w koło komina

O wyższości niższego nad wyższym

img20200727_17174050

Jakby nie patrzeć, postęp jest jednak faktem. Na przykład dziwne rozmowy – przechwałki przeniosły się z internetowych forów motocyklowych do portali społecznościowych. Stare, dziwne problemy ale za to z nową jakością i większą ilością komentujących.

IMG_0682

A problem jest stary jak świat, czyli dlaczego „dalekie wyprawy motocyklowe są lepsze niż wycieczki w koło komina”? W tym pytaniu jest zawarta jest od razu pewna aluzja. Jednak to wcale nie jest tak oczywiste.

IMG_0626

Wiele lat temu dalekie podróże motocyklowe były dla mnie kwintesencją motocyklizmu, najwyższym stopniem wtajemniczenia. W gazetach można było poczytać relacje śmiałków, którzy przejechali motocyklem te tysiąc, dwa czy więcej kilometrów, zwiedzili i zobaczyli to i owo, opisali i przywieźli nawet kilka zdjęć analogowych na pamiątkę… Respekt.

DSC_5803

Tyle tylko, że to było dawno. W czasach gdy istniały jeszcze w naszej części świata granice i kontrole paszportowe, a jedyny mój motocykl był posocjalistycznym gruzem, trzymającym się w kupie wyłącznie dzięki sile woli i trytytkom. Przejechanie tym sprzętem stu kilometrów bez jakiejś poważniejszej awarii było wyczynem. Owszem, zdarzały się kilkudniowe wyjazdy po kilkaset kilometrów w jedną stronę, ale gdzie tam do opisywanych w gazetach tysięcy… Do tego mieszkałem wówczas w „najnudniejszym miejscu świata”, gdzie nie było absolutnie niczego ciekawego do zobaczenia. Tak mi się wówczas wydawało. Kilka przeprowadzek oraz zmian motocykli później dotarło do mnie kilka prawd. Pewne rzeczy się wyprostowały i wyklarowały.

IMG_0552

Po pierwsze – kilometr kilometrowi nierówny. Czymś zupełnie innym jest przejechanie stu kilometrów starym gruzem a zupełnie inną rzeczą w miarę współczesnym motocyklem. To tak jak przepłynięcie jakiegoś akwenu tratwą i parowcem wycieczkowym. Niby droga ta sama, ale podróż jednak zupełnie inna. Co jest lepsze a co ciekawsze – na to pytanie każdy sam sobie musi odpowiedzieć.

IMG_0700

Po drugie – nie ma „nieciekawych miejsc”. Jeśli wydaje Ci się, że trafiłeś w naprawdę nudne miejsce, oznacza to, że patrzysz mało uważnie. Gdy po latach wróciłem na swoje „stare śmieci”, ze zdumieniem odkryłem, że mieszkając tam latami nie dostrzegałem nawet pięciu procent rzeczywistego potencjału tego regionu.

DSC_5850

Z tego drugiego wniosku pośrednio wynika trzeci. Wcale nie jest powiedziane, że daleka podróż motocyklowa będzie ciekawsza niż wycieczka „wkołokominowa”. Jest bowiem wiele stron „podróżniczych”, których zawartość jest delikatnie mówiąc antytezą tego, co zwykliśmy rozumieć pod tym pojęciem. Owszem, pojechali, cyknęli standardowe fotki pod jakąś cepelią dla turystów o której wie każdy, zjedli sznycla i wrócili. Jeśli komuś sprawia to przyjemność – jasna sprawa, nie ma tematu ani problemu. Ale nie mówmy o jakiejś wartości poznawczej tego wyjazdu. Jedyną wartość podczas tej wycieczki ma wypalone paliwo oraz zjedzony sznycel.

