. Nie było to planowane, podobnie zresztą jak i cała fotorelacja ze zlotu. Ale skoro zdjęcia udało się odzyskać, należy się tylko cieszyć.

Taka niespodzianka przenieść się nagle do lata 2013 roku. Fajna odmiana w lutym 😉

DSC_0367

DSC_0356

DSC_0357

DSC_0360

DSC_0378

DSC_0383

DSC_0388

DSC_0396

DSC_0397

DSC_0399

DSC_0402

DSC_0404

DSC_0406

DSC_0424

DSC_0432

DSC_0433

DSC_0435

DSC_0438

DSC_0439

DSC_0440

DSC_0468

DSC_0478

Zapomniany zlot # 1

DSC_0370

Postęp techniczny jest ponoć jak kij – ma dwa końce. Z jednego polepsza, z drugiego pogarsza. Fotografia cyfrowa ma w stosunku do analogowej wiele zalet. Ot, chociażby nie grozi nam zerwanie się czy prześwietlenie filmu. Nie jest jednak tak, że nie ma zupełnie wad. Właśnie podczas tego zlotu nowa, markowa karta pamięci odmówiła definitywnie współpracy i za żadne skarby nie chciała dać się odczytać.

Pogodziłem się już z faktem, że zarejestrowanych na niej fotografii nie zobaczę już nigdy. Uszkodzona karta wylądowała w szufladzie biurka i tak już została.

Odnalazła się niespodziewanie podczas przeprowadzki, co jest o tyle ciekawe, że podczas przeprowadzek przedmioty raczej giną a nie się odnajdują. Żeby było jeszcze śmieszniej, okazało się, że stary laptop potrafi ją odczytać. Szło to mu opornie, ale jednak większość zdjęć udało się odzyskać.

Fotografie zostały wykonane w lipcu 2013 roku w Saarlouis. Tak więc po niemal siedmiu latach większość z nich ujrzała światło dzienne. Miłego oglądania!

DSC_0278

DSC_0281

DSC_0283

DSC_0285

DSC_0288

DSC_0289

DSC_0304

DSC_0305

DSC_0308

DSC_0309

DSC_0318

DSC_0320

DSC_0321

DSC_0322

DSC_0328

DSC_0331

DSC_0333

DSC_0335

DSC_0337

DSC_0342

DSC_0345

DSC_0347

DSC_0349

DSC_0350

Koniec części pierwszej.

Weiswampach 2019 # 2

DSC_7391

Jeden z moich znajomych, gdy usłyszał, że wybieram się znów do Weiswampach na zlot zaprzęgów, wymógł na mnie zobowiązanie, że przywiozę stamtąd „masę zdjęć”. Nie da się ukryć że wykrkał, wobec czego nie było innego sposobu niż podzielić relację na dwie części. Co zresztą niniejszym czynię.

A więc, Panie i Panowie, przed Wami druga porcja zdjęć z jubileuszowego, trzydziestego już zlotu zaprzęgów motocyklowych w Weiswampach.

DSC_7221

DSC_7222

DSC_7223

DSC_7224

DSC_7225

DSC_7226

DSC_7227

DSC_7232

DSC_7234

DSC_7235

DSC_7236

DSC_7238

DSC_7239

DSC_7241

DSC_7242

DSC_7244

DSC_7245

DSC_7246

DSC_7248

DSC_7250

DSC_7251

DSC_7252

DSC_7253

DSC_7255

DSC_7257

DSC_7259

DSC_7260

DSC_7263

DSC_7264

DSC_7265

DSC_7266

DSC_7267

DSC_7268

DSC_7271

DSC_7272

DSC_7274

DSC_7275

DSC_7276

DSC_7277

DSC_7278

DSC_7280

DSC_7281

DSC_7284

DSC_7285

DSC_7287

DSC_7288

DSC_7289

DSC_7290

DSC_7293

DSC_7294

DSC_7299

DSC_7300

DSC_7302

DSC_7303

DSC_7304

DSC_7307

DSC_7308

DSC_7309

DSC_7311

DSC_7313

Weiswampach 2019 # 1

DSC_7390

Dziś kolejna relacja z Euro Gespann Treffen, czyli jubileuszowego, trzydziestego już zlotu motocyklowych zaprzęgów w Weiswampach. Jednak zanim zaproszę Was do galerii, czuję się zobowiązany do kilku (nastu) słów wstępu.

