garażowe przemyślenia

Ten pierwszy

img20200425_20103483b

Po latach najlepiej wspomina się zwykle ten pierwszy motocykl. A przynajmniej takie wnioski płyną z opowieści wielu osób. Rzeczą oczywistą jest, że w tych wspomnieniach mimo wszystko pewne rzeczy się idealizuje, jednak chyba nie do końca tak jest. Za pierwszym razem wszystko bowiem smakuje inaczej. Wszystko jest nowe, dopiero odkrywane.

IMG_1421bw

Ta maszyna była moim pierwszym motocyklem, który „rokował” na przyszłość – w tym sensie, że posiadał komplet dokumentów umożliwiających jego rejestrację oraz  można było o nim powiedzieć, że coś z niego jeszcze będzie.

Pamiętam doskonale dumę, z którą nosiłem w portfelu dowód rejestracyjny. Byłem już przecież motocyklistą pełną gębą. Niczego nie zmieniał przy tym fakt, że na co dzień musiałem jeździć autobusem lub tramwajem, bowiem motocykl, jak to wówczas często bywało, kupiony był w stanie niejeżdżącej ruiny. Tę kupę złomu trzeba było sobie później doprowadzić do stanu jeżdżącego. Ten etap zajął mi kilka długich lat. Takie były czasy. Dziś może brzmieć to co najmniej dziwnie, bo ludzie narzekają, gdy muszą czekać tydzień na odbiór zamówionego motocykla, skarżąc się całemu światu, że to „długo”.

IMG_1410bw

A potem było już z górki. Pierwsze nieśmiałe wycieczki w koło komina, później coraz dalej, aż w końcu przyszedł czas na przekroczenie granic. Także tych, które podpowiadał zdrowy rozsądek.

Mimo wielu przeciwności losu zachowałem go do dziś, chociaż momentami było to piekielnie trudne wyzwanie. Gdzie my nie byliśmy…

IMG_1406

Gdyby motocykle mogły mówić… Chociaż może dobrze, że nie mogą.

O rzeczy nieprzemijaniu

img20200425_20103483b

Kiedyś było łatwiej. Przynajmniej w niektórych sprawach. Gdy posiadałeś dwudziestopięcioletni motocykl, to już byłeś graciarzem pełną gębą. Było to proste i oczywiste. Miałeś stary motocykl to nawet wyjazd do sklepu po bułki był wyzwaniem i przygodą. Podczas takiej wyprawy wydarzyć się bowiem mogło dosłownie wszystko. Nawet dziś, gdy człowiek patrzy na dawne fotografie, to wszystko wydaje się na nich stare i podniszczone.

Dzisiaj nawet czterdziestoletni motocykl wcale nie musi wyglądać staro. Wręcz przeciwnie, może swój wiek doskonale maskować. Zarówno wizualnie, jak i technicznie.

Ot, taka GPz 900R. Mimo 37 lat na karku wcale nie odbiega w codziennym użytkowaniu od sprzętów całkiem współczesnych. Gdy na nią patrzę, to sam nie bardzo mogę w to uwierzyć. Rzecz, która chyba nigdy nie przestanie mnie fascynować – że można było wymyśleć przyszłość i zaplanować motocykl, który przez kolejną dekadę nadal będzie świeży i nowoczesny. Maszynę, która przez 19 lat produkcji nie będzie wymagała praktycznie żadnych zmian. Bo umówmy się, wymiana widelca przedniego czy hamulców to nie są jakieś istotne ingerencje w konstrukcję samego pojazdu.

IMG_8619

Kiedyś czterdziestoletni motocykl to już musiał być gruchot, którym strach było wyjechać gdziekolwiek. Dziś jedynym ograniczeniem jest w zasadzie wyobraźnia użytkownika. Do sklepu po bułki? Nie ma sprawy. Krótki, jednodniowy wypad za miasto? Jasna sprawa. A może wycieczka do innego kraju? Ależ nie ma sprawy!

To dokąd chcesz dziś pojechać?

