Odwieczny problem klasyczności

img20200727_17174050

Czas płynie nieubłaganie. Wszystko się zmienia. Z jednym wszakże wyjątkiem. Ludzkiej mentalności. Ostatnio byłem świadkiem pewnej zaciętej dyskusji internetowej. Te konwersacje są nieprzebranym źródłem natchnienia. Nie żeby rozmowa ta była jakoś specjalnie ciekawa. Była ona stara jak motoryzacja. Słyszałem ją już setki razy i w różnych epokach. I zawsze konkluzja jest jedna i ta sama: „kiedyś to kurła było:…

Jeden z rozmówców zamieścił zdjęcie całkiem współczesnego motocykla z pytaniem, czy ta maszyna ma szansę stać się klasykiem, czy też należy ją zużyć i wyrzucić?

Prowokacyjne pytanie odniosło skutek. Posypała się lawina komentarzy o tym, jak to na motobajzlach  będzie się poszukiwać starych wtrysków czy wyświetlaczy i że lepiej tego nie dożyć…

Gdy widzę takie marudzenie to przypomina mi się pewien obraz z późnych lat siedemdziesiątych. Jest to zarazem jedno z moich najwcześniejszych wspomnień. Przed oczyma staje mi mój dawny sąsiad szpachlujący co niedzielę swoją starą Pobiedę i opowiadający wszystkim wokoło (tym którzy nie zdążyli w porę uciec), jakie ma wspaniałe auto. „Nie to, Panie, co teraz, jednorazowe.” Zapewne wcale nie zastanawiał się nad tym, że jego ojciec mówił pewnie to samo, picując kilkadziesiąt lat wcześniej swojego Russo – Bałta. Jego syn później będzie tak gadał o swoim polonezie a wnuk o Passacie. Sztafeta jęczących pokoleń.

Wracając do motocykli: wiecie, plastiki to plastiki a motocykle zabytkowe to…

Czasem mam takie dziwne przeczucie, że aby motocykl mógł być „zabytkiem” czy tam „klasykiem” to koniecznie musi być to taki pojazd, który można „naprawić” za pomocą drutu, sznurka czy drewnianego kołka. Najlepiej zaś, jeśli do tego byłby gratem. Jeśli jakoś wygląda i jeździ, to już na miano „klasyka” nie zasługuje. Mentalnie tkwimy chyba jeszcze ciągle w latach sześćdziesiątych.

img001

A w rzeczywistości sprawa jest bardzo prosta. Każdy pojazd bowiem był kiedyś nowy i jako taki był często szczytowym osiągnięciem swoich czasów. Na przestrzeni lat i dekad zmieniała  się technika, producenci. Niezmienne było zaś jedno: o każdym z nich było takie samo gadanie. Że to nowe to: „Panie, to już nie to co kiedyś”, „to nic nie warte”, „kto to Panu naprawi”, „gdzie Pan do tego części dostaniesz” itd.

Tak samo było 80, 60, 40 i 20 lat temu i nie zmieniło się to do dziś. Nic z tego pitolenia oczywiście się nie sprawdziło. Nic nie zapowiada też, że miałoby się to jakoś zmienić drastycznie w przyszłości.

Komputery pokładowe, wyświetlacze czy wtrysk paliwa zagościły na poważnie w motocyklach już w początkach lat 80-tych XX wieku. I jak najbardziej można je kupić na motobajzlach, przynajmniej tych zachodnich. Przez czterdzieści lat raczej był czas aby się z nimi oswoić, jednak wygląda na to, że dla wielu ciągle są wielkim zaskoczeniem.

Czas płynie nieubłaganie i na dodatek coraz szybciej. Współczesne pojazdy staną się klasykami prędzej niż nam się to wydaje.

Problem może być jedynie z naszą świadomością „boomera”, który nie może przyjąć do wiadomości, że dziś Ziemia zrobi znowu kolejny obrót.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s