Kawasaki GPZ 750

Paskowatości

img20200425_20103483b

„Kto drogi prostuje, ten w domu nie nocuje.” Ta stara ludowa mądrość o mało co dziś się nie sprawdziła. Ale z drugiej strony, „kto nie ryzykuje…”

A rzecz cała zaczęła się niewinnie. Jak zwykle od sprawdzenia, dokąd prowadzi droga nieobjęta zakazem wjazdu. Bo tak to już tutaj jest, że wszystkie drogi w tej okolicy obstawione są zakazami wjazdu. Za wyjątkiem jednej. A to już jest ciekawe.

Jak się okazało, interesująca mnie szosa nie prowadziła do żadnego interesującego miejsca. Kończyła się w małej miejscowości, takiej którą to miał na myśli poeta, mówiąc o „stu tysiącach jednakowych miast”.  Nic ciekawego, za to ciężko zawrócić na wąskiej drodze i do tego na pochyłości.

Za to miejsca, przez które owa droga wiodła, były epickie. Przede wszystkim tematem przewodnim są tu paski i prążki. Pola i łąki są tu we wzorki. Co chwila przystaję, aby to uwiecznić. To zjawisko efemeryczne, więcej już się nie powtórzy.

DSC_8087

IMG_2915

Pogoda też jest w prążki, to znaczy co chwilę pojawia się symboliczna mżawka. Taka, co to pozostawia na szybce kasku kilkanaście kropli wody i duże poczucie niedosytu.

DSC_8085

Nie padało już od tygodni i wszystko jest wysuszone na wiór. Przypomina o tym porzucony na polu wrak spalonej maszyny rolniczej.

DSC_8072

IMG_2917

Rozglądanie się i podziwianie krajobrazów nie jest najmądrzejszą metodą postępowania, kiedy jedzie się motocyklem po polnych drogach. Na rozrzuconą na całej jezdni sieczkę zwróciłem już uwagę wcześniej, pilnując się, żeby na nią nie wjeżdżać. Jednak w którymś momencie zagapiłem się i na zakręcie nieopatrznie pozwoliłem tylnej oponie po niej przejechać. Wystarczyło.

IMG_2942

Okazała się ona śliska jak lód. Maszynę ścięło natychmiast, mimo niewielkiej prędkości nie było już w zasadzie nic do roboty. Tylne koło uciekło na zewnątrz, maszyna przeważyła się na prawą stronę, kierownica z trzaskiem doszła do lewego ogranicznika…

Przez głowę przeleciała mi jeszcze tylko myśl, że to wstyd wywalić się w tak głupi sposób. Zaraz jednak się zreflektowałem, że w mądry sposób nie da się przecież położyć motocykla. Zawsze leży się przez głupotę.

Jednak tym razem stało się coś, co już mnie kilka razy na tej maszynie zdziwiło. Oto kierownica odbiła niemal samoczynnie w drugą stronę, potem jeszcze kilka razy, jednak za każdym razem z mniejszą amplitudą, a ćwierć tony stali wyprostowało się samo. Oczywiście, o zmieszczeniu się w zakręcie nie było już nawet mowy, ale po rżysku też da się jeździć bez problemu.

Tym oto sposobem stoję znowu na kołach. Maszyna wykaraskała się z przechyłu, z którego już nie powinna się podnieść. Nie pierwszy raz.

IMG_2937

Pamiętam wiele lat temu jesienny wyjazd w Ardeny. Deszczowo, błoto na drogach, do tego zwierzęta… Powinienem jednego dnia leżeć ze cztery razy. Ale nie leżałem. Ani razu.

IMG_2945

Czy to dowód na to, że maszyny mają duszę? Tego nie umiem powiedzieć.

Rust and Dust

img20200425_20191896

Czasem temat sam potrafi złapać człowieka. Tak jak to było w przypadku tego letniego poranka, gdy mimo wczesnej pory upał dawał się już we znaki. Po południu temperatura będzie na pewno nie do wytrzymania.

IMG_1206

IMG_1210

Czuć, że to już południowa Francja. Sucho i gorąco. Prowincjonalne zadupie.

IMG_1215

IMG_1212

Zamiast trzymać się utartych szlaków, niczym normalni turyści, trafiam na jakieś tereny postindustrialne, gdzie zwykły człowiek raczej się nie zapuszcza, a jeśli już tu trafi, to czym prędzej ucieka.

IMG_1220

Stare hale fabryczne z farbą niemal zupełnie wyblakłą od słońca, zakurzone regały na których rdzewieją jakieś dziwne produkty…

IMG_1221

IMG_1222

Dla mnie jednak takie miejsca mają swoisty urok. Może trudno dostrzegalny, nieoczywisty, ale jednak na swój sposób są interesujące.