Z zaprzęgami motocyklowymi sprawa jest dość dziwna. Otóż nikt nie wie ani jakoś logicznie wytłumaczyć nie potrafi, co jest w nich takiego, co przyciąga jak magnes kolejne generacje motonitów. Te dziwaczne, trochę nieporadne pojazdy rodem z zamierzchłych czasów, łączące w sobie wszystkie wady samochodu oraz motocykla, nie mają najmniejszego zamiaru odejść w zapomnienie.

Tak sobie myślę, że jest to w dużej mierze zasługa ludzi. Dziwnych, nietuzinkowych osób dosiadających dziwnych, nietuzinkowych pojazdów. Tak jak każdy z nas jest inny, tak samo każdy zaprzęg jest wyjątkowy. Nie ma dwóch identycznych zaprzęgów, tak jak nie ma dwóch identycznych ludzi.

Chyba najlepiej skwitował to pewien Niemiec, napotkany podczas jednego z letnich wypadów. Podróżował on małym zaprzęgiem w towarzystwie znajomego na solówce. Spotkaliśmy się na małym, leśnym parkingu. Gdy spojrzeliśmy nawzajem na nasze zaprzęgi, od razu wiedzieliśmy, że to spotkanie będzie wyjątkowe. I rzeczywiście takie było. Przegadaliśmy chyba ze dwie godziny jak starzy, dawno nie widziani kumple. Chociaż On mógłby być, z racji wieku, spokojnie moim dziadkiem. W sumie to dzieliło nas wszystko: wiek, narodowość, posiadane motocykle. Ja ze swoim posocjalistycznym rupieciem i On, z najnowszym osiągnięciem techniki motocyklowej. Ale łączyło nas to, że oba nasze motocykle były sidecarami, co wszystkie te różnice usuwało w cień.

Do tego stopnia, że towarzyszący mojemu nowemu znajomemu kolega nie mógł uwierzyć, że nie znaliśmy się już wcześniej. Niewiarygodne, a jednak.

„- Bo wiesz, my zaprzęgowcy… My jesteśmy po prostu inni” – powiedział mu mój nowy znajomy.

Nie potrafię ująć tego lepiej.

My jesteśmy po prostu inni.

Zapraszam do galerii z jubileuszowego, 30-tego Zlotu w Weiswampach.

DSC_7125

DSC_7126

DSC_7128

DSC_7130

DSC_7134

DSC_7135

DSC_7137

DSC_7138

DSC_7139

DSC_7142

DSC_7143

DSC_7144

DSC_7146

DSC_7147

DSC_7148

DSC_7151

DSC_7153

DSC_7156

DSC_7158

DSC_7159

DSC_7160

DSC_7162

DSC_7163

DSC_7164

DSC_7168

DSC_7169

DSC_7170

DSC_7172

DSC_7173

DSC_7174

DSC_7175

DSC_7176

DSC_7178

DSC_7179

DSC_7181

DSC_7183

DSC_7184

DSC_7185

DSC_7186

DSC_7187

DSC_7189

DSC_7190

DSC_7191

DSC_7192

DSC_7193

DSC_7196

DSC_7197

DSC_7198

DSC_7200

DSC_7201

DSC_7204

DSC_7205

DSC_7207

DSC_7208

DSC_7209

DSC_7210

DSC_7211

DSC_7213

DSC_7214

DSC_7216

DSC_7219

Klasyka W Zieleni, czyli Margaretenhof 2019

DSC_6936

Deszczowa aura na zlotach, jak się okazuje, ma swoje „plusy dodatnie” oraz „plusy ujemne”. Zwykle jest na nich mało ludzi i jest to zarówno wadą, jak i zaletą. W tym przypadku okazało się to w sumie korzystne, bo tłumów nie było a mimo wszystko oko dało się na czymś zawiesić.

