AD2063

AD 2063 # 2

windam

Rozdział II

Przez duszny, zakurzony korytarz udał się w kierunku windy, obojętnie mijając po drodze swoich sąsiadów ze szczerą i odwzajemnioną obojętnością. Nie znał ich prawie wcale i zmieniać tego nie chciał, o ile nie byli w stanie mu pomóc albo zaszkodzić w karierze. Sąsiedzi traktowali go zresztą dokładnie tak samo.

Winda oczywiście nie działała. Paweł wiedział o tym doskonale, jednak zawsze sprawdzał w nadziei, że może pozytywnie się zaskoczy. Tym razem jednak zaskoczenia znów nie było – ekran obok automatycznych drzwi szybu wyświetlał tylko informację o wyłączeniu dźwigu z eksploatacji. Piękną, kolorową i do tego jeszcze na dodatek animowaną. Paweł przyglądał się przez chwilę komunikatowi po czym westchnął i podreptał długim, ciemnym i odrapanym korytarzem w kierunku drugiej windy.

Automatyczne drzwi do bloku bezszelestnie otworzyły się przed Pawłem, rejestrując jego wyjście. Chwilę później jego Status uaktualniła także furtka w wysokim murze otaczającym osiedle. Wyszedł na ulicę. Na brudnym, popękanym chodniku walały się śmieci. Wiatr przerzucał je na jezdnię, po której wędrowały z plastikowym szelestem jak żywe by po chwili zastygnąć przy krawężniku. Paweł przyglądał się im przez chwilę. Autonomiczne śmieciarki nie nadążały z utrzymaniem porządku w Mieście, wobec czego był to widok powszechny. W jego dzielnicy, z racji jej dość wysokiego statusu, ze śmieciami i tak nie było jakiegoś wielkiego problemu. Ale w gorszych dzielnicach na ulicach potrafiły zalegać ich całe hałdy. Paweł na szczęście w nich nie bywał i odwiedzać ich nie musiał. Na pieszo nie chodził niemal wcale, do pracy dojeżdżał metrem które nie zatrzymywało się na stacjach w gorszych dzielnicach. Paweł nawet nie był pewien czy stacje te w ogóle są jeszcze czynne, bowiem z okien wagonu widać na nich było tylko brudne, ciemne perony. Autonomiczne taksówki omijały je zaś szerokim łukiem.

Bo i czasy bezpieczne nie były. „Nieprzystosowanych” przybywało i stanowili oni już niemal połowę mieszkańców Miasta. Rekrutowali się oni z byłych robotników, rolników, rzemieślników, handlowców oraz wszystkich innych zawodów, które padły ofiarą autonomizacji procesów produkcji. Spędzano ich do wyznaczonych dzielnic w miastach, z których oczywiście próbowali się wydostać i wyrazić swoje niezadowolenie, do czego z kolei nie chciały dopuścić siły porządkowe. W związku z tym starcia bezrobotnych ze Strażą Korporacyjną stały się codziennością i nikt nie wiedział jak z tego wybrnąć. Co poniektórzy sugerowali, że być może warto by było rozważyć chociaż częściowy powrót do „starych czasów” i pozwolić tym ludziom, jeśli oczywiście zechcą, osiedlić się poza Miastami i zająć na przykład rolnictwem albo rzemiosłem. Stanowisko Korporacji było jednak inne. Argumentowała, że przecież taki powrót do czasów archaicznych jest ekonomicznie zupełnie nieopłacalny i nie stać społeczeństwa aby finansować „hobby” pewnych grup społecznych. Korporacja naprawdę stara się, żeby wszystkim żyło się dobrze i spokojnie i przecież nikt głodny nie chodzi – a przynajmniej nie aż tak bardzo. Po wtóre zaś – i ważniejsze: Korporacja nie będzie w stanie zapewnić bezpieczeństwa ludziom rozsianym na dużym obszarze a przecież to priorytet! Życie i zdrowie ludzkie to dla Korporacji przecież sprawa nadrzędna. Na potwierdzenie tego Korporacja przedstawiała swoje dane o ilości starć i potyczek Sił Porządkowych z bandami grasującymi w Strefach Zamkniętych oraz kosztach i stratach z tym związanych. Czy ktoś wyobraża sobie wypuszczenie bezbronnych mieszkańców Miasta na żer bandom przestępców? Nikt sobie tego oczywiście nie wyobrażał. Wobec tego Korporacja poszła o krok dalej i w ramach zapewnienia bezpieczeństwa mieszkańcom zaczęła fortyfikować Miasta, otaczając je murami, zasiekami i wszelkimi innymi przeszkodami, patrolowanymi przez Automaty Straży Korporacyjnej dzień i noc. Łączność między Miastami zapewniała tylko kolej i lotnictwo a odprawy przed podróżą były bardzo drobiazgowe. Znów ze względów bezpieczeństwa. Zresztą, aby wybrać się w taką podróż należało wypełnić drobiazgowy formularz i czekać na odpowiedź Zarządu Straży Korporacji, która mogła być odmowna. I taka zwykle była, jeśli podróż niezwiązana była ze sprawami zawodowymi, czyli służbie Korporacji. A takie Korporacja zlecała rzadko. Paweł odwiedził inne Miasto tylko trzy razy w życiu.

