Poznaj swoją wartość

img20200202_07043643es

Podróże kształcą, pozwalają nam poznać siebie samych oraz swoją wartość. Z tym ostatnim należy jednak uważać, bo z tym bywa różnie a prawda której możemy się dowiedzieć może być nieco brutalna i szokująca.

Tak to już jest, że zimową porą więcej się wspomina niż jeździ. Ten odwieczny cykl przyrody ma też swoje dobre strony. Pewien znajomy, niejaki Pan G. opowiedział mi historię sprzed lat. A może raczej wypadałoby napisać Herr G. Tak, Pan G. jest Niemcem. Tym najbardziej zachodnim z zachodnich. Jest mniej więcej w wieku mojego Ojca, z tym że gdy mój Ojciec stał w kolejkach po mięso i cukier i zastanawiał się, czy uda mu się zrealizować talony i kartki i wyżywić rodzinę, Pan G. zwiedzał w najlepsze na swoim motocyklu marki BMW Europę Zachodnią oraz Północną Afrykę. Ale ponoć to myśmy tę wojnę wygrali…

Z czasów owych pozostało Panu G. trochę wyblakłych zdjęć i jeszcze więcej wspomnień. A oto i jedno z nich.

Swego czasu Pan G. z kolegami umawiali się na wyjazd do Afryki Północnej. Bo jak już zwiedziłeś Europę Zachodnią to co pozostawało? Albo wycieczka za Żelazną Kurtynę, na co odważali się nieliczni. Albo Afryka Północna, bo w sumie niedaleko, tanio a wieje egzotyką jak jasny gwint. Tak więc kierunek obrany, pozostaje skompletować ekipę i jazda. Niestety, z tego kompletowania niewiele wyszło, bo mimo iż początkowo wszyscy chcą jechać, to z czasem uczestnicy się wykruszają. Brzmi znajomo, prawda? Okazuje się że to problem nie tylko naszych czasów.

Tak więc koniec końców wyruszają w czwórkę. Trzech facetów i jedna dziewczyna. Obecność Sandry w tej eskapadzie to zresztą był gwóźdź programu podczas całej tej wyprawy. Z racji podobieństwa nazwisk Sandra przedstawiała się jako żona Pana G. oraz starała się trzymać blisko Niego, co wśród na ogół tradycyjnych społeczeństw afrykańskich rozwiązywało trochę problemów obyczajowych. Trochę.

Zdarzyło się któregoś razu, że cała wyprawa, zmęczona po całodziennej jeździe w skwarze i pyle, wjechała do jakiejś zapomnianej przez boga wioski. W sumie to zapomnianej chyba przez wszystkich bogów. Podróżnicy zatrzymali się na placyku w centrum mieściny. Zaraz otoczyli ich miejscowi, ciekawi jak zawsze europejskich dziwaków na motocyklach w tych śmiesznych ubraniach. Oczywiście sensację wzbudziła Sandra – zgrabna młoda blondynka, w kombinezonie który jeszcze tylko uwydatniał jej kształty… Baba na motorze – no tego jeszcze w tej wsi nie grali!

Autochtoni rzecz jasna przez dłuższą chwilę komentowali całą sytuację, szwargocząc coś po swojemu. Szczególnie zaciekle dyskutowało dwóch mężczyzn, starszy i młody, prawdopodobnie ojciec i syn, bez żenady pokazując sobie dziewczynę palcami. Coś się święci. W końcu starszy podszedł do Pana G. i całkiem niezłym francuskim, przeplatanym tylko od czasu do czasu arabskimi słowami, powiedział:

Habibi*, ale masz ładną kobietę! Dam ci za nią piętnaście wielbłądów!

– Że co? Przecież tak nie można… – zdołał tylko wydusić z siebie Pan G. Sandrze wściekłość odebrała mowę.

– Racja, Habibi – odparł nie zrażony starszy mężczyzna, lustrując Sandrę okiem znawcy – racja. Tak nie można. Dam ci za nią dwadzieścia wielbłądów!

img20200428_18180699

*) Habibi (arab.) – można przetłumaczyć jako „mój kochany”, tu chyba jednak raczej jako „kochaniutki” 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s