AD 2063 # 1

Automat 02

Rozdział I

Dźwięk alarmu gwałtem wdarł się do świadomości i brutalnie wyrwał Pawła ze snu. Niemrawo podniósł się z posłania, usiadł i przetarł zaspane oczy. Wczoraj wieczorem, w klubie, przedawkował Syntetyk i dziś nie czuł się najlepiej. Syntetyk była to modna ostatnio wśród ludzi sukcesu używka o opatentowanej przez Korporację recepturze, usuwająca zmęczenie, senność oraz poprawiająca samopoczucie. A serwowano ją, rzecz jasna, w modnych wśród ludzi sukcesu klubach. Przez chwilę usiłował sobie przypomnieć jak nazywała się dziewczyna poznana wczoraj w klubie, jednak pamięć go zawiodła. Zresztą, nie było to ważne. Nie miał czasu na jakieś poważne związki. Sukces nie przyjdzie sam. Trzeba walczyć o swoją pozycję w Korporacji. Także z tą dziewczyną. Nie miał wątpliwości że bez mrugnięcia powieką wygryzłaby go z posady, gdyby tylko nadarzyła się jej taka możliwość. On zresztą zrobiłby to samo bez chwili wahania. Life is brutal.

Komunikator na jego ręku przypomniał delikatnym lecz nie znoszącym sprzeciwu głosem, że na dziś ma umówione ważne spotkanie, które może zaważyć na jego dalszej karierze. Było to urządzenie nieco większe od naręcznego zegarka, jednak o nieporównanie większych możliwościach. Zastępowało między innymi karty płatnicze, rabatowe a także wszystkie możliwe dokumenty. Oprócz tego było oczywiście telefonem, zegarkiem, kalendarzem, komputerem oraz zapewniało ciągły dostęp do Systemu.

Paweł podszedł do ściany i małej lodówki ściennej wyjął z niej pomarańczową puszkę. Był to oczywiście schłodzony Syntetyk. Paweł nie posiadał żadnych innych napojów. Po prawdzie to jego lodówka oprócz Syntetyku nie zawierała nic.

– „Czym się strułeś, tym się lecz” – rzekł Paweł do siebie, naciskając niewielki guzik na wierzchniej stronie plastikowego zasobnika, nie zdając sobie nawet sprawy że powiedzenie to ma dużo starszą historię i pierwotnie odnosiło się do czegoś zupełnie innego. Duszne powietrze małego mieszkania przeszył cichy syk po którym puszka udostępniła swoją zawartość.