Takie właśnie myśli zaprzątały umysł Pawła w czasie oczekiwania na autonomiczną taksówkę. W pewnej chwili ulicą przejechały dwa automaty Straży Korporacji, uważnie lustrujące okolicę i nasz bohater od razu poczuł się bezpieczniej. Patrzył z dumą na białe kadłuby robotów, z głowami wyposażonymi w pięć obiektywów, przed wzrokiem których nie ukryje się nic. Dwa z nich patrzyły do przodu, kolejne dwa pozwalały widzieć na boki bez potrzeby odwracania głowy. Piąty, znajdujący się z przodu na „czole” automatu, sprzężony z laserem, był w zasadzie celownikiem działającym na podczerwień. W tej chwili był on jednak zasłonięty metalową klapką. Automaty były bowiem uzbrojone w paralizatory i pneumatyczne karabinki a zbiorniki sprężonego gazu znajdowały się w płaskich butlach na plecach automatu. Korporacja ogłaszała bowiem, że życie ludzkie jest dla niej wartością nadrzędną i wobec tego nawet wobec przestępców nie będzie używać broni palnej. Automaty wyposażone były oczywiście w jedną parę rąk, bardzo podobnych do ludzkich oraz nogi, które jednak konstrukcyjnie bardziej zbliżone były do ptasich, z wydłużoną częścią skokową. Paweł wiedział, że umożliwiało to robotom niesamowicie szybki bieg. Człowiek w normalnym terenie nie miał najmniejszej szansy na ucieczkę przed takim automatem. Obie maszyny przejechały obok Pawła na swoich trójkołowych, elektrycznych motocyklach, nie zaszczycając go jednak ani przez ułamek sekundy swoim spojrzeniem. Paweł wiedział, że i tak zlustrowały go dokładnie, łącząc się z jego Komunikatorem i sprawdzając w Systemie jego status. Wiedziały już zapewne że czeka na taksówkę, gdzie się wybiera i w jakim celu. Ale niechby zamiast niego stał ktoś bez statusu w Systemie, roboty natychmiast by się zatrzymały. Paweł był szczęśliwy że może mieszkać w tak bezpiecznym miejscu.

