Jeźdźcy Peerelu # 4

Narzędzia

Narzedzia

Poprzednia przygoda nie zakończyła się dla Zenona happy-endem. Kolegium do spraw wykroczeń orzekło o zatrzymaniu uprawnień do kierowania pojazdami mechanicznymi, co w praktyce oznaczało uziemienie. Motocykl co prawda udało się Zenonowi odebrać z parkingu milicyjnego, jednak nadawał się on tylko do kapitalnego remontu. Nie pierwszyzna.

W gomułkowskiej rzeczywistości problemem było dostanie części zamiennych. Zresztą, generalnie wszystko było problemem. Niby nasza gospodarka produkowała wszystko, ale w sklepach nie było niczego. Pierwszy sekretarz w radiowych przemówieniach czytał długie listy sukcesów w wytwarzaniu różnych dóbr konsumpcyjnych, a zwykli ludzie jakoś nie byli w stanie tego odczuć. Na koniec zresztą z przemówienia wychodziło zawsze, że choć zdrożały: chleb, mięso, przetwory mleczne, benzyna itd. to za to staniały czołgi i lokomotywy, więc w sumie obywatel, jakby nie patrzeć, jest na plusie. Dlatego też ludzie nauczyli się doskonale odczytywać wszelkie znaki, które nieopatrznie dawała władza tzw. „ludowa”. Przykładowo, jeśli spiker w radio powiedział że „w tym roku cukru na pewno nam nie zabraknie”, oznaczało to, że należy czym prędzej udać się do sklepu i nakupić na zapas tyle cukru, ile to możliwe, bo za chwilę towar ten będzie nie do dostania. Wierszyk: „ Za Gomułki puste półki”  dokładnie oddawał ówczesne realia. I tak to było.

Dlatego naprawiało się wszystko, co tylko było możliwe. Tak też było i tym razem. Koło zenkowego Junaka zostało wycentrowane, lagi naprostowane, błotnik i lampa wyklepane i chałupniczo pomalowane. Wkład lampy udało się gdzieś „załatwić”. Zeszło się z tym do jesieni. Zresztą, nie śpieszyło się z tym Zenonowi zbytnio, skoro i tak nie miał prawa jazdy. Problem był tylko z gaźnikiem, który po wypadku nie chciał działać tak jak powinien. Zenon w końcu postanowił zrobić z nim porządek.

– Bolek, pożyczysz mi swoich narzędzi? – zapytał Zenon.

Bolesław zaczął się namyślać. Wiadomym było, że nikt w okolicy nie posiada lepszego warsztatu narzędziowego niż on. Jednak niechętnie użyczał on swoich skarbów a to z tej prostej przyczyny, że jakoś później nie bardzo chciały te narzędzia do niego wracać. A warto dodać, że narzędzia Bolesława były najwyższej klasy i w dużej części stanowiły część wyposażenia przedwojennego zakładu ślusarskiego, który należał kiedyś do jego wuja.

– Dobrze – powiedział w końcu Bolesław – tylko widzisz Zenuś, napisane jest na nich „wróć do mnie”. Żebyś o tym nie zapomniał.

– Spokojna głowa – odpowiedział Zenon.

Bolesław jakoś nie był tym wcale uspokojony.

Zenon zamknął się w swojej komórce. Wyregulował gaźnik najlepiej jak umiał po czym odpalił motocykl i zrobił nim kilka rundek wokół podwórka. Na ulicę bał się wyjeżdżać w obawie przed milicją. Jednak z efektów swoich regulacji nie był zadowolony. Gdy silnik trochę się rozgrzał, gaźnik znów zaczynał kaprysić. Zenon wyłączył silnik i znowu zaczął przy nim grzebać. Kolejna próba i znów to samo. W końcu doszedł do wniosku, że jeżdżąc wokół gruszy na podwórku nigdy nie rozgrzeje silnika jak należy. Oznaczało to wyjazd na ulicę. A na ulicy można było nadziać się na patrol milicji albo jakiegoś innego ormowca… Ale Zenon był już tak wkurzony, że w zasadzie było mu już wszystko jedno.