Lekcja cierpliwości

img20200425_20103483b 1b

Uruchamianie starego olejaka po dłuższym przestoju nie jest łatwym zadaniem. Wymaga to cierpliwości, skupienia i opanowania emocji godnych mistrza Kung Fu. Stary motocykl starej szkoły. Dla mnie jest to pewien rytuał wypracowany przez długie lata doświadczeń. Odpowiednia sekwencja czynności, których wykonanie we właściwych momentach skutkuje uruchomieniem silnika zwykle za pierwszą, maksymalnie drugą próbą. Do wszystkiego tutaj należy podchodzić „sposobem”.

Tu nie ma miejsca na pośpiech, nerwy, czy pójście na skróty – chyba, że chcesz zalać świece na amen. Bo to nie jest motocykl dla nerwowców, którzy się ciągle śpieszą. Tu czas płynie wolniej.

IMG_8661

Cóż, skoro chciałeś mieć „oldtimera”, to masz co chciałeś 😉

W poszukiwaniu spokoju

img20200425_20103483b 1b

Ostatnimi czasy nie możemy chyba narzekać na niedobór informacji, zajęć i wrażeń. Przynajmniej ja to wszystko tak odbieram. Po konfrontacji z rzeczywistością, z moich wielce ambitnych planów nie pozostało zbyt wiele. Chociaż nie, nadal pozostały plany, których jednak finalizacji jakoś specjalnie na horyzoncie jednak nie widać. Ale należy patrzeć pozytywnie. Podobno jak się sprawy uleżą to nabiorą większej mocy, nie tylko urzędowej.

W celu oderwania się od bieżących wydarzeń postanowiłem zrobić małą prasówkę internetowej prasy motocyklowej. Oprócz standardowych, wiosennych wpisów typu „polatane”, mamy również rodzynki. Jak zwykle niezawodny jest w tym temacie mój ulubiony portal. Ulubiony w sensie, że kiedyś był on bardzo fajną gazetą, która po upadku odrodziła się w Internecie, stając się motocyklowym pudelkiem. Tym razem trafiłem na artykuł pod wszystko mówiącym, klickbajtowym tytułem: „Co mnie wkur**”, albo jakoś tak. Tak sobie myślę, że szczęśliwi muszą być ludzie, którzy nie mają większych zmartwień niż to, że ktoś jeździ sobie na co dzień motocyklem z kuframi albo staje przede mną na światłach. Gdybym ja się zaczął przejmować takimi sprawami, natychmiast wybrałbym się do psychologa.

Może ja robię coś źle, ale używam motocykli z zasady tylko do odpoczynku i relaksu. Bardzo mocno oddzielając pracę od wypoczynku.

IMG_6584

Im bardziej zaś wyjeżdżam na odludzie, tym lepiej odpoczywam. Bez interkomu, z wyłączonym telefonem, bez nawigacji. Im mniej rozpraszaczy, tym lepiej. Po prostu tam, gdzie oczy poniosą.

W ciągu tych kilku godzin jazdy nie zostałem wyprowadzony z równowagi, ani razu nie podniosło mi się ciśnienie. Nie miałem potrzeby odczytać żadnych wiadomości ze świata. Inny świat. Niby nic specjalnego, a jednak są to niezapomniane chwile.

IMG_6590

Najgorszą sprawą jest powrót do rzeczywistości.

Wysokie loty

img20200425_20103483b

Nie wiem czym to było spowodowane, ale dziś, mimo wreszcie pięknej pogody, bardzo niewielu motocyklistów zdecydowało się wyjechać na drogi. Z jednej strony to dobrze, bo lubię jeździć w samotności. Z drugiej, jest to jednak nieco zastanawiające.

IMG_6425

Być może chodzi o ceny paliwa, które biją niechlubne rekordy. Niby giełdy światowe ogłosiły spadek cen, jednak na stacjach benzynowych jakoś tego na razie nie widać.

IMG_6426

Inna rzecz, że jakoś człowiek czuje się nieswojo, bawiąc się i sprawiając sobie takie drobne przyjemności, mając świadomość tego, że niedaleko rozgrywa się niewyobrażalna tragedia i cierpienie. Podobno w górach, za mgłą, człowiek uwalnia się od zmartwień. Chyba jednak nie jest to do końca prawdą.