Niemal w tym samym momencie z niewielkiej ściennej szafy wyjechał automat sprzątający i jak gdyby nigdy nic rozpoczął porządki. Zasadniczo powinien z tym poczekać aż Paweł opuści mieszkanie, w końcu od czegoś miał chyba te sensory. Jednak automat Pawła był uszkodzony i codziennie rozpoczynał sprzątanie punktualnie o godzinie 06:23. Dlaczego o takiej godzinie – Paweł nie miał pojęcia. Zgłaszał usterkę już wielokrotnie, jednak poza standardową, automatyczną formułką o przyjęciu zgłoszenia oraz że jest nam przykro itd., nie działo się kompletnie nic. Następnego ranka automat rozpoczynał sprzątanie punktualnie o godzinie 08:23 i tak w kółko. Paweł najchętniej wyłączyłby go w cholerę, jednak było to niemożliwe. Automatu sprzątającego nie można było bowiem wyłączyć. Po pierwsze dlatego, że urządzenie nie posiadało żadnego wyłącznika a po drugie że każda próba jego dezaktywacji, na przykład poprzez wyjęcie bezpiecznika, była bardzo poważnym naruszeniem obowiązującego regulaminu bloku w którym mieszkał. Wówczas administracja reagowała błyskawicznie a delikwent pociągany był do surowej odpowiedzialności. Tajemnicą poliszynela było to, że automat służył przede wszystkim jednak do szpiegowania, co pracownicy Korporacji porabiają w domu po pracy. Oczywiście chodziło o względy bezpieczeństwa, jakże by inaczej. Zawsze przecież mogłoby się okazać, że któryś z mieszkańców jest antysystemowcem i w domowym zaciszu majstruje bombę będącą zagrożeniem dla innych mieszkańców bloku. Możliwe czy nie? Paweł uważał że jest to możliwe, wobec tego nie protestował gdy potrójny zestaw obiektywów automatu śledził każdy jego ruch w mieszkaniu, nawet wówczas gdy siedział w łazience na sedesie albo stał pod prysznicem. W końcu to przecież wszystko dla jego dobra. Nie miał co do tego żadnych wątpliwości. W Korporacji zawsze powtarzano, że „uczciwi ludzie nie mają nic do ukrycia” i Paweł trzymał się ściśle tej zasady. Czasem tylko, niczym natrętna mucha, gdzieś z tyłu zwojów nerwowych, plątało mu się wspomnienie pewnej książki, w której społeczeństwo było w pełni inwigilowane przez ekrany w ścianach… Ta książka miała chyba w tytule coś o roku… Mimo wysiłku Paweł nie mógł sobie jedna przypomnieć tytułu. Papierowych książek już dawno nie było; wszystkie zostały przemielone na kompost w ramach akcji „Kultura Dla Środowiska”. Od tej pory wszelki pozycje literatury jakie tylko spłodziła ludzkość, miały być dostępne za darmo w elektronicznych zasobach Systemu. Po czasie okazało się, że jednak nie za darmo i nie wszystkie. Rzeczonej książki z rokiem w tytule znaleźć nie mógł, chociaż próbował wielokrotnie i na różne sposoby. Dał za wygraną dopiero po otrzymaniu wiadomości od Administratorów Systemu z informacją, że jego zainteresowania są „cokolwiek niezdrowe”. Zrozumiał ostrzeżenie i przestał szukać.

Paweł rozejrzał się po mieszkaniu. Niewielkie, brudne okna wychodziły wprost na szarą ścianę sąsiedniego bloku, dzięki czemu wpuszczały tak mało światła, że pomieszczenia trzeba było doświetlać również w dzień. Ścianę we wnęce za drzwiami w najlepsze pożerał grzyb. Automat udawał że sprząta, troszcząc się o jego zdrowie, ani na moment nie spuszczając z niego swojego zestawu trzech obiektywów.

Paweł podszedł do dużego ekranu wmontowanego w ścianę i uśmiechnął się do kamer zainstalowanych w jego obudowie. Szybko zaktualizował swój status w Systemie, wprowadził bieżący plan dnia. Nie było to obowiązkowe ale w Korporacji mile widziane, gdy pracownik meldował wcześniej, co danego dnia i o której godzinie będzie robił. Na koniec sprawdził jeszcze w Systemie, czy zarezerwowane auto na pewno po niego przyjedzie. Status był OK. To go uspokoiło. W końcu na rozmowę o własnej przyszłości w Korporacji nie wypadało jechać metrem. Tak, to był Wielki Dzień, ten który odmieni jego życie.

Szybko ubrał się w dostarczone wczoraj z automatycznej wypożyczalni eleganckie ubranie. Zwało się ono „Kreid” i było ostatnim „krzykiem mody”. Wygodne jednak nie było; piło w kroku i pod pachami. Paweł pocieszył się, że będzie musiał je nosić najwyżej kilka godzin. A na rozmówcy na pewno zrobi dobre wrażenie. Zaklął cicho gdy zauważył, że jakiś durny automat krzywo uprasował nogawkę spodni; naciągnął, poprawił – jakoś to będzie, musi być.

Wyszedł z mieszkania odprowadzany zimnym, beznamiętnym wzrokiem potrójnego zestawu obiektywów automatu sprzątającego, udającego że robi porządek.

– „Uczciwi ludzie nie mają się czego obawiać” – Paweł wyrecytował w myślach wyświechtaną formułkę. Drzwi zamknęły się za nim automatycznie a zapalona czerwona lampka nad nimi zasygnalizowała, że zostały także zaryglowane.

Automat 01

CDN

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s