Muzyka w garażu – Van Halen

img20200721_10145725s

Miał się tu dziś pojawić zupełnie inny wpis, jednak pewne wydarzenia biegną swoim własnym trybem i nie sposób się do nich nie odnieść.

Z muzyką Van Halen spotkałem się „na poważnie” dość późno, bo dopiero na studiach. To znaczy wiedziałem że istnieje coś takiego już dużo wcześniej, widziałem płyty i kasety, znałem nawet parę kawałków z MTV, coś tam pewnie z gazet. Ale żadnego albumu nie posiadałem ani nawet nie przesłuchałem. To niestety była ta wada nośników fizycznych – jak się czegoś nie miało w ręku, to się nie słuchało. A tyle wówczas było do kupienia. O ile prościej jest dzisiaj, gdy dowolny album można sobie spokojnie przesłuchać w necie na długo przed jego zakupem!

Była to końcówka XX wieku. Do „naszego” mieszkania studenckiego wprowadził się nowy współlokator. Dziwna sprawa, bo gość nie był studentem. Miał ponad czterdzieści lat, więc z naszej perspektywy był „stary”. Nie wiem, jakie życiowe perypetie skłoniły go do tak desperackiego kroku, żeby zamieszkać razem z pryszczatymi kucami. Ale chyba wcale mu to nie przeszkadzało.

Fizycznie facet nie wyróżniał się niczym szczególnym. Dziś pamiętam go jak przez mgłę. Tak, wiem, że to określenie można różnie rozumieć. Ale zaręczam, że każda z tych interpretacji będzie prawdziwa.

bild001

Na cały jego dobytek składało się trochę ubrań, materac, PC i całkiem niezły sprzęt stereo. Oraz spora kolekcja płyt i kaset. Rzecz charakterystyczna – w tej kolekcji nie było nic innego poza Van Halen. Nic więcej.

Początkowo wszyscy byli zadowoleni, bo zawsze mógł się trafić lokator z kolekcja disco polo albo techno, więc nie ma co narzekać. Jednak po dwóch tygodniach słuchania niemal bez przerwy Eddiego  przez ścianę zaczęło się to wszystko powoli stawać chińską torturą.

img20200721_10145725

Do tego stopnia, że pierwszy album Van Halen zakupiłem dopiero po wielu latach od tamtych wydarzeń. Dziś już słucham tych płyt inaczej. Z jednej strony doceniam kunszt i talent Eddiego, który nie tyle grał co bawił się gitarą. A z drugiej – przywołują wspomnienia dawnych, szalonych lat. To jest właśnie wspaniałe w muzyce.

Dziś moja kolekcja Van Halen ma ciągle jeszcze więcej dziur niż ciągłości. Bo tyle płyt jest wciąż w planach do kupienia… To się nie zmieniło.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s