Amerykański Sen – oszukać przeznaczenie

img20200727_17174050

Historia niestety prawdziwa, po której zostały wspomnienia oraz kilka cudem ocalałych i odnalezionych filmów ze zdjęciami. Przyznam się szczerze, że długo biłem się z myślami, czy nie pozostawić tego dla siebie. Ale skoro od opisywanych wydarzeń minęło niemal dwadzieścia lat, uznałem że opublikują w celach kronikarskich.

Będzie trochę o „życiu w ciekawych czasach”, podróżach, nieco o motoryzacji. Ale przede wszystkim jest to opowieść o ludziach.

 

Czasem bywa tak, że mimo iż zrobisz wszystko najlepiej jak można, czynniki których nie można przewidzieć potrafią zniweczyć cały wysiłek. Bo czy może być coś gorszego od bezrobocia? Okazuje się że może. Jest to bezpłacie. Właśnie mnie to spotkało, chociaż do niedawna uważałem, że udało mi się oszukać przeznaczenie. Wysiłek, ciężka praca, doświadczenie i z tego wszystkiego robi się nagle wielkie g. Wzniosłe idee, służba nauce i proza życia. Niestety, już po wszystkich egzaminach oraz całym procesie rekrutacji wyszło na to, że będę doktorantem bez stypendium. Tak się nazywa pensja doktoranta żeby przypadkiem nikogo nie rozśmieszyć, gdy się zapyta ile zarabiasz. Więc dlatego mówimy na to stypendium. W ogóle doktorant to taki student tylko z nazwy. Z jednej strony, jak to student, ma swoje egzaminy i zaliczenia, z drugiej robi doktorat a z trzeciej ma normalne obowiązki, jak pełnoetatowy pracownik. Najniższy poziom łańcucha pokarmowego. Teraz okazało się, że można ludzi upodlić jeszcze bardziej.

img20200329_20081510

Trzeba zastanowić się, co dalej. Rynek, nazwijmy to pracy, wyglądał jak wyglądał. To znaczy wcale nie wyglądał, dlatego nawet państwowe uczelnie zaczęły robić to samo co inni i próbowały wykorzystać ludzi ile tylko się dało. „Będziesz pracował za darmo i w nagrodę napiszesz to sobie w CV.” Niewolnictwo XXI wieku. Szkoda tylko, że ta sama instytucja w drugą stronę nie zgadzała się na regulowanie należności „bógzapłaciami” i za akademik i inne rzeczy chce jakichś pieniędzy. Dziwne.

img20210201_17193136

W tej sytuacji poprosiłem o urlop, żeby przemyśleć i poukładać sobie wszystkie sprawy. O dziwo –nawet go dostałem. Z drugiej strony to co im zależało? Przecież pensji, przepraszam – „stypendium” i tak płacić nie chcieli.

W ciągu kolejnych tygodni próbowałem wymyśleć jakiś plan B, czyli znaleźć pracę. Po kilkunastu tak zwanych „rozmowach kwalifikacyjnych”, podczas których jakoś nikt nie zapytał mnie o kwalifikacje oraz kilku rekrutacjach w modnym wówczas „nowoczesnym stylu”, przypominającym bardziej eliminacje do jakiegoś durnego szoł w podrzędnej telewizji zacząłem mieć tego wszystkiego serdecznie dosyć.

Oczywiście miałem na koncie również tak zwane sukcesy. W jednej firmie załapałem się na bezpłatny staż. Gdy okres próbny minął, zapytałem głupio co dalej. Okazało się, że miło już było. Dowiedziałem się, że jestem chamski i arogancki. Bo jak w ogóle śmiem pytać swojego dobrodzieja o jakąś głupią umowę. Co, może jeszcze będziemy rozmawiać o jakimś dziwnym wynagrodzeniu za pracę? Naturalnie zostałem wylany z firmy, w której oficjalnie nigdy nie pracowałem. W kolejnej szef ciągle powtarzał, że kontrahenci cały czas próbują „posadzić go na lewe sanki”. Słyszałem to od niego minimum kilka razy dziennie. O co chodzi z tymi „lewymi sankami”? Sprawa wyjaśniła się dosyć szybko, gdy wyszło na jaw że to on nie ma w zwyczaju wywiązywać się z zawartych umów. Czyli ostrzegał mnie przed samym sobą. W tej sytuacji trzeba było podziękować za „współpracę”, której zresztą oficjalnie nie było, bo ten też nie miał czasu i chęci zajmować się jakimiś „formalnościami.

img20210208_16495209

 A więc na razie, póki co, ciągle oficjalnie jestem studentem doktorantem na urlopie. Może to jakoś wykorzystać? Tylko jak? W Polsce nic mi to już nie daje. A wyjazd za granicę? Status studenta może być ułatwieniem. Tylko dokąd? Mamy rok 2002 i Polska w strukturach UE to dopiero mgliste wizje. Takie bardzo odległe i nieśmiałe marzenie. Co zatem robić?

Kilka dni później, wracając z cyrku pod tytułem „rekrutacja”, przypadkiem znalazłem się koło ambasady USA. Może jednak to jest ten „plan B”? Szaleństwo. Ale czemu nie spróbować? Kierunek tak samo dobry jak inne. Skoro metody „rozsądne” zawiodły, to co pozostaje? Jeszcze tego samego dnia umówiłem się telefonicznie na rozmowę z konsulem. Nie miałem przecież już nic do stracenia.

Wizyta w ambasadzie to bardzo pouczające przeżycie. Przede wszystkim istnieją co najmniej dwie kategorie ludzi. Nikt tego oficjalnie nie powie ale da się to odczuć. Przed ambasadą oczywiście kolejka, w środku tłum ludzi. W końcu siedzimy z numerkiem w rękach w oczekiwaniu na rozmowę z konsulem.  Większość czeka jak na ścięcie. Działa oczywiście „giełda newsów”, czyli kto z urzędników daje wizy a kto nie, co mówić a czego nie wypada. Ten targ jest oczywiście kompletnie bezużyteczny, bowiem w rzeczywistości nie wiesz na kogo trafisz i nie masz na to absolutnie żadnego wpływu. Podobnie zresztą jak na przebieg rozmowy. Bezsensowne podkręcanie poziomu stresu. Ludzie segregują jakieś dokumenty, potwierdzenia że są właścicielami nieruchomości, firm, gruntów. Ja nie mam nic poza zaświadczeniem z uniwersytetu, że jestem studentem doktorantem na urlopie. Tyle udało mi się uzyskać od uczelni. Co ma być, to przecież będzie.

Nadchodzi moja kolej. Konsul przegląda moje dokumenty z zainteresowaniem. Tak mi się przynajmniej wydaje. Wygląda na to, że to dla niego coś nowego. Rozmawiamy chwilę po angielsku o poznawaniu świata, nauce języka, moich studiach i zainteresowaniach. Po wszystkim wychodzę oszołomiony z ambasady – z wizą. Oraz, to już zupełnie nieformalnie, adresem, pod którym mogę się zatrzymać na jakiś czas w Chicago.

Przygoda się zaczyna.

img20200425_20070651

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s