The Wild One

Dziki

img20210624_14582942

Są takie pozycje filmowe, których nie znać wprost nie wypada. Jedną z nich jest kultowy film Laslo Benedeka „Dziki”. Możemy się dziś spierać, ile ten film zrobił złego a ile dobrego dla kultury motocyklowej. Istnieją bowiem ludzie, którym zdecydowanie wszedł on za mocno. Jedno jest jednak pewne – słyszał o nim zapewne każdy.

Oglądałem ten film kilka razy. Przy czym przyznaję, za pierwszym razem go nie zrozumiałem, popełniając przy tym typowy dla młodego człowieka błąd – oceniłem go z punktu widzenia dzisiejszego widza. Przez to film wydał mi się banalny i do tego źle zagrany.

Tymczasem sprawa jest dosyć skomplikowana. Z jednej strony faktycznie, scenariusz jest bardzo prosty. Można by rzec, że jest to kalka westernu w nowej, młodzieżowej odsłonie. Johnny i jego klub Black Rebels Motorcycle Club jeżdżą motocyklami od miasta do miasta, szukając rozrywki, którą zazwyczaj stanowi rozróba, ewentualnie psucie zabawy innym. Zewsząd przepędzani, trafiają w końcu do Wrighstville. Spokój peryferyjnego miasteczka zagłusza ryk silników motocyklowych, krzyki podpitych jeźdźców i muzyka płynąca z szaf grających. Miejscowy szeryf próbuje opanować sytuację, jednak brak mu stanowczości i zdecydowania. Tymczasem najgorsze dopiero ma nadejść – w miasteczku pojawia się nagle drugi, konkurencyjny klub motocyklowy…

DSC_3964

Scenariusz opiera się luźno na wstrząsającej relacji prasowej z „awantury w Hollister”. Artykuł był bardzo mocno przesadzony i okraszony specjalnie pozowanymi fotografiami. Zresztą, problemem nie było to, co się wydarzyło – albo lepiej –nie wydarzyło się w Hollister. Problemem nie był też sam tendencyjny artykuł, bo przecież nie była to pierwsza (ani także ostatnia) taka publikacja. Ten fenomen „moralnej paniki” doczekał się zresztą solidnej analizy naukowej. Awantura wybuchła później, wraz z reakcją AMA (American Motorcyclist Association) oraz wygłoszonym niedługo potem oświadczeniu jej sekretarza, A. Kuchlera, w którym padło słynne określenie „jednoprocentowcy”.

DSC_5387

Z drugiej strony film kreuje coś, czego jeszcze nie było. Nowy rodzaj bohatera. Buntownika który ma za nic zasady wyznawane przez społeczeństwo. W zasadzie można powiedzieć, że jest to antybohater.

No dobrze, cóż to jest za buntownik? Cóż to za „rozróba”? Według dzisiejszych standardów Hollywood, mieścina powinna być przez gang motocyklowy najpierw zdemolowana i splądrowana, potem spalona, następnie wysadzona w powietrze a na koniec na wszystko powinna spaść asteroida, żeby było bardziej efektownie i widowiskowo. Zanim jednak nastąpiłaby ostateczna zagłada, w przerwie w demolowaniu miasta główny bohater powinien wyryczeć to, co mu leży na wątrobie tak, żeby usłyszano go na drugiej półkuli.

Tyle tylko, że bunt Johnny’ego Strablera jest inny. To bunt dla samego buntu. Tu nie ma idei, którą chciałby przeciwstawić ogólnie przyjętym zasadom społecznym. On w sumie nawet nie jest przeciwko tym zasadom – on stoi obok nich, całkowicie je ignorując. Robi co chce i jak chce, a jeśli przypadkiem stanie mu na drodze społeczeństwo oraz jego normy i zwyczaje, to tym gorzej dla nich. Na tym polega właśnie „dzikość” głównego bohatera. Na jego kompletnej nieprzewidywalności. Nieprzenikniony wyraz twarzy postaci granej przez Marlona Brando jest zamierzony i nie jest skutkiem braków w warsztacie aktorskim, jak niektórzy sądzą. Podobnie jak niewyraźnie mamrotane pod nosem kwestie. Johnny ma bowiem kompletnie gdzieś, czy ktoś go słyszy i rozumie. Do tej roli Marlon Brando przygotowywał się zresztą bardzo starannie, spędzając dużo czasu z członkami ówczesnych gangów motocyklowych i podpatrując ich styl zachowania i mówienia.

Film był zakazany w Wielkiej Brytanii aż do 1968 roku, aby „nie sprowadzać młodzieży na złą drogę”. Tyle tylko, że wcale nie przeszkadzało to rockersom i modsom naparzać się między sobą według najlepszych amerykańskich wzorców. Brytyjska prasa reagowała zresztą podobnie do amerykańskiej.

