Ballada o najlepszym polskim samochodzie

img20210131_21064299

Być może wielu osobom tytuł wyda się prześmiewczy a nawet szyderczy, jednak postaram się zachować tyle powagi, ile tylko w tym temacie jest możliwe. A pisać będę o wspomnieniach związanych z najlepszym polskim samochodem, czyli Cinquecento.

Dlaczego użyłem słowa „polski”, skoro wszyscy wiedzą, że Fiat Cinquecento jest przecież włoski? Z bardzo prostego powodu. Włosi rozpoczęli pracę nad następcą przestarzałego Fiata 126 już w 1982 roku. W ciągu kilku lat wyklarowała się wizja projektu o roboczej nazwie X1/79 i w 1987 roku koncern proponuje stronie polskiej udzielenie licencji na produkcję nowego auta w Zakładach nr 2 w Tychach. Tym razem umowa zakłada, że po raz pierwszy w historii koncernu, nowy samochód będzie produkowany tylko i wyłącznie w FSM, będzie oficjalnie Fiatem ale jednak również z logo FSM. W oficjalnych zaś prospektach nazywany był po prostu „Cinquecento”, bez podania nazwy producenta.

W 1989 roku fabryka w Tychach ogłasza konkurs na nazwę dla nowego auta. Nagrodą dla zwycięzcy ma być możliwość zwiedzania FSM oraz dętka od Malucha – a w zasadzie to nawet nie tyle sama kicha co mniej więcej jej finansowy ekwiwalent. Trzeba przyznać, że mieli rozmach…

img20210131_21061477

Mimo to ludzie przysyłają do FSM tysiące propozycji. Jednak tak świetnie zapowiadający się konkurs pozostał nierozstrzygnięty i dętki, to znaczy jej równowartości w banknotach Narodowego Banku Polskiego nie przyznano.

W ogólnej euforii zapomniano bowiem o jednym małym szczególe. O koncernie Fiat, dla którego to auto ma być produkowane i że Włosi także może chcieliby mieć na ten temat coś niecoś do powiedzenia. Jak się okazało, jednak mieli i to na dodatek ostatnie słowo. Auto nazwano Cinquecento, nawiązując w ten sposób do historycznej „pięćsetki”, co miało budzić na Zachodzie – a przede wszystkim w Italii, pozytywne skojarzenia.

Zanim jednak produkcja ruszyła, zdążył upaść PRL wraz ze swoim gospodarczo – światopoglądowym matrixem. Pierwsze Cinquecento zjechały z taśmy montażowej w czerwcu 1991 roku, ale oficjalna prezentacja nastąpiła w grudniu – wówczas bowiem zostaje wydana homologacja. Wiedza bezwartościowa, ale przynajmniej jest o czym pisać. W 1992 następuje prywatyzacja FSM. Fiat staje się jej właścicielem, powstaje Fiat Auto Poland. Produkcja Cinquecento trwa zaś do 1998 roku.

W związku z powyższym można spokojnie uznać, że Cinquecento należy się miejsce wśród „klasyków polskiej motoryzacji”, do której wielu tak chętnie zalicza inne licencyjne auta, jak Warszawy, Polonezy, PF125p i 126p oraz ich pochodne. Historia jego jest przecież podobna do innych aut produkowanych na licencji w Polsce. Z paroma jednak różnicami. Przede wszystkim było to jedyne auto na wskroś nowoczesne w chwili wejścia do produkcji. Oraz, co równie ważne, w momencie zakończenia jego wytwarzania nadal nie było przestarzałe – a już na pewno nie stało się karykaturą samego siebie, czego nie można powiedzieć o innych, klepanych bezmyślnie przez kilkadziesiąt lat.

***

Do roku 2008 z Cinquecento miałem niewiele do czynienia. Ot, parę razy przejechałem się nim jako pasażer. Opinię miałem o nim w zasadzie nijaką. Byli tacy, co narzekali oraz ci, co chwalili. W samych superlatywach wyrażał się o nim mój kolega, który posiadał jeden z pierwszych egzemplarzy tegoż wehikułu. Miał go w kredycie na 10 lat i właśnie powoli zbliżał się do jego spłaty. Tyle tylko że już nie pamiętam, czy cieszył się tak ogólnie z auta, czy też z tego, że kończy mu się smycz kredytowa.

W owym 2008 roku zaszły u mnie pewne zmiany. Otóż wiosną pozbyłem się jednego z samochodów. Życie toczyło się dalej, w związku z tym do pracy w ładną pogodę jeździłem sobie motocyklem, w kiepską – autobusem. A że miałem do przebycia jakieś 15 km w jedną stronę, układ ten miał same plusy. Pozwalał cieszyć się sezonem motocyklowym albo nadrabiać w autobusie zaległości w lekturze.

Życie jednak, oprócz plusów dodatnich, miewa także czasem plusy ujemne. Przewaga tych ujemnych wyraźnie zaczęła zaznaczać się jesienią. Chcąc nie chcąc, trzeba by było rozejrzeć się jednak za jakimś autem. Jednak zanim do tego doszło, z pomocą przyszedł mi przypadek.