Zlot tym razem wyszedł „na sportowo”, przy czym część eksponatów była unikatami – pojazdami powstałymi w pojedynczych egzemplarzach, zbudowanymi w jednym celu: dojechać jako pierwsze do linii mety. Były to maszyny z czasów, gdy sport motocyklowy odradzał się z bólem po wojennej zawierusze a zawodnik zwykle musiał sam zbudować sobie motocykl do wyścigów.

Seryjne motocykle nie zadowalały. Wobec tego na warsztat brano jakieś starsze BMW, na przykład R 51 i wywalano z niego silnik. W miejsce dwucylindrowego boksera wstawiano rzędową „trójkę” od samochodu DKW o pojemności 1200 ccm.

DSC_6911

Wybór ten nie był przypadkowy. Rzędowa trzycylindrówka była bardzo zwarta oraz stosunkowo lekka i całkiem dobrze pasowała w ramę BMW, wraz z samochodowym sprzęgłem nieźle pracując z oryginalną skrzynią biegów. Trzeba było tylko dorobić odpowiednią przejściówkę.

DSC_6915

Co najważniejsze, silnik ten dysponował  mocą trzykrotnie większą niż oryginalna BMW R 51 i niemal dwukrotnie większą niż najmocniejsza wersja RS, na dodatek osiągając ją przy o połowę niższych obrotach.

DSC_6914

A ponieważ motor DKW był dwutaktem, z natury swojej bardzo podatnym na tuning, więc zabawa dopiero się zaczynała.

DSC_7024

Wypełnienia skrzyni korbowej, zmiana rozrządu poprzez podcięcie okien w cylindrach i tłokach, zamiana oryginalnego pojedynczego gaźnika na trzy osobne, oddzielne dla każdego cylindra, korekta układu wydechowego oraz wiele innych – to wszystko poprawiało i tak niezłe już osiągi motocykla.

DSC_6922

A że maszyna wyglądała trochę jak koszmarny sen inżyniera? A kogóż to obchodziło! Tak samo jak spalanie powyżej 16 litrów mieszanki benzyny z olejem na 100 km. To było nieistotne. Najważniejsze że motocykl dysponował mocą i momentem obrotowym będącym wielokrotnością parametrów standardowego BMW. To ucinało wszelkie dyskusje na trasie rajdu. Maszyna wbijała zawodnikowi oczy do środka głowy a konkurentom mogła zaoferować jedynie niebieski dym z trzech rur wydechowych do powąchania.

W ślad za modyfikacjami układu napędowego szły samodzielne przeróbki zawieszenia i hamulców. I tak, na kilka lat przed oficjalną premierą w motocyklach BMW, pojawił się układ hamulcowy typu Duplex.

DSC_7023

Co ciekawe, ta maszyna, mimo trzycylindrowego silnika chłodzonego cieczą, jest lżejsza od seryjnego motocykla BMW aż o siedem kilogramów, dysponując przy tym o wiele lepszymi osiągami.

Inne podejście do tematu swapa z DKW:

DSC_6957

Wspaniała bateria gaźników z ulepszonym sterowaniem:

DSC_6958

Motocykle te zwykle nie miały rozrusznika, dlatego potrzebny był specjalny starter:

DSC_7026

Oczywiście silnik samochodowy to nie była jedyna możliwość. Tu przykład motocykla klasy 175 ccm, wyposażonego w…

DSC_6916

… sześciocylindrowy, dwusuwowy silnik gwiazdowy. Zanim ktoś powie że to kompletnie bez sensu nadmienię tylko, że ten motor z pojemności 174 ccm osiąga 34 KM, czyli więcej niż duża część ówczesnych pięćsetek.

Jeszcze inne podejście do tematu „więcej mocy”.

DSC_6920

Adler MB 250 z połowy lat pięćdziesiątych XX wieku z podwojonym silnikiem. Tym sposobem z dwucylindrowej 250-tki zrobiło się czterocylindrowe pół litra.

DSC_6921

Biorąc pod uwagę, że Adler MB 250 miał już „w standardzie”  całkiem niezłe na owe czasy 16 lub 18 KM… Robi się ciekawie.