Motocykl Triumph Thunderbird, którym jeździł Marlon Brando w filmie, był jego prywatną własnością. Wyjątkowo, logo producenta maszyny nie zostało ukryte. Wywołało to protesty ze strony importera motocykli Triumph, firmy Johnson Motors, która zaprotestowała przeciwko łączeniu oferowanych przez nich produktów z bohaterem granym przez Marlona Brando. Ale to oburzenie chyba nie było zbyt szczere, bowiem sprzedaż maszyn Triumph w Ameryce po premierze filmu gwałtownie wzrosła.

Lee Marvin, który tak brawurowo odegrał postać „Wino Willego”, specjalnie na potrzeby filmu nauczył się jeździć na motocyklu.

Początkowo reżyserem filmu miał być Fred Zinnemann.

Zdjęcia powstały w Burbank, Calabasas, Thousand Oaks oraz, oczywiście, w Hollister (Kalifornia, USA).

img20210624_14575787

13 Buntowników, czyli co nie wydarzyło się w Hollister

img20210209_13101960

Wiele lat temu natrafiłem na ciekawy artykuł o klubach motocyklowych, które były  inspiracją dla twórców kultowego filmu „Dziki” (The Wild One). Informacje w nim zawarte są o tyle cenne, że pochodziły z pierwszej ręki, w tym przypadku od jednego z członków „The 13 Rebels MC”.

Jakiś czas temu przypomniałem sobie o nim, podczas niezobowiązującej pogawędki na temat klubów motocyklowych. Okazało się, że po 12 latach odnalezienie go w odmętach Internetu jest bardzo trudne. Naszukałem się go strasznie i okrutnie. Aby zapobiec temu w przyszłości, postanowiłem zachować go u siebie w postaci dość luźnego tłumaczenia oraz linku prowadzącego do oryginalnego tekstu ze zdjęciami.

***

Kultowy film motocyklowy „Dziki” (The Wild One) z 1953 roku z udziałem Marlona Brando i Lee Marvina był luźno oparty na historii dwóch prawdziwych kalifornijskich klubów motocyklowych z tamtych czasów oraz ich rzekomym starciu w małym miasteczku Hollister w Kalifornii. Marlon Brando wcielił się w lidera „13 Buntowników” („The 13 Rebels MC”) Shella Thueta, podczas gdy Lee Marvin odegrał rolę „Chino”, wzorowanego na „Wino Willim” Forknerze, który był członkiem „Wojowników Gorzały” („The Boozefighters MC”). Zasadniczo kluby te nie rywalizowały ze sobą, chociaż „Wino Wille” był niegdyś członkiem „The 13 Rebels MC”, który poproszony został o opuszczenie klubu z powodu swego awanturniczego zachowania a wydarzenia w Hollister nigdy nie miały miejsca – a przynajmniej nie na taką skalę, jak przedstawiono to w magazynie „LIFE” czy w filmie „Dziki”.

Tak, niektórzy goście pili i trochę się pościgali – zdarza się. Co się natomiast rzeczywiście wówczas wydarzyło to narodziła się kontrkultura, której symbolem stały się podwinięte jeansy Levis 501, skórzane buty oraz kurtki Hello Schott Perfecto, demonizowane przez „normalne społeczeństwo”.

Historia „The 13 Rebels MC” (13 RMC) rozpoczyna się w 1937 roku, kiedy to Ernest „Tex” Bryant wraz z dwunastoma utytułowanymi kalifornijskimi motocyklistami postanawia założyć klub motocyklowy, stając się jego członami – założycielami. „The 13 Rebels MC” było i jest klubem uznawanym przez American Motorcycle Association (AMA). Chociaż nie jest najstarszym klubem w USA ( jest nim Yonkers MC z Yonkers w stanie Nowy Jork, założony w 1903 roku), to „13 RMC” ma bogatą tradycję wyścigową oraz barwną historię, która ukształtowała amerykański folklor motocyklowy.

img20210209_13110521

Do legendarnych członków „The 13 Rebel MC” należy Shell Thuet, który przez lata ścigał się oraz zbudował wiele amatorskich oraz sygnowanych przez wytwórnie motocykli wyścigowych; John i Ernie Roccio ścigali się w USA oraz Europie, występując jako U.S. Motorcycle Racing Team w latach pięćdziesiątych; William „Wino Wille” Forkner, który opuścił „The 13 Rebels MC” w 1946 roku i założył Boozefighters MC oraz Elmo Looper, znany z ratowania motocykli Crocker przed zagładą, kupując pozostałe części od AL. Crockera. Wiele z nich posłużyło później do odrestaurowania motocykli, których bez tego nie udałoby się uratować.

img20210209_13115719

Klub „The 13 Rebels MC” istnieje do dziś, posiadając swoje chaptery w różnych stanach. Jest nadal uznawany przez AMA, która nadała mu „status historyczny”, potwierdzający jego ponad pięćdziesięcioletnią historię. „The 13 Rebels MC” istnieje po to, by podtrzymywać ducha oraz tradycje oryginalnych klubów motocyklowych.

„Jesteśmy klubem motocyklowym zorientowanym na rodzinę, który łączy braterstwo, koleżeństwo oraz zamiłowanie do sportu motocyklowego”.