IMG_0991

Lubię takie klimaty 🙂

Chmurowatość

img20200425_20103483b

Zupełnie nieoczekiwanie tematem przewodnim tej wycieczki stały się chmury. To właśnie one uczyniły ją niezapomnianą. Te kształty, kolory i kontrasty… Coś niesamowitego.

DSC08045

Żałować tylko należy, że jedynym urządzeniem do łapania obrazów, które akurat miałem przy sobie, był superzoom. Niestety, jego funkcje „manualne” są mocno kulawe, do tego uniemożliwia on użycie filtrów, które mogłyby dodatkowo ukazać piękno chmur. Był taki czas kiedy uważałem, że istnieje rozsądny kompromis pomiędzy aparatem systemowym a kompaktem. Dziś wiem, że takowy kompromis, mimo iż istnieje, to zawsze w ten czy inny sposób skazuje nas na porażkę.

DSC08048

Wielka szkoda. Chociaż zdjęcia wyszły i tak nieźle, zważywszy na klasę sprzętu przy użyciu którego zostały wykonane.

DSC08041

Miejsce dla mnie szczególne. To tutaj, wiele lat temu, po raz pierwszy przekroczyłem granicę francuską. Na motocyklu. Miejsce, które nawet ciężko jest zlokalizować, bo znajduje się za stodołą, a droga która do niego prowadzi wygląda tak, jakby wiodła tylko i wyłącznie do chłopskiej zagrody. Dalej jest tylko zardzewiały szlaban, którego chyba nawet nie dałoby się zamknąć, od tylu lat stoi otwarty na oścież. A potem tylko tablica z nazwą państwa i otwarta przestrzeń.

DSC08044

Więcej chmur.

DSC08039

Miejscówka znana już z innego wpisu, chociaż widziana wówczas z innego kierunku.

DSC08052

Nadal nie wiem, o co chodzi 🙂

Saar – Lux – Lor, część 2/3

img20200425_20191896

Region Saary, Luksemburga i Lotaryngii jest dość spójny kulturowo i historycznie. Zajmuje on powierzchnię 36 700 km2 a zamieszkuje go niemal pięć milionów osób. Czasem w jego skład zalicza się jeszcze część niemieckiej Nadrenii oraz Belgijskiej Walonii. Wówczas mówi się o „Wielkim Regionie”.

Niesamowitą jest to, że mimo różnych historycznych zaszłości i doświadczeń, ludzie potrafią jednak ze sobą współpracować w swoim własnym, dobrze rozumianym interesie.

A w dzisiejszym odcinku: Schengen i Muzeum Europejskie oraz Kolumny Narodów, spacer nad Mozelą oraz luksemburska „parada słoni”.

DSC07840

DSC07842

DSC07875

DSC07890

DSC07892

DSC07894

DSC07902

DSC07906

Ciąg Dalszy Nastąpi…

img20200425_20070651

Niełatwo być superbohaterem

img20200425_20103483b 1b

Żar lał się z nieba. A przynajmniej tak zwykło się mówić. Kiedyś zastanawiałem się, jak by to było podróżować w tropikach, a dziś mam okazję to poczuć to na żywca. Co najciekawsze, wcale nie muszę jechać daleko aby tego doświadczyć.

img20220622_18312175

W tej chwili termometr wskazuje tylko „marne” + 36oC w cieniu. Marne, bo bywało tu znacznie więcej, chociaż trzeba zaznaczyć, że było to w środku lata a nie wiosną. Stary olejak znosi te temperatury ze stoickim spokojem. Na nim upały nie robią żadnego wrażenia.

IMG_2149

Szkoda że nie mogę powiedzieć tego o sobie. Jak te silniki to wytrzymują?

IMG_2146

Okazuje się, że nie wszystkie jednostki napędowe są jednak tak odporne. Wracając „drogą stu zakrętów”, kątem oka dostrzegłem stojącego na poboczu człowieka z motocyklem. Trudno było przyjrzeć się lepiej, bo było to na zalesionym dnie doliny, wyjeżdżało się z zakrętu i od razu trzeba było złożyć się w kolejny, tym razem idący pod górę. Jednak już ten krótki rzut oka wystarczył, aby dostrzec, że ktoś dzisiaj nie ma szczęścia.

Postanowiłem, że nie zostawię tego ktosia samego w takim upale. Tyle tylko, że trzeba było wyjechać najpierw na samą górę i dopiero wówczas można było zawrócić, bo tu kończyły się zakręty. W innym miejscu można było zbyt łatwo skończyć w charakterze ozdoby na maskę samochodową.

Po chwili byłem już na dole. Jak się okazało, na piaszczystym poboczu stała sobie Honda wraz ze zmartwioną właścicielką. „Rozrusznik nie kręci” – rzuciła tylko.