DSC_6930

Oczywiście tan etap radosnej twórczości w pewnym momencie się zakończył. Kolekcja profesjonalnych wyścigówek Maico.

DSC_6925

DSC_6926

DSC_6928

DSC_6934

DSC_7013

Urzekające.

DSC_7015

DSC_7017

Włoski szyk. W jednym z odcinków kultowego „Top Gear” prowadzący, testując Alfę Romeo, postawił na desce rozdzielczej świnkę skarbonkę i wrzucał do niej funciaka ilekroć podczas jazdy wspominał coś o włoskim stylu. W kwadrans skarbonka się zapełniła.

Coś jednak jest na rzeczy.

DSC_6910

DSC_6940

Taki zbiór Ducati w jednym miejscu nie zdarza się co dzień.

DSC_6937

DSC_6991

DSC_6993

DSC_6994

DSC_6998

DSC_7000

DSC_7001

DSC_7005

DSC_7006

DSC_7008

DSC_7028

Wartburg 311 do renowacji, prosto z jakiejś enerdowskiej stodoły. Mam sentyment do tej marki, bo to właśnie na samochodzie produkcji VEB Automobilwerk Eisenach uczyłem się jeździć.

DSC_6951

MZ 125 z napisem na błotniku „Sachsen Harley”. Nie jest to prawda, bowiem w przeciwieństwie do Harleya, MZ była pojazdem dla inżyniera.

DSC_6953

Prędkościomierz jest wyskalowany bardzo optymistycznie.

DSC_7033

Były dni pełne chwały…

DSC_7034

Mokra jazda.

DSC_6950

Taka ciekawostka.

DSC_6956

Próba ocieplenia atmosfery.

DSC_6954

Motobi.

DSC_6932

Twardziele, którzy dotarli tu mimo deszczu.

DSC_7037

DSC_7040

I to by było na tyle.

Dobranoc!

Motobajzel Saarwellingen 2019

DSC_4557

Saarwellingen najwyraźniej pozazdrościło Wadgassen ichniego Motobajzlu i wobec tego postanowiło zorganizować własny. Bo cóż lepszego można robić przy weekendzie niż pogrzebać sobie w rupieciach, popatrzeć na graty? Pewnie że nie ma nic lepszego.

Imprezę postanowiono ulepszyć, przesuwając jej termin na koniec wiosny/początek lata, co zapobiegło problemom z frekwencją spowodowanym arktycznymi wręcz temperaturami, tak jak to miało miejsce w Wadgassen. Wszystko zasadniczo było tak, jak być powinno. A przynajmniej prawie, bowiem sprzedający nie dopisali ale gratów zjechało się mnóstwo i to o nich głównie będzie dzisiejsza opowieść.

WSK, a nie przepraszam: oryginalna trialowa DKW z równie oryginalną historią wyścigową.

DSC_4498

DSC_4500

DSC_4516

DSC_4562

DSC_4563

Zapasowa dętka. Maszyna ciągle w gotowości.

DSC_4564

Wspaniałe patenty.

DSC_4566

United Colors Of Benelli.

DSC_4503

Devil.

DSC_4502

Terrot.

DSC_4501

Moto Guzzi.

DSC_4505

DSC_4506

DSC_4507

DSC_4509

Sachs.

DSC_4499

Honda MB-8, ciekawy moped o pojemności 80 ccm, produkowany w latach 1981-83.

DSC_4517

Wspaniały zestaw.

DSC_4524

DSC_4527

I kolejne cuda.

DSC_4528

DSC_4531

Nie zapominajmy o Milusińskich. Oldtimery dla dzieci.

DSC_4540

DSC_4541

Piękności.

DSC_4579

Wspaniały.

DSC_4572

Moto Guzzi V50 Monza, kuzyn wojskowej wersji NATO.

DSC_4576

Kreidler.

DSC_4570

Chyba sprzedane, bo napisali że zarezerwowane, ale ponoć można próbować przebić cenę 😉

DSC_4568

I to by było na tyle.

Dobranoc!

