Podróż za jedną bagietkę #2

img20210926_18052357

Sprawa zakupu pieczywa rozwiązała się dość szybko. Przy drodze stał automat do wypieku bagietek. Taki typowo francuski wynalazek. Wrzucasz 1,10 Euro i za chwilę dostajesz cieplutką, chrupiącą bagietkę. Nie jest to co prawda wymarzone rozwiązanie, bo wolałbym jednak kontakt z żywym człowiekiem a nie automatem. Ale jest niedziela, ludzie mają wolne.

IMG_1856

Mam zresztą takie wrażenie, że francuzi kochają automaty. Automatyczne, pozbawione personelu stacje paliw, które konsekwentnie odrzucają płatności niefrancuskimi kartami bankomatowymi – słuszne, po co jakiś obcy będzie im się po kraju szwędał, automatyczne bagietkomaty…

Ten zaś dodatkowo jest dowcipny. Otóż nie reaguje na dokładnie odliczoną kwotę. Gdy wrzuciłem odliczone 1,10 euro, na wyświetlaczu pojawił się napis: „Kredyt – 1,10, Koszt – 1,10” ale automat przestał reagować na przycisk „Realizacja”. Należało nacisnąć przycisk „Anuluj”, zastąpić dziesięć centów dwudziestką, wrzucić do automatu jeszcze raz jedno euro i dwadzieścia centów i dopiero wówczas zlecić realizację. Automat z radością wypluje z siebie bagietkę oraz dziesięć centów reszty.*

IMG_1855

Tego nie trzeba rozumieć. Ale w zwykłym sklepie z normalnym, żywym sprzedawcą, takich przygód nie przeżyjesz i nie będziesz rozwiązywać łamigłówek. Pouczające i rozwijające zarazem.

Tymczasem przy drodze pojawiło się COŚ.

IMG_1834

Zawróciłem w nadziei, że uda mi się dociec, co to mogło być.

IMG_1835

Próżne jednak nadzieje na odkrycie, cóż to mogło kiedyś być oraz do czego służyć. Może przydrożna knajpka. Albo warsztat. Może bardziej to drugie, skoro to coś jest okafelkowane. Przynajmniej na tyle, na ile można dostrzec.

IMG_1843

Skręcając w szutrową drogę z myślą „zobaczymy dokąd prowadzi”, dojechałem do dużego gospodarstwa rolnego. Takiego troszkę pegeerowatego, jednak najwyraźniej prywatnego.

DSC_6625

Ciekawą konstrukcją był żelazny budynek wyspawany z szyn służących chyba normalnie do umacniania głębokich wykopów. Jak się okazuje, mają one także inne zastosowania. Na przykład do konstrukcji budowli, które będą rdzewieć w malownicze ciapki.

DSC_6638

Podróżowanie starym, archaicznym pojazdem ma sporo zalet. Jedną z nich jest to, że z uwagi na stosunkowo niewielką prędkość przelotową, zauważa się o wiele więcej rzeczy niż jadąc czymś współcześniejszym. Inna sprawa, że ta niska prędkość irytuje wielu miejscowych kierowców, mimo że nie odbiega ona od dopuszczalnych 80km/h.

Ale spora część tutejszych użytkowników dróg prowadzi auta z południową manierą. Czyli kompletnie bez wyobraźni, ignorując wszystko i wszystkich.

W związku z tym w każdej miejscowości przejście dla pieszych znajduje się na dużym progu zwalniającym lub jest tymi progami niemal obłożone.

Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że to na tutejszych ścigantach robi jakiekolwiek wrażenie. Wręcz przeciwnie. Taki próg służy według nich do wyprzedzania, bowiem delikwent którego chcą objechać na takiej przeszkodzie przecież zwolni. A zatem jest to dla nich idealne miejsce. Gdy po raz kolejny zostałem w ten sposób wyprzedzony, tym razem przez Peugetoa wytłuczonego tak, że przeleciał przez próg na „raty”, to znaczy najpierw podskoczył na nim tylko przód samochodu a dopiero potem tył, zrozumiałem, że to jest tutejsza norma. Pojazd zachowywał się tak, jakby przód i tył zamontowano do kabiny elastycznie, na jakichś zawiasach. Ten samochód był mniej sztywny niż mokra kartka papieru. Gdyby nagle znalazł się na niemieckim TÜV i został wzięty zgodnie z tamtejszą procedurą na podnośnik, to zwiesiłby się na nim jak pęto kiełbasy na wędzarni.

Można by zadać sobie pytanie, co by było, gdyby podczas takiego wyprzedzania na przejściu na progu zwalniającym, pojawił się nagle pieszy? Ano, według ścigantów, nic by się nie stało. Przejeżdżanie bowiem pieszemu po piętach czy palcach widać jest tu w dobrym tonie. Przynajmniej w małych miejscowościach dane mi było się o tym naocznie przekonać.