Otóż sąsiadka chce sprzedać swoje Cinquecento, bo marzy jej się „porządny wóz”. Decyzji tej zresztą później gorzko pożałowała, ale to już inna historia.* Szybko i bez targów podpisaliśmy umowę, bo kwota była na tyle niewielka, że nie było sensu jej zbijać. I tym sposobem stałem się (szczęśliwym?) posiadaczem Cinquecento.

Był to Young z 1998 roku, jeden z ostatnich egzemplarzy tego samochodu. Wersja ogołocona ze wszelkich dodatków** które nie były niezbędne do jazdy. Ale nie ma co narzekać. Lepiej przecież kiepsko jechać niż dobrze iść. Przynajmniej tak mówią.

Zdjęcie0354

Auto wymagało kilku poprawek, o czym sąsiadka lojalnie mnie poinformowała. Ja z kolei po dziesięcioletnim aucie nie wymagałem stanu salonowego. Miałem zamiar wykonać je z „czasem”, jednak życie napisało inny scenariusz. Może nawet nie tyle życie co patrol drogówki, który zatrzymał mnie jeszcze tego samego dnia do kontroli. A że wracałem właśnie świeżo z wydziału komunikacji, więc nie omieszkali się poinformować mnie, co kupiłem. Miękkiego dowodu wprawdzie nie zabrali (za pęknięty klosz), jednak trzeba było się liczyć z tym, że następnym razem może nie być już tak miło. W związku z powyższym auto trafiło na warsztat szybciej niż planowałem.

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. W samochodzie naprawiono co trzeba, wypucowano wnętrze i auto zaczęło regularnie wozić mnie do pracy a później nawet na wycieczki dla przyjemności, bo muszę przyznać się, że szczerze polubiłem to proste toczydełko.

dscn7248

Ten samochód przede wszystkim naprawdę jest jakiś. Z jednej strony jest to minimalizm w najczystszej formie, nie ma w nim niczego zbędnego. Wszystko jest tu przemyślane i podporządkowane funkcji. Powrót do korzeni automobilizmu. Z drugiej – ma swój styl. Ktoś stwierdził, że ten pojazd to tak naprawdę dwie osoby z dużą skrzynią obrysowane samochodem. Można tak powiedzieć. Ale nadal zrobione jest to z klasą. Kiedyś, w jednym z odcinków Top Gear, podczas testów Alfy Romeo, prowadzący postawił na desce rozdzielczej skarbonkę do której wrzucał funcika za każdym razem, gdy mówiąc o samochodzie wypowiadał słowa: „włoski styl”. Skarbonka zapełniła się bardzo szybko. Być może to właśnie było przyczyną, że człowiek potrafił nie tylko odnaleźć się w tym samochodowym minimalizmie ale nawet jeszcze go polubić.

dscn7250

Pewnie gdybym trafił na wersję 900 albo 1100 to rozpływałbym się w samych superlatywach. Niestety, jak wersja Young to i nieszczęsny motor 704 ccm w komplecie. Nie chcę być źle zrozumiany. Ja naprawdę w tej klasie samochodów wiele nie wymagam i jestem skłonny dużo wybaczyć (nad gaźnikiem Aisan się jeszcze zastanowię), jednak są pewne nieprzekraczalne granice robienia rzeczy na „odwal się”.

dscn7254

Sama idea zastosowania dwucylindrowego silnika z Bisa do napędu Cinuecento nie jest zła. Pewnie że lepszy byłby FIRE z Punto jak w wersji Sporting, jednak nie zapominajmy jak to było w latach 90-tych w Polsce. Ciężko, lekko mówiąc. Jednak pozostawienie silnika w pozycji leżącej w tak dużej komorze jest nieporozumieniem. Naprawdę staram się być delikatny i dyplomatyczny. Dzięki temu jego obsługa stała się koszmarem, chociaż dokładnie połowa komory silnikowej jest zupełnie pusta. Wszystko zostało upchane z lewej strony, patrząc w kierunku jazdy. Głowica silnika znalazła się dzięki temu tuż przy samym kole, narażona na ciągłą kąpiel wodą i błotem z jezdni, za czym niespecjalnie przepadają świece oraz przewody zapłonowe. To niezadowolenie objawia się wypadaniem zapłonów po wjechaniu w co lepszą kałużę. Przez to bezsensowne ułożenie silnika przewody są bardzo długie a wibracje które generuje jednostka napędowa jeszcze bardziej skracają ich żywotność. Sądne dni następują zimą, gdy na jezdni pojawia się solanka. Dawno temu marynarze nazywali wyładowania atmosferyczne skaczące po masztach i olinowaniu okrętów „ogniami świętego Elma”. Ich widok wróżył nieszczęście. Dokładnie takie same iskry wyładowań skaczą zimą po przewodach wysokiego napięcia oraz całej komorze  silnikowej w Cinquecento 700. Też nie wróży to nic dobrego.

