Mahlknopf

Rzymski pałac Nennig

DSCN8411

Kwietniowe słońce, mimo wczesnej pory, grzało już całkiem mocno. Na tyle mocno, że wypychając zaprzęg z garażu zacząłem na serio zastanawiać się, czy aby nie przesadziłem z ubraniem. Jednak za dużo grubej odzieży to nie problem. Zawsze można coś zrzucić. Gorzej w drugą stronę. Niestety, kwietniowa pogoda pokazała, na co ją stać. Kilka godzin później nadciągnęły chmury i chociaż nie padało, to nagle zrobiło się bardzo chłodno a ja zacząłem naprawdę żałować, że nie wziąłem jeszcze więcej ciepłych ubrań oraz zimowych rękawic. A miało być tak cudownie… Na dodatek z silnika zaczęły dobiegać specyficzne odgłosy. Wskazywały one, że jednostka napędowa pracuje z największym wysiłkiem. Czyżby działo się coś niedobrego? Po zatrzymaniu okazało się, że z zestawem jest wszystko w porządku. Przyczyną dziwnych odgłosów silnika był silny wiatr. Niestety, wózek – a w szczególności jego niemal pionowa szyba, to duża powierzchnia czołowa. W sumie to mogłem ją zdemontować i zostawić, jednak jeszcze kilka godzin temu było bezwietrznie… A teraz nie mam jak. Wszystkiego, panie, nie przewidzisz. Pozostaje męczyć silnik i siebie, drąc na trójce pod górę i zjeżdżając na czwórce, przy czym nawet wówczas zestaw nie bardzo ma ochotę się rozpędzać. Mam tylko nadzieję, że przy nieco większej prędkości i niższych obrotach uda się chociaż trochę schłodzić spracowany silnik. Na chwilę zatrzymuję się we francuskiej wiosce pod miniaturką wieży Eiffla. Byłem tu już kiedyś, kilka lat temu. Jest to bardzo ciekawe miejsce i nie chodzi bynajmniej o samą wieżę. To tutaj stykają się granice trzech państw-Francji, w której się obecnie znajduję, Luksemburga kilkadziesiąt metrów dalej za rzeką Mozelą oraz Niemiec, znów kilkadziesiąt metrów w prawo. Gdyby ktoś powiedział mi 15 lat temu, gdzie będę podróżował (i czym), to na pewno bym  nie uwierzył… DSCN8418 Dalej jadę w stronę Niemiec. Wiejskie drogi wiją się wśród wzgórz. Pagórki pokryte są mozaiką lasów i pól. Czuć już wiosnę. Drzewa całe w pąkach i kwiatach, na polach już niedługo zakwitnie rzepak. Od czasu do czasu czuć przemiły, słodki zapach, delikatny ale jednak wyraźny. Dochodzi od strony lasu. To podobno mech tak pachnie. Kto by pomyślał. Lasy się kończą. Ostatnie zakręty wiejskiej szosy. Następnie skrzyżowanie z drogą główną. Z niej można dojechać do węzła autostradowego albo do jednej z ostatnich wiosek – Nennig. Skręcam w kierunku wsi. Znajdują się tu jedne z najciekawszych zabytków z czasów rzymskich po tej stronie Alp. Kilkaset metrów przed wsią daje się zauważyć ciekawy kopiec – pagórek. DSCN8411 Dawne podania mówiły, że mieszkały w nim krasnoludy i elfy. W rzeczywistości jest to kurhan – grobowiec z czasów rzymskich. Rzymianie władali tym terenem od I w p. n. e. aż do V w n. e. Sam kopiec zwany jest przez mieszkańców „Mahlknopf” i współcześnie datowany jest na II wiek n. e. Jest konstrukcją ziemną jednak prawdopodobnie w czasach swojej świetności wyłożony był warstwą wapienia. DSC_7577 Średnica jego to około 44,5 metra a wysokość dochodzi do 10 metrów, co daje łącznie około 30 000 metrów sześciennych ziemi. Podobno otwarto go w 1819 roku, przy okazji odnajdując wyroby ze szkła, ceramikę i żelazny miecz. Jednak przedmioty te zaginęły bez śladu. DSCN8409 Bardzo prawdopodobne jest, że jest to miejsce ostatniego spoczynku dawnych właścicieli pobliskiej willi rzymskiej, od której dzieli mnie już tylko kilkaset metrów. DSCN8407 Wśród ciasnej zabudowy wsi Nennig wprawne oko wypatrzy niepozorną bramę. Może trudno w to uwierzyć, ale znajdują się tu pozostałości jednej z największych rzymskich willi na północ od Alp. DSC_7632 Chociaż „willa” to zbyt małe słowo dla tej budowli. Sam tylko budynek główny miał 140 metrów długości a powierzchnia hollu to, bagatelka, co najmniej 160 metrów kwadratowych. A do tego należy dodać jeszcze kuchnię, łaźnię oraz spinające to wszystko w jedną całość łączniki!

DSC_7622 DSC_7630 DSC_7618 DSC_7619

Tak wyglądał pałac w czasach swojej świetności:

DSC_7594 DSC_7606

Jak to zwykle bywa, pozostałości pałacu odkryto zupełnym przypadkiem. W 1852 roku pewien rolnik, (o ironio) podczas kopania buraków natknął się na kolorowe kamyki które układały się w obraz przedstawiający lwa i strażnika. W latach 1866-76 przeprowadzono tu pierwsze prace archeologiczne, w wyniku których odkryto pozostałości jednego z największych domów rzymskich w tej części świata a także największe i najlepiej zachowane mozaiki podłogowe. Kompletność ich wynosi ponad 90%. Brakuje tylko jednego fragmentu, w miejscu którego umieszczono napis upamiętniający ich odkrycie i rekonstrukcję. DSCN8116 DSCN8117 DSC_7593 DSC_7616

Możemy zobaczyć „typowe rozrywki” tamtych czasów: walki gladiatorów, polowanie na zwierzęta, krwawe walki zwierząt.

DSC_7586 DSC_7588 DSC_7599 DSC_7600 DSC_7611 DSC_7589

Widząc na mozaice lwa tarmoszącego oderwaną, krwawiącą głowę innego zwierzęcia, walki ludzi na śmierć i życie ku uciesze gawiedzi czy szlachtowanie zwierząt dla rozrywki przypomina mi się niedawna rozmowa ze znajomym na temat „dzisiejszego upadku obyczajów”, poruszonego jakimś debilnym „szoł” w telewizji. Cóż, tania sensacja zawsze dobrze się sprzedawała, sprzedaje i najprawdopodobniej tak już pozostanie. DSC_7612 Z drugiej strony patrząc, jedyną powszechnie dziś akceptowalną formą rozrywki z tamtych czasów są muzykanci… To w sumie pocieszające. Oznacza że jako ludzkość jednak złagodnieliśmy. DSCN8147