I wcale mojego samopoczucia nie poprawia fakt, że zużywam jeszcze zeszłoroczne, „przedwojenne” paliwo…

Samotność motocyklisty

img20200727_17174050

Początki zwykle bywają ciężkie. Żadna nowość. Szczególnie, gdy na pierwszy „prawdziwy”, a przede wszystkim legalny motocykl wybiera się starego gruza, zamiast czegoś w miarę współczesnego. Taki a nie inny wybór ma swoje zady i walety. Albo odwrotnie.

Przede wszystkim, mało kto chce z Tobą jeździć. Raz, że Twój pojazd szybki to może i był w Peerelu, pośród Maluchów i Trabantów, dziś jednak zaliczany jest raczej do kategorii pojazdów wolnobieżnych. Jakby tego było mało, psuje się średnio co siedemnaście kilometrów. W dobrych układach. Trudno wymagać od sprzętu, który ostatnie dwie dekady przeleżał w chłopskiej stodole pod stertą złomu i śmieci, aby był od razu gotowy na podbój świata. Albo choćby powiatu.

Ty masz to zrozumienie, jednak niekoniecznie inni, po wymuszonym po raz pięćdziesiąty drugi postoju technicznym. Bo znów coś się: urwało/pękło/odpadło/odkręciło/zatkało/odłączyło/itd. – niepotrzebne skreślić.

DSCN3760

Tak więc jeździsz sam. Po jakimś czasie odrywasz, że ta samotność w trasie ma jednak ma swoje plusy dodatnie. Przede wszystkim jedziesz gdzie chcesz i jak chcesz. Żadnych kompromisów. Robisz postoje, kiedy masz na to ochotę, ewentualnie kiedy tak chce Twój motocykl. Bo znów się coś: odkręciło/odpadło/urwało/itd…

Ale zmienia się coś jeszcze. Zmienia się Twoje nastawienie, zarówno do motocykla, jak i motocyklizmu w ogóle. Z motocyklem zaczyna łączyć Cię coś więcej, niż tylko rata kredytu do spłacenia, a każdy pokonany kilometr zaczyna być swoistym przeżyciem. Bo wiesz, jak mało kto, że to wcale nie jest takie oczywiste. To Twoja zasługa, że sterta metalu, plastiku i gumy jedzie dalej. Wiesz, że jakoś dacie sobie radę. Tak, dokładnie tak. Bo jesteście od siebie zależni.

Przestaje Cię interesować, co jest dziś modne, jakie gadżety warto mieć. Bo wiesz, że to Ci do niczego tak naprawdę nie jest potrzebne. Mało tego, odwracają uwagę od tego co istotne, a jednocześnie nieuchwytne i nienazwane. Już nie chodzi o to, żeby jechać szybciej, dalej… Wiesz o co chodzi, chociaż trudno ubrać to w słowa. Odkryłeś, że motocyklizm to w rzeczywistości przestrzeń wielowymiarowa. A co najciekawsze, im więcej tych wymiarów poznasz, tym więcej pozostaje jeszcze do odkrycia.

DSCN3761

Mówi się, że motocyklowi graciarze są inni.

img20200425_20070651

Coś w tym jednak jest.

Stare, dobre czasy (?)

img20200425_20103483

Czasem podczas niepozornej wycieczki zbiera się nagle człowiekowi na wspomnienia i sentymenty. Z tym niestety trzeba być ostrożnym. Pewne sprawy z czasem ulegają wygładzeniu i upiększeniu, my sami byliśmy młodsi, wszystko było piękniejsze, smakowało lepiej…

Upływ czasu zakrzywia perspektywę i wypacza obraz przeszłości. Pamiętam doskonale swoje pierwsze motocyklowe kroki.

IMG_2287

Motocykle, które kupowałem to były ruiny, które trzeba było przynieść do domu na własnych plecach. O tym, aby na nich jeździć nie było nawet mowy. Dobrze było, jeśli nadawały się do pchania.

