w koło komina

Saar – Lux – Lor, część 2/3

img20200425_20191896

Region Saary, Luksemburga i Lotaryngii jest dość spójny kulturowo i historycznie. Zajmuje on powierzchnię 36 700 km2 a zamieszkuje go niemal pięć milionów osób. Czasem w jego skład zalicza się jeszcze część niemieckiej Nadrenii oraz Belgijskiej Walonii. Wówczas mówi się o „Wielkim Regionie”.

Niesamowitą jest to, że mimo różnych historycznych zaszłości i doświadczeń, ludzie potrafią jednak ze sobą współpracować w swoim własnym, dobrze rozumianym interesie.

A w dzisiejszym odcinku: Schengen i Muzeum Europejskie oraz Kolumny Narodów, spacer nad Mozelą oraz luksemburska „parada słoni”.

DSC07840

DSC07842

DSC07875

DSC07890

DSC07892

DSC07894

DSC07902

DSC07906

Ciąg Dalszy Nastąpi…

img20200425_20070651

Dziesięć milimetrów

img20200425_20103483b

Wyjazd w celu sprawdzenia w warunkach bojowych nowego obiektywu o imponującej ogniskowej 10 mm. Wiadomo, że będzie to raczej szkło do zadań specjalnych, ale gdy trafia się cenowa okazja, to trzeba brać i nie ma się co zastanawiać.
Jakościowo nie jest to jakaś najwyższa półka, ale jak widać, nie jest źle. Szkiełko daje radę.

IMG_2747

IMG_2752

IMG_2755

IMG_2760

Oczywiście apetyt rośnie w miarę jedzenia i teraz marzy mi się jeszcze krótszy obiektyw. Może kiedyś dołączy znów do zestawu rybie oko…

Las Zły

img20200425_20103483

Wiem że jest książka o takim tytule. Ale ja nie o niej. Mam inne skojarzenie.

IMG_0692

W roku 1999 ukazał się pewien film. Dość niezwykły. Do tego stopnia, że zdołał przekonać pół świata, że nie jest filmem tylko relacją z autentycznych wydarzeń, które naprawdę miały miejsce.

Fabuła była bardzo prosta. Do nawiedzonego ponoć lasu wybiera się troje śmiałków. Wcześniej robią mały wywiad z mieszkańcami pobliskiego miasteczka, którzy ten pomysł na wszelkie sposoby próbują im wyperswadować. Normalny człowiek by zrozumiał i dał sobie spokój. Ale nasi bohaterowie postanawiają jednak wejść do nawiedzonej puszczy, uzbrojeni w książkę – poradnik o sposobach przetrwania w lesie. Co zresztą rodzi uzasadnione podejrzenie, że żaden z trójki bohaterów jej nie przeczytał.

DSC_5694

Dialogi są jeszcze prostsze niż te, do których przyzwyczaiły nas filmy dla dorosłych, chociaż może to wydać się niemożliwe. A jednak. Bohaterowie biegają po lesie i bez końca krzyczą: „Heather, gdzie jesteś?”, „Josh, gdzie jesteś?”, „Mike, gdzie jesteś?” – i tak przez cały film. Dzięki temu, mimo że od obejrzenia filmu upłynęło niemal ćwierć wieku, to do dziś pamiętam imiona bohaterów.

Jednak to nie Heather, Josh ani Mike są głównymi bohaterami tej opowieści. To patyki, kamienie, drzewa grają tutaj pierwszoplanowe role. Oraz jeszcze więcej patyków i kamieni.

Oczywiście wszyscy już wiedzą, o jaki film chodzi. Mowa oczywiście o „Blair Witch Project”. Wkraczając do tego lasu mam właśnie takie skojarzenia. Jest ciemny, ponury i dziki. Na jego dnie (i nie tylko) leży mnóstwo gałęzi, z których nawet ktoś uformował „twarze”. Są także kamienie. Graniczne, z 1779 roku.

IMG_0602

IMG_0605

IMG_0606

IMG_0609

DSC_5793

DSC_5795

IMG_0670

DSC_5680

Brakuje tylko tajemniczych szmerów oraz biegania z kamerą i filmowania swoich własnych butów. Ewentualnie pleców jakiegoś faceta – jak w końcówce filmu.

IMG_0685

Ale to już niestety zostało wymyślone.

Zarobić kasy już się na tym nie da.

Niełatwo być superbohaterem

img20200425_20103483b 1b

Żar lał się z nieba. A przynajmniej tak zwykło się mówić. Kiedyś zastanawiałem się, jak by to było podróżować w tropikach, a dziś mam okazję to poczuć to na żywca. Co najciekawsze, wcale nie muszę jechać daleko aby tego doświadczyć.

img20220622_18312175

W tej chwili termometr wskazuje tylko „marne” + 36oC w cieniu. Marne, bo bywało tu znacznie więcej, chociaż trzeba zaznaczyć, że było to w środku lata a nie wiosną. Stary olejak znosi te temperatury ze stoickim spokojem. Na nim upały nie robią żadnego wrażenia.

IMG_2149

Szkoda że nie mogę powiedzieć tego o sobie. Jak te silniki to wytrzymują?

