Month: Listopad 2020

Zaprzęganie po radziecku

img20200429_21363712

Wiele lat temu, gdy jeszcze nie posiadałem żadnego motocykla z wózkiem bocznym ani specjalnego pojęcia, z czym to się je, w miejskiej czytelni wpadła mi w ręce instrukcja obsługi rosyjskiego wehikułu z fabryki w Iżewsku. Nie pałałem akurat specjalną chęcią do posiadania tego pojazdu, jednak dość dokładnie przestudiowałem rozdział poświęcony budowie zaprzęgu. Instrukcja była oczywiście napisana „по русски”. Niby język rosyjski znam ale jednak nie jego techniczne narzecze, więc doczytałem tylko tyle, ile potrafiłem. Były za to schematy. Problem w tym, że nie było żadnego ksero. O wypożyczeniu książki do domu nie było nawet mowy. O telefonach komórkowych człowiek nawet nie śnił a co dopiero o aparatach cyfrowych.

Niewiele myśląc, przerysowałem długopisem z książki kilka schematów. Rysunki zaginęły gdzieś podczas licznych przeprowadzek tylko po to, aby odnaleźć się po latach w jednej z książek. A skoro tak…

Dysponując chwilą wolnego czasu postanowiłem więc narysować je na nowo, tym razem już „na czysto”.

img20200429_21371458

Nie są to rysunki techniczne tylko poglądowe, zrobione całkowicie odręcznie, bez użycia jakichkolwiek przyborów kreślarskich.

img20200429_21374909

Są one na tyle ogólne, że być może komuś się przydadzą do ustawienia zbieżności zaprzęgu. Bo wykluczyć przecież nie mogę, że ktoś postanowi sobie „zepsuć” jakiś motocykl, montując do niego wózek boczny. Co osobiście gorąco polecam.

Najmniejszy zlot świata i okolic

img20200424_20510378

Stało się. Ralph po wielu latach przerwy kupił sobie motocykl. Nie byle jaki zresztą, markowy, taki z gatunku „komputerów na dwóch kołach”. Zupełnie nie w moim stylu, jednak Ralph jest zadowolony. A o to w sumie przecież chodzi.

Gdy już dostatecznie pokręcił się wkoło komina stwierdził, że fajnie byłoby wybrać się na jakiś dalszy zlot motocyklowy, najlepiej w innym kraju. Ja oczywiście naiwnie się zgodziłem. Ba, nawet zasugerowałem, gdzie można pojechać na niewielkie kameralne spotkanie. Tak więc jesteśmy umówieni.

Kilkanaście dni przed terminem pogoda płata nam paskudnego figla. Pogodynka zapowiada burze w naszym regionie, jednak podobno to nic w porównaniu do tego, co ma nawiedzić miejsce zlotu. Poważnie myślę o zrezygnowaniu z wyjazdu, jednak Ralph nie chce nawet o tym słyszeć. On już w myślach jest tam, na zlocie, mimo że fizycznie ciągle stoi jeszcze przed moim garażem i bawi się ustawieniami komputerka pokładowego w swoim motocyklu. Niesamowite jest to, że jeszcze mu się to nie znudziło, mimo że jest w wieku mojego ojca.

Mam przez chwilę rozterki, którym motocyklem jechać.

– Jakbyś miał jeden, to byś wiedział którym – rzuca filozoficznie Ralph, któremu najwyraźniej śpieszno już wyruszyć w drogę.

Korci mnie by wypróbować swój „nowy stary” nabytek, jednak widząc ciężkie chmury wiszące od rana na niebie, postanawiam nie kusić losu. Nowy nabytek wprawdzie jeździ a nawet trąbi i hamuje, jednak nie był wypróbowany w trudnych sytuacjach. A na takie niestety trzeba się przygotować. Wobec tego wyciągam swój najstarszy motocykl, zwany przez wszystkich pieszczotliwie „Diabłem”. O jego wadach można by napisać grubą książkę. Jednak jest z nim trochę jak z demokracją. Gdy przychodzi co do czego i wszystkie modne wynalazki zawiodą, to okazuje się że ludzkość tak naprawdę nie dysponuje niczym lepszym.

Ruszamy. W międzyczasie zaczął siąpić deszcz, jednak póki co nie jest źle. Przynajmniej rozbite muchy z owiewki się zmyją. Taka pogoda utrzymuje się na drodze krajowej.

Po wyjeździe na autostradę sytuacja ulega drastycznemu pogorszeniu. Deszcz zamienia się w gwałtowną ulewę. Nieparująca ponoć szybka w kasku natychmiast zaparowała, okulary zresztą też. Widoczność spada niemal do zera. Woda leje się wszędzie. Wskaźniki i zegary na desce rozdzielczej i zbiorniku stają się nie do odczytania w tych strugach deszczu. Jezdnia zamienia się w rwącą rzekę. Jakby tego było mało, zrywa się wiatr i co chwilę próbuje przestawić motocykle na sąsiedni pas. Jazda w tych warunkach zaczyna przypominać nawigację łodzią podwodną. Jedyne co pozostaje to pilnowanie jednakowego odstępu od auta jadącego przede mną, w czym wydatnie pomagają włączone przez kierowcę światła przeciwmgielne oraz sprawdzanie w lusterkach, czy Ralph ciągle jeszcze jedzie za mną. Prędkości nie daje się kontrolować, bo nie jestem w stanie odczytać wskazań zegarów.

W tych warunkach nawet nie wiem kiedy przekraczamy granicę. Pogoda nie poprawia się. Rzekłbym nawet że się pogarsza, chociaż wydawać by się mogło, że to już niemożliwe. A jednak.

Jakimś cudem docieramy na zlot. Na miejscu okazuje się, że jesteśmy jedynymi zlotowiczami – oprócz organizatorów. Więcej wariatów jednak w tym regionie nie ma. Motocykli jest w sumie aż pięć. Dwa nasze, wyglądające jak zmokłe kury plus trzy należące do organizatorów.

Wobec takiej frekwencji parkujemy pod namiotem, który miał służyć za bar. Wiatr szarga płótnem. Ale przynajmniej nie pada na głowę a to już jednak jakiś pozytyw. Ubrania mamy kompletnie przemoczone, w butach gnój. Zrzucamy co się da do suszenia. Ralph bawi się przez chwilę komputerkiem w swoim motocyklu. Po chwili patrzy ze zdumieniem.

– Ty jesteś jednak wariat. Po autostradzie przy takiej pogodzie ciąłeś ponad 130 km/h.

– Ralph, ja naprawdę nie wiem ile jechałem. W tych warunkach w ogóle nie widziałem liczników.

Nieoczekiwanie okazuje się, że organizatorzy przewidzieli szereg nagród dla uczestników. Między innymi za najdłuższą przebytą trasę na zlot, najstarszy motocykl itd. Wobec zaś zerowej frekwencji i związanej z tym brakiem konkurencji… nagrody nieoczekiwanie przypadają nam. Są one zaś w większości w postaci płynnej średnioprocentowej, ponieważ region ten słynie z produkcji win. A skoro tak, to postanawiamy przy pomocy wspomnianych nagród, zacząć integrować się z tubylcami. Bo w końcu, przy tej pogodzie, nie opuścimy jednak miejsca zlotu zbyt szybko. Sama zaś integracja poszła nam świetnie do tego stopnia, że bariery językowe zniknęły już przy trzeciej butelce. Sam zlot okazał się być wyjątkowo udany, jeśli nie liczyć skutków „dnia następnego”.

img20200425_20063522