No tak, w tym przypadku możliwości jest wiele. Od prozaicznego padu akumulatora, poprzez różne czujniki przy sprzęgle, podstawce bocznej, aż do problemów głębszych i gorzej rokujących.

Prąd jest, to już coś. W najgorszym razie można będzie spróbować odpalić na pych. Motocykl nie jest specjalnie ciężki, dziewczyna też raczej filigranowa, więc mogłoby się udać, gdyby nie to, że stoimy na dnie doliny i jakby nie patrzeć, to w każdą stronę mamy pod górę. Trzeba by chyba było chyba najpierw wypchnąć motocykl na sam szczyt starym indiańskim sposobem, używając do tego celu drugiego motocykla, czyli zapierając się nogą o podnóżek pasażera. Tylko czy dawne, zaleczone złamanie nogi to wytrzyma?

Zaczynamy jednak od rzeczy najprostszych. Okazało się przy tym, że tak jak to wiele razy już mi wypominano, niepotrzebnie się martwiłem na zapas. Po w zasadzie nic nie zrobieniu motocykl zaskoczył jak gdyby nigdy nic, ku ogromnemu zdziwieniu właścicielki. Założyła w biegu kask i wskoczyła na motocykl, aby zdążyć wyjechać z doliny zanim maszyna znowu ewentualnie rzuci palenie. I tyle ją widziałem.

img20220620_14151076

Cóż, niełatwo być superbohaterem 😉

Lekcja cierpliwości

img20200425_20103483b 1b

Uruchamianie starego olejaka po dłuższym przestoju nie jest łatwym zadaniem. Wymaga to cierpliwości, skupienia i opanowania emocji godnych mistrza Kung Fu. Stary motocykl starej szkoły. Dla mnie jest to pewien rytuał wypracowany przez długie lata doświadczeń. Odpowiednia sekwencja czynności, których wykonanie we właściwych momentach skutkuje uruchomieniem silnika zwykle za pierwszą, maksymalnie drugą próbą. Do wszystkiego tutaj należy podchodzić „sposobem”.

Tu nie ma miejsca na pośpiech, nerwy, czy pójście na skróty – chyba, że chcesz zalać świece na amen. Bo to nie jest motocykl dla nerwowców, którzy się ciągle śpieszą. Tu czas płynie wolniej.

IMG_8661

Cóż, skoro chciałeś mieć „oldtimera”, to masz co chciałeś 😉

W poszukiwaniu spokoju

img20200425_20103483b 1b

Ostatnimi czasy nie możemy chyba narzekać na niedobór informacji, zajęć i wrażeń. Przynajmniej ja to wszystko tak odbieram. Po konfrontacji z rzeczywistością, z moich wielce ambitnych planów nie pozostało zbyt wiele. Chociaż nie, nadal pozostały plany, których jednak finalizacji jakoś specjalnie na horyzoncie jednak nie widać. Ale należy patrzeć pozytywnie. Podobno jak się sprawy uleżą to nabiorą większej mocy, nie tylko urzędowej.

W celu oderwania się od bieżących wydarzeń postanowiłem zrobić małą prasówkę internetowej prasy motocyklowej. Oprócz standardowych, wiosennych wpisów typu „polatane”, mamy również rodzynki. Jak zwykle niezawodny jest w tym temacie mój ulubiony portal. Ulubiony w sensie, że kiedyś był on bardzo fajną gazetą, która po upadku odrodziła się w Internecie, stając się motocyklowym pudelkiem. Tym razem trafiłem na artykuł pod wszystko mówiącym, klickbajtowym tytułem: „Co mnie wkur**”, albo jakoś tak. Tak sobie myślę, że szczęśliwi muszą być ludzie, którzy nie mają większych zmartwień niż to, że ktoś jeździ sobie na co dzień motocyklem z kuframi albo staje przede mną na światłach. Gdybym ja się zaczął przejmować takimi sprawami, natychmiast wybrałbym się do psychologa.

Może ja robię coś źle, ale używam motocykli z zasady tylko do odpoczynku i relaksu. Bardzo mocno oddzielając pracę od wypoczynku.

IMG_6584

Im bardziej zaś wyjeżdżam na odludzie, tym lepiej odpoczywam. Bez interkomu, z wyłączonym telefonem, bez nawigacji. Im mniej rozpraszaczy, tym lepiej. Po prostu tam, gdzie oczy poniosą.

W ciągu tych kilku godzin jazdy nie zostałem wyprowadzony z równowagi, ani razu nie podniosło mi się ciśnienie. Nie miałem potrzeby odczytać żadnych wiadomości ze świata. Inny świat. Niby nic specjalnego, a jednak są to niezapomniane chwile.

IMG_6590

Najgorszą sprawą jest powrót do rzeczywistości.