IMG_2291

Nie przeszkadzało to oczywiście marzyć o podróżach. Niekoniecznie bardzo dalekich. Bo wówczas właśnie wyjazdy w nieznane wydawały mi się być istotą motocyklizmu. Niestety, posiadany wówczas zasób środków płatniczych pozwalał na dokonanie co najwyżej kilku napraw grata w sezonie. Motocykl albo podróże – wybierz jedno. Na nic zdał się artykuł w jednej z poczytnych motocyklowych gazet, gdzie redaktor udowadniał matematycznie, że da się przecież za najniższą wypłatę zwiedzać świat na motocyklu. Wystarczy ją odkładać przez rok i cyk – mamy środki na zakup motocykla, jego serwis oraz wyjazd na drugi koniec Europy i z powrotem! Przecież matematyka nie kłamie – najniższa wypłata razy dwanaście… Zapomniał tylko o jednym, małym szczególe. Przez ten rok wypadałoby najlepiej nie istnieć, aby nie jeść, nie mieszkać i nie mieć żadnych zobowiązań i rachunków do płacenia.

IMG_2292

Z czasem sytuacja się zmieniła. Nie tylko finansowa. Także światopoglądowa. Okazało się, że podróże na motocyklu to tylko jeden z przejawów szerszego zjawiska, jakim jest motocyklizm. Trafiłem na dwie strony internetowe, które całkowicie zmieniły mój pogląd na świat. Powstały one co prawda w dwóch różnych częściach świata i odnosiły do zupełnie różnych rzeczywistości, jednak w głębszej perspektywie znakomicie się wzajemnie uzupełniały. Jedna z nich to „nasz” nieodżałowany „Wolny Wydech”, gdzie jakość i w ogóle sam sposób pisania tekstów był niezrównanym mistrzostwem świata i okolic. Nie szło się od tego oderwać. Mam wrażenie, że ich Autor mógłby napisać nawet instrukcję obsługi frytkownicy w taki sposób, że nawet ona stałaby się bestsellerem. Ten styl pisania próbowała zresztą później kopiować jedna z gazet motocyklowych, z miernym zresztą skutkiem. Delikatnie mówiąc.

IMG_2306

Druga strona powstała po przeciwnej stronie Atlantyku. W przeciwieństwie do „Wolnego Wydechu” operowała w zasadzie obrazami. Były to głównie wspaniałej jakości zdjęcia, ale także kapitalne rysunki na których ukazane zostało „motocyklowe życie”. Wyjazdy, spotkania, porażki, czyli awarie i naprawy w trasie – te ostatnie były mi wówczas szczególnie dobrze znane. Wciągnęła mnie ona do tego stopnia, że zacząłem się zastanawiać, czy nie zrobić czasem czegoś podobnego. Tyle tylko, że motocykl miałem ciągle w proszku, a mój stary aparat fotograficzny dawno rozpadł się ze starości… Zakup czegoś porządnego nie wchodził wówczas w grę. Mówi się, że to człowiek robi zdjęcie a nie aparat, jednak to tylko część prawdy. Trzeba jednak mieć jakieś minimum sprzętowe. Nie da się tego zastąpić półśrodkami. Czym dysponował amerykański fotograf było mi wiadome. Cóż, nawet dziś o podobnej klasy profesjonalnym sprzęcie fotograficznym mogę sobie tylko pomarzyć. Nie przeszkodziło mi to jednak w zbudowaniu strony o podobnej tematyce na zaliczenie jakichś nudnych zajęć z HTML.

IMG_2313

Po pewnym czasie dowiedziałem się, że za tamtą stroną stał cały zespół a nie tylko jeden fotograf…

Rozmyślania jaskiniowca

img20200704_19452816

Żyjemy w dziwnych czasach. W zasadzie jest to pewna oczywistość, wystarczy zerknąć na wiadomości, aby się o tym dobitnie przekonać. Człowiek powinien być zasadniczo gotowy na wszystko i nic już nie powinno go dziwić. Nie, nie pogorszyło mi się i nie mam tu zamiaru pisać o polityce. Nic z tych rzeczy. Myślę tu o pewnych przemianach społeczno – kulturowych, które, chciał czy też nie, dzieją się tu i teraz, na naszych oczach.

Przy kasie, do torby z zakupami motocyklowymi, sprzedawczyni włożyła mi „coś do poczytania”, jak sama to ładnie ujęła. W tamtej chwili nie zwróciłem na to żadnej uwagi, sklep ów ma bowiem w zwyczaju dorzucać coś do zakupów. A to ulotki, czasem jakieś ankiety czy informacje o promocjach. Niby nic nowego.