Zdjęcie0578

Za zasilanie silnika odpowiada gaźnik. W starszych egzemplarzach jest to Weber, o którym jedyne co można powiedzieć to „gaźnik jak gaźnik”. W wersjach z katalizatorem pojawił się gaźnik Aisan, którego obecność pod maską oznacza tylko kłopoty. Posiada on milion przewodów podciśnieniowych, które lubią spadać, pękać, zsuwać oraz kruszyć się, przez co rozruch staje się problemem. Poza tym, jest to ten typ aparatu precyzyjnego, którego wbrew nazwie nie da się precyzyjnie wyregulować i obroty sobie falują. Po rozgrzaniu silnika mniej  a przed rozgrzaniem bardzo. A nawet bardzo bardzo.

Skrzynia biegów ma cztery przełożenia i także pewną specyficzną cechę. Mianowicie mocno wyczuwalną „dziurę” pomiędzy trzeci a czwartym biegiem. Trójka jest normalna, natomiast czwórka sprawia wrażenie lekkiego nadbiegu. W efekcie trzeba silnik dość mocno przeciągać, aby przeskoczyć z trójki na czwórkę. Na szczęście dla silnika nie jest to specjalnym problemem, bowiem gdy podkręcano mu moc zmieniono mu też przy okazji charakterystykę na nieco bardziej wysokoobrotową. Pytanie, jak to się ma do ED, czyli Economic Drive, jak zwykło się oznaczac siedemsetki… Na szczęście silnik nie jest hałaśliwy, chyba że…

dscn7267

… od wibracji pęknie układ wydechowy. Wtedy można poczuć się dokładnie jak na harleju na hajłeju z pustymi tłumikami. Jest to niestety przypadłość częsta. Wibracje silnika to problem odziedziczony po Maluchu i mam takie wrażenie, że jeszcze bardziej spotęgowany przez jego poziome położenie. Krążą pogłoski, że ten silnik to pozostałość po legendarnym „Beskidzie”, który miał być produkowany równolegle z Cinquecento i motor ten był pierwotnie przeznaczony dla niego. Jeśli reszta tego samochodu miała być taka jak ten silnik, to chyba nie ma czego żałować.

Podsumowując ten wywód: było to udane auto z charakterem. Udowadniało że mały samochód miejski nie musi być brzydki, ciasny, niepraktyczny, niewygodny, ponury i  przypominać na każdym kroku że jest tani a właściciel biedakiem. Kompetentne auto na naprawdę dobrym poziomie, niestety, na polski rynek z nieszczęsnym układem napędowym tkwiącym w PRLu obydwoma tłokami. Ale nawet mimo to dawał naprawdę dużo radości z jazdy.

***

Cinquecento sprzedałem po kilku latach z żalem i nieco wbrew sobie. Zrobiłem coś, o czym wiem że się nie robi. Uległem namowom pewnej znajomej, której koleżanka szukała właśnie pilnie samochodu. Są osoby, którym ulegać w takim sytuacjach nie wolno, żeby nie zrobić sobie z nich wroga.

Tydzień później ta sama znajoma wpadła do mnie roztrzęsiona i z ogromnymi pretensjami:

– Coś ty za gówniany samochód Ance sprzedał?

– Jaki gówniany? Normalne auto…

– Gówniane! Złom! Już się rozbiło!

Koleżanka owej znajomej kilka dni później na prostej drodze zagapiła się i uderzyła w drzewo. Nic się jej nie stało, jednak Cinquecento skasowała doszczętnie…

img20210131_21070556

*nowy „porządny” nabytek pokazał, do czego służy kontrolka „check engine”,  jak trudno się jej pozbyć i jak szybko potrafi wrócić

**przepraszam, auto wyposażone było w wycieraczkę tylnej szyby (przyp. red)

4 comments

  1. W kwestii silnika : to nie był silnik z Bisa
    Dwa cylindry poziomo ale całkiem inna konstrukcja.
    Ale najlepszy jest ten tekst że sprzedałeś autko no to jesteś winny tego że nabywca miał wypadek.
    No bo gdybyś nie sprzedał to wypadku by nie było 😀
    Pozdrawiam Czesław

    Polubione przez 1 osoba

    1. Z tym silnikiem to mozna powiedziec ze tak i nie zarazem. Z 323 elementow silnika CC, 150 pochodzi wprost z Bisa. Reszta to jednak Bis. Tak przynajmniej twierdzi literatura przedmiotu:
      https://moto.media.pl/fiat-cinquecento/
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Fiat_Cinquecento#700

      Jesli zas chodzi o wypadek, to nie sposob sie nie zgodzic. Jakbym nie sprzedal samochodu, to problemu by nie bylo.
      Najgorsze jest w tym wszystkim to, ze mialem na to auto dobrego kupca, ktory chcial je brac od reki i bez marudzenia. Ale uleglem znajomej. Finansowo tez wyszedlem na tym kiepsko, bo dla znajomej zszedlem z ceny. Mocno.

      Wiedzielem, ze nie powinienem tego robic, a mimo tego uleglem. I mam za swoje.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s