IMG_2146

Okazuje się, że nie wszystkie jednostki napędowe są jednak tak odporne. Wracając „drogą stu zakrętów”, kątem oka dostrzegłem stojącego na poboczu człowieka z motocyklem. Trudno było przyjrzeć się lepiej, bo było to na zalesionym dnie doliny, wyjeżdżało się z zakrętu i od razu trzeba było złożyć się w kolejny, tym razem idący pod górę. Jednak już ten krótki rzut oka wystarczył, aby dostrzec, że ktoś dzisiaj nie ma szczęścia.

Postanowiłem, że nie zostawię tego ktosia samego w takim upale. Tyle tylko, że trzeba było wyjechać najpierw na samą górę i dopiero wówczas można było zawrócić, bo tu kończyły się zakręty. W innym miejscu można było zbyt łatwo skończyć w charakterze ozdoby na maskę samochodową.

Po chwili byłem już na dole. Jak się okazało, na piaszczystym poboczu stała sobie Honda wraz ze zmartwioną właścicielką. „Rozrusznik nie kręci” – rzuciła tylko.

No tak, w tym przypadku możliwości jest wiele. Od prozaicznego padu akumulatora, poprzez różne czujniki przy sprzęgle, podstawce bocznej, aż do problemów głębszych i gorzej rokujących.

Prąd jest, to już coś. W najgorszym razie można będzie spróbować odpalić na pych. Motocykl nie jest specjalnie ciężki, dziewczyna też raczej filigranowa, więc mogłoby się udać, gdyby nie to, że stoimy na dnie doliny i jakby nie patrzeć, to w każdą stronę mamy pod górę. Trzeba by chyba było chyba najpierw wypchnąć motocykl na sam szczyt starym indiańskim sposobem, używając do tego celu drugiego motocykla, czyli zapierając się nogą o podnóżek pasażera. Tylko czy dawne, zaleczone złamanie nogi to wytrzyma?

Zaczynamy jednak od rzeczy najprostszych. Okazało się przy tym, że tak jak to wiele razy już mi wypominano, niepotrzebnie się martwiłem na zapas. Po w zasadzie nic nie zrobieniu motocykl zaskoczył jak gdyby nigdy nic, ku ogromnemu zdziwieniu właścicielki. Założyła w biegu kask i wskoczyła na motocykl, aby zdążyć wyjechać z doliny zanim maszyna znowu ewentualnie rzuci palenie. I tyle ją widziałem.

img20220620_14151076

Cóż, niełatwo być superbohaterem 😉

Saar – Lux – Lor, część 1/3

img20200425_20191896

Są na mapie miejsca wyjątkowe. Takie, gdzie w jednym miejscu schodzą się granice trzech państw. Teoretycznie są to trzy odrębne państwa i trzy różne regiony, jednak w zasadzie więcej je łączy niż dzieli.

Pewnego letniego popołudnia wpadłem na pomysł, aby spróbować pokazać to specyficzne miejsce na zdjęciach, ale w ten sposób, by nie dzielić go na poszczególne państwa i raczej postarać się ukazać jako jedną całość. Którą w jakimś stopniu przecież jest.

Same fotografie mają być dość przypadkowe. Nie ma jakiegoś sprecyzowanego planu, co do tematyki. Generalnie, na zdjęciach będzie to, co mnie w danym miejscu zainteresuje w jakiś szczególny sposób.

Żeby było trudniej, zdjęcia postanowiłem robić najprostszym kompaktem jaki udało mi się znaleźć, tak zwaną „Idiotenkamerą”. W myśl zasady że „mniej znaczy więcej”. W domyśle mniej techniki. Będzie to taki mały eksperyment. Sam jestem ciekaw, co z tego wyniknie.

Tymczasem pierwsza próbka zdjęć.

DSC07846

DSC07850

DSC07852

DSC07855

DSC07857

DSC07864

Ciąg Dalszy Nastąpi…

img20200425_20070651

Droga donikąd

img20200425_20191896

Myślę, że każdy ma swoje ulubione miejsca czy trasy. Drogi, które były zawsze idealne, ilekroć chciało się odpocząć od wszystkiego. Dawno temu, w swoim ówczesnym  miejscu zamieszkania też miałem taką. Wspaniały asfalt wśród lasów i zdziczałych łąk a także suchych wydm, wyglądających jak pustynia. Do dziś nie wiem, czy szosa ta miała jakąś nazwę. Charakterystyczną jej cechą było bowiem to, że prowadziła… do nikąd.