IMG_0683

Na drugim biegunie zaś mamy wycieczki „wkołokominowe”, dobrze zaplanowane, pełne odkryć i przygód. Zapomniane miasteczka gdzieś na końcu drogi, ruiny pałacyków o których istnieniu wiedzą tylko „miejscowi” z historią bardziej niesamowitą niż mogłoby się wydawać. Możliwości jest dużo i wcale nie trzeba jechać gdzieś daleko, aby odkryć coś ciekawego. A przecież właśnie na tym ten sport polega. Podróż to odkrywanie, to ciekawość. Z tej perspektywy takie wokołokominowe wycieczki są o wiele ciekawsze i przyjemniejsze. W końcu jest się przecież odkrywcą.

Zachód Słońca

img20200425_20103483

Szczęściem jest znaleźć się w odpowiednim miejscu we właściwym czasie. A fotograficy zaraz dodają, że pełnią szczęścia jest mieć jeszcze przy sobie aparat. Właśnie udało mi się trafić w taki moment i miejsce a efekty tegoż można zobaczyć na zdjęciu.

DSC_2935

Wydaje mi się, że udało mi się zatrzymać magiczną chwilę. Z jednej strony ostatnie ciepłe promienie Słońca, z drugiej – ciągnące od pól chłodne powietrze…

Jak zwykle, problemem było wybranie jednego zdjęcia z całej serii. Współczesna technika daje nam bowiem możliwości, które dawniej zarezerwowane były tylko dla zawodowców. Czyli robienia zdjęć seriami. Kiedyś, w czasach negatywów i lustrzanek mechanicznych, wykonałbym jedno, dwa – maksymalnie trzy ujęcia. Jedno byłoby dobre, drugie poruszone a trzecie źle naświetlone. Więc problemu by nie było 😉

Człowiekowi jednak nigdy nie dogodzisz.

Kontemplacja

img20200425_20191896

Wycieczka po francuskiej prowincji z gatunku tych nieplanowanych, po prostu „przed siebie”. Niczym nieskrępowana swoboda i przestrzeń czasem potrzebna jest tak, jak powietrze.

DSCI5763

DSCI5766

Trochę jak u Pirsiga, jazda motocyklem jest wspaniałą okazją do kontemplacji rzeczywistości.

DSCI5768

DSCI5773

DSCI5774

Mijane relikty przeszłości przypominają o kruchości i ulotności wszystkiego. Powoli tracą nie tylko formę, ale i znaczenie…

Autorefleksja

img20200425_20103483

Podobno człowiek zaczyna być naprawdę stary w momencie, w którym z rozrzewnieniem zaczyna wspominać „dawne, dobre czasy”.* Może nie powinienem pisać już nic więcej na ten temat, skoro cała ta strona ma w dużym stopniu charakter wspomnieniowo – nostalgiczny…

Nie chodzi mi o gloryfikację dawnych czasów, bo w sumie nie ma czego gloryfikować. Nie były one wcale dobre. Tym niemniej jedną rzecz wspominam z rozrzewnieniem – niemal puste drogi w weekendy, gdy można było podróżować godzinami, nie spotykając zbyt wielu pojazdów. A napotkać motocyklistę to już było wyjątkowe święto, które zresztą zwykle celebrowało się poprzez wspólny postój i rozmowę, trwającą nawet i przeszło pół godziny. Rozmawiało się o wielu rzeczach. O motocyklach, podróżach, ludziach. Czasem okazywało się, że gdzieś tam mamy jakichś wspólnych znajomych. Albo prawie znajomych. Wszystko jedno, świat był mały.

To już było i wątpliwa sprawa, żeby jeszcze kiedyś wróciło. Natomiast receptą na puste drogi jest wyjazd tak wcześnie rano, jak to tylko możliwe. Skoro ludzie w weekend chcą pospać, więc należy to wykorzystać. Takie postępowanie ma jeszcze ten plus, że wschód Słońca można podziwiać w tak pięknych okolicznościach przyrody.

DSC07817

*Tak naprawdę to ludzie z rozrzewnieniem wspominają swoją młodość a nie czasy, jednak nie wiedzieć czemu myli im się jedno z drugim.

