Jawa 634-7-13

Był to zakup dokonany pod wpływem wspomnień z dzieciństwa. Taka nostalgia… Był to mój pierwszy motocykl po bardzo długim okresie przymusowej abstynencji.

Maszyna została zakupiona w stanie „niejeżdżąca ale jednak rokująca”. Tak mi się przynajmniej wówczas wydawało.

001

Już w garażu okazało się, że to jednak „nie tak miało być”. Lista braków zaczęła się wydłużać w postępie geometrycznym. W filtrze powietrza było gniazdo myszy a instalacja elektryczna służyła gryzoniom do ostrzenia zębów. Gdy już udało się ją ogarnąć i uruchomić silnik, okazało się, że z łożysk wału pozostało zaledwie wspomnienie. Hamulce w zasadzie nie istniały; tylny w ogóle, przedni prawie. Zawieszenie przednie – złom. Gumy i uszczelki na śmietnik. Gaźnik miał uszkodzone gwinty i „dzięki” temu potrafił się w czasie jazdy samodzielnie zdemontować na części pierwsze – z wiadomym skutkiem. Do zimy więcej się napchałem niż najeździłem. Jakby tego było mało, na koniec doszły problemy z „cudowną” prądnicą 6V. Czego się nie dotkniesz, to się rozpada… W pewnej chwili miałem już dość.

„Nie przejmuj się” – mawiali kumple motocykliści z nutką złośliwości w głosie – „to normalne, ten motor będzie się psuć ciągle”. Wspierała ich w tym zdaniu rodzima literatura przedmiotu, z lektury której niezbicie wynikało, że Jawa nie może przejechać stu metrów, żeby choć raz się nie zepsuć…

„Co, mój motor będzie się psuć?! Niedoczekanie!”. Zaczął się powolny, lecz systematyczny remont. Instalacja elektryczna została przerobiona na 12V, układ zapłonowy na elektroniczny CDI. Wał został perfekcyjnie zregenerowany, gaźnik wymieniony na inny, od nowszego modelu. Zawieszenie naprawione, hamulce również. Powoli motocykl zaczął nabierać kształtów.

002

Niezapomniana była pierwsza jazda świeżo odremontowanym motocyklem. Była wczesna wiosna, dzień jeszcze krótki a ja w zapadającej szarówce pomyliłem drogę. Gdy zorientowałem się gdzie jestem, byłem już jakieś 60 km od domu. Podczas powrotu, w kompletnych ciemnościach na jakimś totalnym zadupiu, nagle silnik zaczął przerywać i zgasł… Byłem bliski zawału serca! Nie było jednak powodu do paniki, to tylko paliwo się kończyło. Po przełączeniu kranika na rezerwę silnik pracował dalej normalnie. Motocykl dowiózł mnie bez problemów do domu. Potem jeszcze na kilka zlotów i imprez w okolicy. Następnie odważyłem się wybrać do innego województwa, potem w inny rejon Polski, wreszcie także za granicę. Maszyna przez ten czas nigdy mnie nie zawiodła.

003

W tym roku otrzymała wózek boczny, o którym po cichu myślałem już w momencie zakupu motocykla. Jednak na realizację przyszło czekać niemal dziesięć lat. Ale było warto.

004

 

005

 

006

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s