Wreszcie, spóźniona jak zwykle, nadjechała i taksówka. Wysłużony, poobijany i brudny autonomiczny wehikuł. Drzwi otworzyły się i Paweł zajął miejsce wewnątrz pojazdu, starając się nie ubrudzić spodni i marynarki o wyświechtane siedzenie. Wnętrze pojazdu zaśmiecone było resztkami jedzenia na wynos, puszkami po Syntetyku i innymi odpadkami. Taksówki sprzątano rzadko z bardzo prostego powodu – nie miały żadnej konkurencji. Prywatnych samochodów nie było. Nie wolno ich było posiadać. Zresztą i tak nie było dokąd nimi pojechać, wiec i posiadanie ich pozbawione było także sensu. Od tej reguły były oczywiście wyjątki, takie jak: szef Straży Korporacji, Kierownik Zarządu Okręgu oraz Burmistrz. Im, z racji pełnionych funkcji, należały się pojazdy służbowe. Kiedyś była jeszcze także instytucja Pełnomocnika Do Spraw Ludności. Szefową była młoda dziewczyna. Jej auto służbowe, w przeciwieństwie do wszystkich innych, było czerwone a nie szare. Paweł pamiętał ją, bowiem w jej dziale miał nawet pracować. Była inteligentna, energiczna i pełna zapału. Wróżono jej niesamowitą karierę. Zresztą, w jej wieku nikt nie sprawował tak ważnej funkcji. Była trzecią najważniejszą osobą w Okręgu! I nagle, pewnego dnia – zniknęła bez śladu. Tak po prostu, z dnia na dzień. Było korporacyjne śledztwo, które niczego nie ustaliło a przynajmniej Straż nie wydała żadnego komunikatu. Wszystkie informacje na jej temat zostały usunięte z Systemu. Jedni mówili że została zamordowana, inni że porwana przez bandy spoza Miasta. Jeszcze inni szeptali po cichu, że została nieczysto wyeliminowana przez „grube ryby” Korporacji, obawiające się jej szybkiej i nadzwyczajnej kariery. Jak było naprawdę – Paweł nie wiedział. Jednak intuicja podpowiadała mu, że należy się trzymać od tego z daleka.

Auto samo wybrało cel podróży i ruszyło bezgłośnie. Paweł próbował otrząsnąć się ze wspomnień. Bezskutecznie jednak. Postać młodej Pełnomocnik Do Spraw Ludności, która zaginęła tak tajemniczo nie dawała mu spokoju. Właśnie teraz. Wytężył umysł, próbując sobie przypomnieć jak wyglądała, jednak obraz jej zamazał mu się już w pamięci. Widział ją zresztą raptem kilka razy. Na pewno była drobna. Niewysoka. Włosy miała do ramion. Koloru… blond? Nie, raczej nie. Brunetką też nie była. Szatynką? Może być. Kiedy zniknęła? Będzie już ze dwa lata temu. Albo nawet trzy. Sam zdziwił się, jak w pewnym wieku pamięć zaczyna już człowieka zawodzić. A może to czas biegnie coraz szybciej i tracimy kontrolę nad biegiem wydarzeń?

Taksówka od czasu do czasu zmieniała drogę, jadąc zalecanymi przez Straż Korporacji objazdami. Pawłowi było to i tak obojętne, bo tak naprawdę nie znał Miasta w którym mieszkał od zawsze. Nowe dzielnice były jednakowe, w stare się nie zapuszczał. Pogrążony w swoich myślach patrzył za okno niewidzącym wzrokiem.

Ocknął się dopiero, gdy auto zatrzymało się na pustym placu.

– To na pewno nie tu – oprzytomniał.

Zerknął na pulpit kontrolny samochodu i oniemiał. Sprawdził jeszcze raz na swoim Komunikatorze i zamarł ze zgrozy! Brak łączności z Systemem! Ale to niemożliwe! Winda może nie działać, automat sprzątający może zwariować, ale nie System! System jest przecież wszędzie!

To jednak była prawda. Paweł złapał głęboki oddech po czym otworzył awaryjnie drzwi taksówki.

Plac był duży, otoczony z trzech stron starymi kamienicami. Z czwartej zamykała go duża budowla z wieżami, która kiedyś była kościołem. Wszystkie budynki były w opłakanym stanie, z odłażącymi tynkami i dziurawymi dachami, w których brakujące dachówki uzupełniono foliowymi torbami, deskami czy fragmentami plandek. Plac obiegały cztery ulice,  obsadzone zapewne dawniej drzewami, tworząc w każdym rogu małe skrzyżowania. Jedna z nich, ta od strony dawnego kościoła, biegła jednak bliżej środka placu. To tu właśnie zatrzymała się taksówka. Centralne miejsce zajmowała zrujnowana fontanna, zasypana odpadkami oraz zastawiona przepełnionymi kontenerami na śmieci, których nikt od dawna nie opróżniał.

– Ale tu musiało być kiedyś ładnie – powiedział Paweł sam do siebie.