Majowe perturbacje

img20200425_20103483

Jeszcze nigdy w swojej historii „siedemsetpięćdziesiątka” nie rozpoczęła sezonu tak późno, jak w tym roku. Oczywiście nie licząc czasów gdy była wrakiem przeznaczonym na części – bo wtedy żaden sezon nie był już jej pisany. Jednak po tym, jak maszyna została odratowana sezonu albo się nie kończyło, albo zaczynało najpóźniej na początku lutego.

W tym roku stało się inaczej. Jeszcze w zeszłym roku zauważyłem, że rozrusznik pracuje coraz słabiej, jednak nie zwróciłem na to większej uwagi. W końcu akumulator ma ponad siedem lat, więc żaden cud – czas już na niego. Zima trochę się przeciągnęła a w marcu okazało się, że rozruch jest niemożliwy. Cóż, zaskoczenia raczej nie było.

W międzyczasie postanowiłem jeszcze wymienić uszczelkę pod głowicą, bo zaczynała pokapywać olejem. Powoli zacząłem opracowywać zakres robót oraz listę niebędnych części. Ale z tym akumulatorem coś mnie tknęło. Bowiem „komputerek” pokazywał jego słabą kondycję tylko podczas próby rozruchu – i tylko wówczas. Postanowiłem więc odpalić drania z kabla, pożyczając prąd z samochodu.

img20210504_15402682

Oczywiście nic to nie dało. Po kablach poszedł taki prąd że aż auto jęknęło, ale rozrusznik się nie obrócił. A więc sprawa jakby się wyjaśniła. Tyle że nie tak jak chciałem. Trochę szkoda że konstruktorzy „wykopali” kopniak z tego motocykla, bo w Z 650, jego bezpośrednim protoplaście, kopajka była. Dawno temu, w pewnej Hondzie, ratowała mi tyłek.

Wymontowany rozrusznik pojechał do znajomego elektryka który obejrzał go, pokiwał głową i rzekł tylko:

„- Mehr tot als der Tod” (bardziej martwy niż śmierć).

Czyli, chcąc nie chcąc, trzeba będzie zamówić także rozrusznik. Jego ceny mogą przyprawić o ból głowy. W końcu udało się zakupić używany, wyjęty z motocykla który miał mniej szczęścia.

Wszystko to trwało oczywiście dużo dłużej niż planowałem. W końcu jednak mamy lock down. Maszynę udało się ogarnąć dopiero z końcem kwietnia.

Wymieniona została także uszczelka pod głowicą, dzięki czemu motocykl przestał już znaczyć teren – jak na produkt „Made In Japan” przystało.

A że nowa uszczelka musi trochę pojeździć i osiąść, przeto zaczęliśmy nabijanie kilometrów.

Boczne drogi mają swój urok.

DSC_4691

DSC_4686

DSC_4478

DSC_4453

DSC_4449

IMG_9580

DSC_4694

IMG_9563

DSC_4645

DSC_4600

DSC_4695

DSC_4628

Ponoć gdy są bunkry, to musi być fajnie.

DSC_4648

DSC_4649

DSC_4620

Akumulator zaś, ku mojemu bezgranicznemu zdumieniu, jeździ już ósmy sezon.

img20200425_20070651

Dzienniki epidemiologiczne

img20200727_17174050

Trudno uwierzyć, ale od pierwszego lockdownu minął niemal równy rok. Teraz mamy kolejny, nie wiadomo już nawet który z kolei. Wycieczki, z musu, ograniczone są tylko do najbliższej okolicy. To że przewidywania co do długości trwania tego całego zamieszania okazały się słuszne, raczej nikogo specjalnie nie cieszy.

DSC07799

W międzyczasie każdy zdążył wyciągnąć z tego jakieś nauki. Na przykład Ministerstwo Oświaty zrozumiało, że rozdawanie dzieciom w szkołach coronatestów do samodzielnego użytku nie jest najlepszym pomysłem. W teorii wszystko wyglądało w porządku. Test jest podobny do ciążowego. Jedna kreska – zdrowy, dwie kreski – zakażony. Nie trzeba być wielkim mędrcem, żeby przewidzieć, że uczniowie będą dostawiać pisakami drugą kreskę na testach aby z automatu i bez żadnego tłumaczenia mieć co najmniej dwa tygodnie wolnego. Dorośli może i mają wiedzę, jednak dramatycznie brakuje im wyobraźni.