– Muszę porządnie go rozgrzać – powiedział do Stefana i zniknął za bramą.

Stefan tylko wzruszył ramionami, zajęty pucowaniem swojego Junaka.

Nie minęło dwadzieścia minut, gdy Zenon w panice wpadł na podwórko. Błyskawicznie schował motocykl do komórki po czym usiadł na ławce przed kamienicą, rozglądając się nerwowo.

– Gdzie byłeś Zenuś? – z udawaną troską w głosie zapytał Stefan – Coś taki wystraszony?

– Pod Katowicami; nadziałem się na patrol milicji a najgorsze że zgubiłem tam narzędzia – wypalił niemal jednym tchem Zenon, po czym wstał z ławki i szybkim krokiem zniknął w drzwiach wejściowych kamienicy.

– Co takiego?! Gdzie byłeś?! – zapytał zdumiony Stefan, lecz Zenon już go nie słyszał.

Chwilę później Stefan spotkał się z Bolesławem.

– Powiedział że był pod Katowicami i zgubił tam twoje narzędzia. Ten kurs tańca przy KC ogłupił go do reszty.

– Jeśli naprawdę zgubił moje narzędzia, to będzie musiał wymyśleć jakieś bardziej prawdopodobne wytłumaczenie – stwierdził Bolesław – idziemy do niego.

Próżno jednak dobijali się do drzwi. Zenon przepadł jak kamień w wodę.

Następnego dnia rano Bolesław jechał do pracy. Na jednym ze skrzyżowań wylotowych z miasta coś go tknęło. Zawrócił i zatrzymał się pod wielkim drogowskazem.

Na trawie pod znakiem, mokre od rosy, leżały jego narzędzia!

Bolesław wstał i spojrzał do góry na drogowskaz.

Na wielkiej blaszanej tablicy wymalowany był ogromny napis: „Katowice” a dalej, nieco mniejszą czcionką, dopisek „370 km”.

Katowice

Epilog

Zenon już nigdy nie doprowadził swego Junaka do stanu używalności. Dłubał przy nim coraz rzadziej aż w końcu zamienił go na czarno – biały telewizor „Neptun” i motorower „Żak”. Tak zakończyła się jego kariera motocyklisty, bo na motorowerze nie jeździł wcale a przynajmniej nikt go nigdy na nim nie widział. W międzyczasie ukończył WUML, podobno nawet z jakimś wyróżnieniem i wyprowadził się do stolicy robić karierę w partii. Potem słuch o nim zaginął. Można chyba jednak zaryzykować stwierdzenie, że w jego przypadku nauka nie poszła w las 😉

Bolesław wyprowadził się niedługo potem. Otrzymał mieszkanie w nowym bloku w innej dzielnicy miasta. SHL-kę trzymał u swojego kuzyna na przedmieściach, w specjalnie do tego celu zaadoptowanej komórce. Z racji sporej odległości od garażu nie jeździł już tak dużo jak kiedyś. Na początku lat osiemdziesiątych jego ukochana SHL-ka została skradziona z tejże komórki. Wobec „niewykrycia sprawców”, których najprawdopodobniej nawet wykryć nie próbowano, milicja kilka dni później umorzyła śledztwo. Motocykl przepadł na zawsze.

Stefan wyprowadził się z kamienicy ostatni. Wybudował sobie domek jednorodzinny w nowopowstałej wówczas dzielnicy „willowej.” W latach 70-tych dorobił się samochodu i na Junaku jeździł coraz rzadziej. W końcu maszyna popadła w zapomnienie i gdzieś w połowie lat 80-tych została sprzedana za grosze na wieś, gdzie dokończyła marnie swojego żywota.

pismo

Na podstawie wspomnień W. Wszelkie podobieństwo do osób i sytuacji jest całkowicie zamierzone.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s