Kiedyś był tu poligon. Wówczas miała ona zapewne pierwszorzędne znaczenie dla obronności kraju. Jednak wtedy jej istnienie było tajemnicą państwową, tajne łamane przez poufne. Teraz ewentualnie jesienią przypominają sobie o niej lokalni grzybiarze, jednak i tak niezbyt tłumnie, jako że wojsko pozostawiło po sobie w tutejszych lasach mnóstwo „niespodzianek” mniejszego i większego kalibru. O czym nie omieszkały ostrzegać ustawione przy drodze tablice.

dscn0325

Mi to zupełnie nie przeszkadzało. Świadomość bycia jedynym przedstawicielem swojego gatunku w promieniu wielu kilometrów działała kojąco, pozwalając bez ograniczeń cieszyć się przyrodą i przestrzenią. A praktycznie zerowy ruch na drodze pozwalał na zatrzymywanie się w dowolnym miejscu i momencie.

dscn0351

Szosa ta stała się dla mnie w pewnym momencie „poligonem fotograficznym”. Odkryłem bowiem wówczas pewną stronę internetową, prowadzoną przez amerykańskiego fotografa, grafika i ogólnie artystę. Na swoich zdjęciach uwieczniał generalnie motocyklowe życie. Jego fotografie były dla mnie wówczas absolutnym mistrzostwem świata i okolic.

Ponieważ mam taką dziwną zasadę, że robiąc cokolwiek staram się to wykonać najlepiej jak to jest w danych warunkach możliwe, starałem się podpatrzeć i odgadnąć warsztat zawodowca. Z efektami raczej mało zadowalającymi. Brak umiejętności to jedna rzecz. Inna sprawa to sprzęt, którym się dysponuje. Niby każdy fotografik będzie do upadłego przekonywał i bronił tezy, że to człowiek robi zdjęcie a nie aparat, jednak prawda jest nieco bardziej złożona. Pewne minimum sprzętowe trzeba jednak mieć, żeby zasada ta mogła zadziałać.

dscn0327

Po latach dowiedziałem się, zresztą zupełnie przypadkowo, że za ową stroną internetową stoi nie pojedynczy człowiek a cały zespół.

Już mi trochę lżej na sercu.

img20200425_20070651

W poszukiwaniu spokoju

img20200425_20103483b 1b

Ostatnimi czasy nie możemy chyba narzekać na niedobór informacji, zajęć i wrażeń. Przynajmniej ja to wszystko tak odbieram. Po konfrontacji z rzeczywistością, z moich wielce ambitnych planów nie pozostało zbyt wiele. Chociaż nie, nadal pozostały plany, których jednak finalizacji jakoś specjalnie na horyzoncie jednak nie widać. Ale należy patrzeć pozytywnie. Podobno jak się sprawy uleżą to nabiorą większej mocy, nie tylko urzędowej.

W celu oderwania się od bieżących wydarzeń postanowiłem zrobić małą prasówkę internetowej prasy motocyklowej. Oprócz standardowych, wiosennych wpisów typu „polatane”, mamy również rodzynki. Jak zwykle niezawodny jest w tym temacie mój ulubiony portal. Ulubiony w sensie, że kiedyś był on bardzo fajną gazetą, która po upadku odrodziła się w Internecie, stając się motocyklowym pudelkiem. Tym razem trafiłem na artykuł pod wszystko mówiącym, klickbajtowym tytułem: „Co mnie wkur**”, albo jakoś tak. Tak sobie myślę, że szczęśliwi muszą być ludzie, którzy nie mają większych zmartwień niż to, że ktoś jeździ sobie na co dzień motocyklem z kuframi albo staje przede mną na światłach. Gdybym ja się zaczął przejmować takimi sprawami, natychmiast wybrałbym się do psychologa.

Może ja robię coś źle, ale używam motocykli z zasady tylko do odpoczynku i relaksu. Bardzo mocno oddzielając pracę od wypoczynku.

IMG_6584

Im bardziej zaś wyjeżdżam na odludzie, tym lepiej odpoczywam. Bez interkomu, z wyłączonym telefonem, bez nawigacji. Im mniej rozpraszaczy, tym lepiej. Po prostu tam, gdzie oczy poniosą.

W ciągu tych kilku godzin jazdy nie zostałem wyprowadzony z równowagi, ani razu nie podniosło mi się ciśnienie. Nie miałem potrzeby odczytać żadnych wiadomości ze świata. Inny świat. Niby nic specjalnego, a jednak są to niezapomniane chwile.

IMG_6590

Najgorszą sprawą jest powrót do rzeczywistości.

Wysokie loty

img20200425_20103483b

Nie wiem czym to było spowodowane, ale dziś, mimo wreszcie pięknej pogody, bardzo niewielu motocyklistów zdecydowało się wyjechać na drogi. Z jednej strony to dobrze, bo lubię jeździć w samotności. Z drugiej, jest to jednak nieco zastanawiające.

IMG_6425

Być może chodzi o ceny paliwa, które biją niechlubne rekordy. Niby giełdy światowe ogłosiły spadek cen, jednak na stacjach benzynowych jakoś tego na razie nie widać.

IMG_6426

Inna rzecz, że jakoś człowiek czuje się nieswojo, bawiąc się i sprawiając sobie takie drobne przyjemności, mając świadomość tego, że niedaleko rozgrywa się niewyobrażalna tragedia i cierpienie. Podobno w górach, za mgłą, człowiek uwalnia się od zmartwień. Chyba jednak nie jest to do końca prawdą.

I wcale mojego samopoczucia nie poprawia fakt, że zużywam jeszcze zeszłoroczne, „przedwojenne” paliwo…