Przydrożny pierdolnik; o pardon, instalacja artystyczna. Gdy nie wiesz co zrobić ze starymi meblami, zawsze możesz zrobić performance.

DSC_6641

A tu zwykły, normalny, przydomowy bajzel. Gnicie tej limuzyny ma zapewne głębszy sens i rad byłbym go poznać.

IMG_1837

Znajomy zadał mi kiedyś pytanie, dlaczego na tej stronie nie zamieszczam map z trasą podróży. Bardzo dobre pytanie, na które mógłbym udzielić odpowiedzi filozoficzno – intelektualizującej, żeby zbyć na szybko pytającego. Jednak prawda jest prozaiczna. Takie mapki bowiem nie istnieją a plan wyjazdu tworzy się w jego trakcie w oparciu o staromodny, papierowy atlas drogowy. Jest zwykle tylko miejsce docelowe a trasa powstaje w trakcie. W tym przypadku nie ma nawet i tego.

IMG_1828

W związku z tym kluczenie i zawracanie nawet o kilkadziesiąt kilometrów jest stałym punktem programu. Z tym z kolei wiąże się odpowiedź na drugie pytanie – dlaczego jadę sam? A znacie kogoś, kto wytrzymałby ciągłe zatrzymywania, zawracania i kluczenie po przypadkowych, wąskich dróżkach? Ja też nie.

Skoro pewne rzeczy mamy wyjaśnione, pora wrócić na drogę. Bo to w sumie o nią tu chodzi. Kolejna boczna dróżka prowadzi do galerii „Kamienie na granicy”, międzynarodowej instalacji artystycznej.

IMG_1840

Kilka lat temu postanowiono postawić obok niej farmę wiatraków. Artyści i działacze protestowali. Na próżno. Tam bowiem, gdzie spotyka się sztuka z biznesem, wygrywa zwykle jednak biznes.

IMG_1864

Fragment jednej z rzeźb na granicy, czyli granit w granicie.

IMG_1862

Droga jako cel.

IMG_1861

Jedyna napotkana stacja paliw z normalną, ludzką obsługą. Wygląda tak, jakby zatrzymała się w czasie. O dziwo, ma aż trzy dystrybutory. Zwykle takie małe stacyjki mają po dwa – jeden dla benzyny 95 i drugi dla ON. Ta jest luksusowa, bo ma jeszcze benzynę 98 oktanową. Niech Was nie zmyli ta czwórka na dystrybutorze z benzyną 98. Na stacji naprawdę są tylko trzy stanowiska. Każdy dystrybutor wygląda zresztą nieco inaczej i mam podejrzenie, graniczące z pewnością, że pochodzą z tak zwanego „recyclingu”. Czyli mówiąc prosto – zostały zapewne odkupione z jakichś  innych stacji, jako używane ale jeszcze dobre. To też jest w sumie urokliwe.

IMG_1846

Dystrybutory są wiekowe, podczas pracy rzężą jak na starym cepeenie. Mam tylko nadzieję, że benzyna jest już bez ołowiu i nie będzie podczas jazdy zarzucać świec 😉

IMG_1832

Kolejna nawrotka i kolejne odkrycie. Tym razem znowu COŚ. Nie bardzo mam pomysł, co to mogło być. Jakaś cieciówka czy inna wartownia? Teren ogrodzony, więc może coś jest na rzeczy.

IMG_1868

Podczas przechadzki po mieście odkryłem księgarnię a na jej wystawie książkę, która mnie zaskoczyła. W pierwszej chwili jej tytuł przeczytałem jako „Vive La France” a rysunek na jej okładce kazał się domyślać różnych rzeczy. Oczywiście, tytuł brzmi „Vive La Farce” (Niech żyje farsa!) a zbieżność jest jak najbardziej zamierzona.

DSC_6839

Rzecz, której się w tym miejscu nie spodziewałem. Niemiecka tablica z Camel Trophy 1984 😮

DSC_6946

*) Na koniec zagadka: to jaki w końcu typ bagietki udało mi się zanabyć metodą kupna?

img20210926_18061950

4 comments

  1. Obstawiam typ B.
    Te szyny do wykopów są u nas potocznie nazywane
    „Larseny „. Że komuś się chciało z takiego żelastwa budować ho ho ho.
    Ale widziałem kurniko warsztat z podkładów kolejowych. 😀
    Pozdrawiam Czesław

    Polubione przez 1 osoba

    1. Z tego zelastwa zbudowano budowle wysokosci trzypietrowego bloku. Ktos mial zaciecie, dobra spawarke, duzo czasu i „Larsenow” 🙂
      Ten kurniko-warsztat musial nalezec do jakiegos kolejarza. Oni nie zwykli kupowac materialow, tylko wynosic z pracy.
      A co do bagiety – zgadza sie 🙂

      Pozdrawiam!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s