Tym razem jednak było to coś nowego. Jak się okazało, tym „czymś do poczytania” okazał się być kompletny numer czasopisma motocyklowego „Motorrad”. Z adnotacją, że jest to specjalna, „ekskluzywna i bezpłatna próbka lektury”. Czyli że to już jest ten moment?

IMG_3342

Jestem realistą. Czasy publikacji papierowych i ogólnie nośników fizycznych miną. Prasa, jeśli będzie można ją jeszcze w ogóle nazwać prasą, przejdzie do Internetu. Jest to pewne. Czy to dobrze, czy też raczej kiepsko, to temat na osobne rozważania. Na razie chyba jednak nie wychodzi to prasie na dobre.

Skąd ten pesymizm? Na naszym rodzimym podwórku dzieje się to już od dawna. Jedno z „papierowych” wydawnictw przeszło całkowicie do Internetu, stając się „portalem”. Niestety, dramatycznie odbiło się to na jego poziomie. Bliżej mu dzisiaj do „Pudelka” czy innego tabloidu, niż porządnej gazety, którą był kiedyś. Cóż, taki jest widać koszt pogoni za klikami, komciami i żebrolajkami… Pytanie, czy tak być musi? Czy taki spadek jakości jest naprawdę nieunikniony? Czy miejsce dawnych artykułów zajmą tekściki długości SMS-a albo wręcz memy? Kolejny temat do rozmyślań i analizy. Ale ja nie o tym.

Aż do dziś nie śmiałem przenosić polskich doświadczeń prasowych na rynek światowy. Jak to mawiają, „gdzie Rzym a gdzie Wąchock”. Albo jakoś tak. Gdzie bowiem polskiej, lokalnej gazetce z nakładem w porywach pewnie kilku tysięcy egzemplarzy do „Motorrad”, jednego z największych i najstarszych czasopism motocyklowych świata?

Jak się okazuje, nasze polskie podwórko było dobrym poligonem doświadczalnym. Jego małe rozmiary tylko przyspieszyły i spotęgowały pewne procesy. Dobrą dekadę później także wielkie, stabilne rynki muszą zmierzyć się ze spadkiem czytelnictwa tradycyjnych wydawnictw, skoro nawet „Motorrad” ma problemy i rozdaje „bezpłatne próbki”.

Rzecz jasna, nie przyniesie to raczej żadnych zmian. Cudownego odwrócenia trendów nie będzie. Nowe generacje potencjalnych czytelników nie są przyzwyczajone do prasy papierowej. Stara zaś dobrze wie, co to jest „Motorrad”; miała w końcu grubo ponad stulecie na zapoznanie się z nim i jeśli do tej pory go nie prenumerowała, to raczej teraz też się to nie zmieni.

Zanim zaczniemy wylewać pomyje na młodych, warto uświadomić sobie kilka spraw. Po pierwsze, świat pełen elektroniki to my im stworzyliśmy. Narzekanie, że siedzą cały czas w necie, podczas gdy sami nie potrafimy oderwać nosa od smartfona, jest również słabe. Podobnie twierdzenie, że nie interesują się niczym. Owszem, mają swoje zainteresowania, tylko przejawia się to inaczej niż kiedyś. Manifestacja przeniosła się w świat wirtualny. My tego nie widzimy, bo „fejsbuk” to dla nich platforma tak stara, jak dla nas mazanie węglem po ścianie.

Czy to się komuś podoba, czy też nie, przyszłość należy do nowego pokolenia. To ich zdanie, tak czy owak, zawsze będzie na wierzchu, jakkolwiek z dzisiejszej perspektywy wydaje się to nam dziwne. Ale tak samo dziwne wydawało się to naszym rodzicom, dziadkom itd. Tak się dzieje od zarania cywilizacji.

Mając powyższe na uwadze, żywię nadzieję, że czarny scenariusz się nie spełni i przynajmniej przez jeszcze przez jakiś czas, drukowane czasopisma – także te motocyklowe – będą jeszcze ciągle obecne.

img20211108_20351392

Tak sobie tylko głośno marzę…