DSC07798

Oczywiście raczej i w tym roku nie ma co liczyć na jakieś motobajzle, zloty czy inne imprezy. Marnym pocieszeniem będzie fakt, że wszystko to przejdzie do historii i jak mawiał Mistrz Mleczko – zajmie pewnie ze dwa akapity w podręczniku do historii dla szkół średnich.

img20210425_19555900

Tymczasem wolne od wyjazdów i imprez postanowiłem wykorzystać na ogarnięcie spraw, które leżały odłogiem już od lat i tłumaczone były zawsze nawałem bieżących spraw. Pojawi się więc trochę artykułów, literatury i innych tego typu rzeczy.

Tymczasem – bądźcie zdrowi!

Powrót do korzeni

img20200427_19454237

Bezkresne łąki i pola. Dopiero dziesiąta godzina a już żar leje się z nieba. Tym razem jednak nie jestem turystą. Przybyłem tu bowiem służbowo.

DSC_2244

Życie potrafi zaskakiwać w nieoczekiwany sposób. Dwadzieścia lat po ukończeniu studiów, gdy już byłem pewien że ten rozdział życia jest zamknięty na zawsze, dostałem nieoczekiwaną propozycję – a w zasadzie prośbę, aby przyłączyć się do corocznego liczenia zwierząt. Niestety, jestem osobą o niskim poziomie asertywności i jakoś niespecjalnie umiem odmówić.

IMG_6368

Powstaje pytanie, czy ja się aby na tym jeszcze znam? Czy po dwudziestu latach jeszcze coś pamiętam? Wszystko się przez ten czas zmieniło.

IMG_6386

Notatki zapisuje się dziś w specjalnej aplikacji w smartfonie, zdjęć można robić ile dusza zapragnie. Czasem żałuję, że dwadzieścia lat temu nie mieliśmy dostępu do takiej techniki. W temacie smartfona to do dziś mam mieszane uczucia. Ale fotografii cyfrowej jestem fanem, chociaż przez wiele lat jakoś nie mogłem się do niej przekonać. Może miałem złe podejście. Możliwość zdjęć seryjnych, praktycznie nieograniczona przestrzeń na karcie pamięci, dzisiejsze lekkie zoomy… Pamiętam, jak kiedyś, dawno temu, podczas zajęć terenowych miałem do dyspozycji jedną rolkę filmu na cały tydzień. Klisza była ręcznie przycinana z taśmy filmowej do specjalnych, wielorazowych kaset. Umiejętnie dobrany wymiar i odpowiednia technika zakładania błony do aparatu pozwalała, przy odrobinie szczęścia, wykonać na niej Zenitem bądź Prakticą od 42 do 44 zdjęć. Czad. Oczywiście, tak długi film stawiał duży opór przy przewijaniu i wcale nierzadkim zjawiskiem było zrywanie perforacji. Wówczas, zamiast większej ilości zdjęć miało się… Właśnie. Później taki film należało wywołać, zrobić odbitki i zeskanować. Skaner na porcie LPT, czyli podczas skanowania można było spokojnie zaparzyć sobie kawę… Ale mnie wzięło na wspomnienia. Mam dużo czasu na myślenie i wspominanie.

Powoli coś zaczyna się dziać. Czapla siwa. Z tego miejsca widzę przez teleobiektyw cztery sztuki.

IMG_6280

Nad polem krąży kania ruda. Na razie jedna. Trzeba zanotować.

IMG_6309

Prace polowe płoszą gryzonie a to ściąga w to miejsce drapieżniki. Mam szczęście.

IMG_6278

Zobaczymy, co z tego wszystkiego wyjdzie.

DSC_2239