Yamaha na żywca

DSC02961

Na imprezę „Yamaha Live 2019”, zorganizowaną przez jeden z salonów dealerskich, trafiłem zupełnym przypadkiem. Przejeżdżając przez jedną z wiosek zauważyłem dużą ilość motocykli wszelkiej maści, zjeżdżających z drogi głównej i ginąca gdzieś między zabudowaniami. Zaintrygowany, pojechałem za nimi i w ten oto sposób trafiłem na dni otwarte w salonach Yamahy połączone z otwarciem sezonu.

Trzeba dodać, że było to moje pierwsze otwarcie sezonu od jakichś piętnastu lat, w jakim zdarzyło mi się uczestniczyć. Raz, że nie przepadam za „zlotami ogólnymi”, dwa że nie widzę powodu aby świętować rozpoczęcie czegoś, co trwa już (przynajmniej w moim przypadku) od dobrych dwóch miesięcy a po trzecie wreszcie – to taka moja tradycja. Po prostu kiedyś, w dawnych czasach, na otwarcie sezonu zwyczajnie nie udawało mi się dojechać. Z przyczyn technicznych. Dziś może ciężko w to uwierzyć, ale kiedyś motocykl trzeba było sobie poskładać przed sezonem – a ja z reguły się z tym nie wyrabiałem. A gdy w końcu za którymś razem zawziąłem się, że tym razem to już na pewno zdążę, w warsztacie do którego wysłałem części do naprawy najzwyczajniej w świecie zagubiono mi wał, który oddałem tam do regeneracji… Na szczęście odnalazł się, szkoda tylko że na dwa dni przed otwarciem sezonu. W związku z tym uznałem, że po prostu tak ma być i tego typu imprezy zacząłem konsekwentnie olewać. Aż do dziś, kiedy to trafiłem na takową zupełnym przypadkiem.

A skoro już tu jestem, to wypada się trochę rozejrzeć.

DSC02966

Jak się nie śledzi nowości i informacji z rynku to można się właśnie tak zaskoczyć.

DSC02955

Nie powiem, kilka ciekawych motorków na placu się znalazło. Tak więc opłacało się zjechać na chwilę z trasy.

DSC02951

DSC02956

Bezpieczeństwo przede wszystkim:

DSC02960

Nowości od Yamahy. Jakoś niespecjalnie mnie to porwało, a prawdę mówiąc to wcale. Ogólnie to jest bardzo ciekawa sprawa, że nowe motocykle przestały mnie zupełnie interesować z chwilą, gdy zaczęło mnie na nie stać. Jest to zaskakujące zjawisko, którego sam nie umiem sobie wytłumaczyć.

DSC02959

„Szybkie Synki”:

DSC02964

DSC02965

Oczywiście, jak na porządną imprezę przystało, był też dobrze zaopatrzony bufet z żarełkiem i bar z napojami. Udałem się tam czym prędzej po coś ciepłego, bo dzień mimo wszystko był chłodny. Nie było jednak powodów do narzekania, bowiem na dziś zapowiadano deszcze. Na szczęście prognozy tym razem, póki co, się nie sprawdziły.

Niestety, do zamówienia czegoś na ząb nie doszło, gdyż okazało się, że najzwyczajniej w świecie zapomniałem portfela, który został sobie w domu w innych portkach. Czyli pech związany z otwarciami sezonu wcale o mnie nie zapomniał tylko trochę przysnął i teraz dał znać o sobie w ten właśnie sposób. Żarcie żarciem, jednak prawdziwym problemem jest to, że nie mam teraz żadnej możliwości zatankować a przejechałem już ponad sto kilometrów. To że nie mam przy sobie żadnych dokumentów to już inne zmartwienie. Tym sposobem cały misterny plan na dzisiejszy dzień poszedł sobie w …

Wobec tego nie pozostało mi już nic innego, jak tylko poturlać się pokornie w kierunku garażu w tempie emeryta z ciężką anemią, coby maszynie paliwa w zbiorniku a sobie wątpliwej przyjemności pchania oszczędzić.

Życie jak widać pisze swoje własne scenariusze.