Jednak coś nie dawało mu spokoju. Wreszcie zrozumiał. Na placu nie było nikogo. Żywej duszy!

Wokół panowała przejmująca cisza.

windad

CDN

 

 

Reklamy

AD 2063 # 1

Automat 02

Rozdział I

Dźwięk alarmu gwałtem wdarł się do świadomości i brutalnie wyrwał Pawła ze snu. Niemrawo podniósł się z posłania, usiadł i przetarł zaspane oczy. Wczoraj wieczorem, w klubie, przedawkował Syntetyk i dziś nie czuł się najlepiej. Syntetyk była to modna ostatnio wśród ludzi sukcesu używka o opatentowanej przez Korporację recepturze, usuwająca zmęczenie, senność oraz poprawiająca samopoczucie. A serwowano ją, rzecz jasna, w modnych wśród ludzi sukcesu klubach. Przez chwilę usiłował sobie przypomnieć jak nazywała się dziewczyna poznana wczoraj w klubie, jednak pamięć go zawiodła. Zresztą, nie było to ważne. Nie miał czasu na jakieś poważne związki. Sukces nie przyjdzie sam. Trzeba walczyć o swoją pozycję w Korporacji. Także z tą dziewczyną. Nie miał wątpliwości że bez mrugnięcia powieką wygryzłaby go z posady, gdyby tylko nadarzyła się jej taka możliwość. On zresztą zrobiłby to samo bez chwili wahania. Life is brutal.

Komunikator na jego ręku przypomniał delikatnym lecz nie znoszącym sprzeciwu głosem, że na dziś ma umówione ważne spotkanie, które może zaważyć na jego dalszej karierze. Było to urządzenie nieco większe od naręcznego zegarka, jednak o nieporównanie większych możliwościach. Zastępowało między innymi karty płatnicze, rabatowe a także wszystkie możliwe dokumenty. Oprócz tego było oczywiście telefonem, zegarkiem, kalendarzem, komputerem oraz zapewniało ciągły dostęp do Systemu.

Paweł podszedł do ściany i małej lodówki ściennej wyjął z niej pomarańczową puszkę. Był to oczywiście schłodzony Syntetyk. Paweł nie posiadał żadnych innych napojów. Po prawdzie to jego lodówka oprócz Syntetyku nie zawierała nic.

– „Czym się strułeś, tym się lecz” – rzekł Paweł do siebie, naciskając niewielki guzik na wierzchniej stronie plastikowego zasobnika, nie zdając sobie nawet sprawy że powiedzenie to ma dużo starszą historię i pierwotnie odnosiło się do czegoś zupełnie innego. Duszne powietrze małego mieszkania przeszył cichy syk po którym puszka udostępniła swoją zawartość.

Niemal w tym samym momencie z niewielkiej ściennej szafy wyjechał automat sprzątający i jak gdyby nigdy nic rozpoczął porządki. Zasadniczo powinien z tym poczekać aż Paweł opuści mieszkanie, w końcu od czegoś miał chyba te sensory. Jednak automat Pawła był uszkodzony i codziennie rozpoczynał sprzątanie punktualnie o godzinie 06:23. Dlaczego o takiej godzinie – Paweł nie miał pojęcia. Zgłaszał usterkę już wielokrotnie, jednak poza standardową, automatyczną formułką o przyjęciu zgłoszenia oraz że jest nam przykro itd., nie działo się kompletnie nic. Następnego ranka automat rozpoczynał sprzątanie punktualnie o godzinie 08:23 i tak w kółko. Paweł najchętniej wyłączyłby go w cholerę, jednak było to niemożliwe. Automatu sprzątającego nie można było bowiem wyłączyć. Po pierwsze dlatego, że urządzenie nie posiadało żadnego wyłącznika a po drugie że każda próba jego dezaktywacji, na przykład poprzez wyjęcie bezpiecznika, była bardzo poważnym naruszeniem obowiązującego regulaminu bloku w którym mieszkał. Wówczas administracja reagowała błyskawicznie a delikwent pociągany był do surowej odpowiedzialności. Tajemnicą poliszynela było to, że automat służył przede wszystkim jednak do szpiegowania, co pracownicy Korporacji porabiają w domu po pracy. Oczywiście chodziło o względy bezpieczeństwa, jakże by inaczej. Zawsze przecież mogłoby się okazać, że któryś z mieszkańców jest antysystemowcem i w domowym zaciszu majstruje bombę będącą zagrożeniem dla innych mieszkańców bloku. Możliwe czy nie? Paweł uważał że jest to możliwe, wobec tego nie protestował gdy potrójny zestaw obiektywów automatu śledził każdy jego ruch w mieszkaniu, nawet wówczas gdy siedział w łazience na sedesie albo stał pod prysznicem. W końcu to przecież wszystko dla jego dobra. Nie miał co do tego żadnych wątpliwości. W Korporacji zawsze powtarzano, że „uczciwi ludzie nie mają nic do ukrycia” i Paweł trzymał się ściśle tej zasady. Czasem tylko, niczym natrętna mucha, gdzieś z tyłu zwojów nerwowych, plątało mu się wspomnienie pewnej książki, w której społeczeństwo było w pełni inwigilowane przez ekrany w ścianach… Ta książka miała chyba w tytule coś o roku… Mimo wysiłku Paweł nie mógł sobie jedna przypomnieć tytułu. Papierowych książek już dawno nie było; wszystkie zostały przemielone na kompost w ramach akcji „Kultura Dla Środowiska”. Od tej pory wszelki pozycje literatury jakie tylko spłodziła ludzkość, miały być dostępne za darmo w elektronicznych zasobach Systemu. Po czasie okazało się, że jednak nie za darmo i nie wszystkie. Rzeczonej książki z rokiem w tytule znaleźć nie mógł, chociaż próbował wielokrotnie i na różne sposoby. Dał za wygraną dopiero po otrzymaniu wiadomości od Administratorów Systemu z informacją, że jego zainteresowania są „cokolwiek niezdrowe”. Zrozumiał ostrzeżenie i przestał szukać.

Paweł rozejrzał się po mieszkaniu. Niewielkie, brudne okna wychodziły wprost na szarą ścianę sąsiedniego bloku, dzięki czemu wpuszczały tak mało światła, że pomieszczenia trzeba było doświetlać również w dzień. Ścianę we wnęce za drzwiami w najlepsze pożerał grzyb. Automat udawał że sprząta, troszcząc się o jego zdrowie, ani na moment nie spuszczając z niego swojego zestawu trzech obiektywów.

Paweł podszedł do dużego ekranu wmontowanego w ścianę i uśmiechnął się do kamer zainstalowanych w jego obudowie. Szybko zaktualizował swój status w Systemie, wprowadził bieżący plan dnia. Nie było to obowiązkowe ale w Korporacji mile widziane, gdy pracownik meldował wcześniej, co danego dnia i o której godzinie będzie robił. Na koniec sprawdził jeszcze w Systemie, czy zarezerwowane auto na pewno po niego przyjedzie. Status był OK. To go uspokoiło. W końcu na rozmowę o własnej przyszłości w Korporacji nie wypadało jechać metrem. Tak, to był Wielki Dzień, ten który odmieni jego życie.

Szybko ubrał się w dostarczone wczoraj z automatycznej wypożyczalni eleganckie ubranie. Zwało się ono „Kreid” i było ostatnim „krzykiem mody”. Wygodne jednak nie było; piło w kroku i pod pachami. Paweł pocieszył się, że będzie musiał je nosić najwyżej kilka godzin. A na rozmówcy na pewno zrobi dobre wrażenie. Zaklął cicho gdy zauważył, że jakiś durny automat krzywo uprasował nogawkę spodni; naciągnął, poprawił – jakoś to będzie, musi być.

Wyszedł z mieszkania odprowadzany zimnym, beznamiętnym wzrokiem potrójnego zestawu obiektywów automatu sprzątającego, udającego że robi porządek.

– „Uczciwi ludzie nie mają się czego obawiać” – Paweł wyrecytował w myślach wyświechtaną formułkę. Drzwi zamknęły się za nim automatycznie a zapalona czerwona lampka nad nimi zasygnalizowała, że zostały także zaryglowane.

Automat 01

CDN